AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Blue Moon Festival #2


Czytano: 19008 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

W klubie pojawiłyśmy się punktualnie o czasie planowanego rozpoczęcia koncertu przez pierwszy zespół czyli o 17. Ludzie powoli zaczynali się zbierać, sala ze scena była jeszcze zamknięta, więc postanowiłyśmy się przejść i pokontemplować sam klub. Klub "Studio" jest przeznaczony na 1100 osób, posiada duży, ale średnio dobrze zaopatrzony bar, w którym absolutnie wszystko musiało być przelewane do plastikowych kubków (nawet napoje energetyzujące), ceny muszę przyznać bardzo przyzwoite, myślę, że pozytywnie zaskoczyły wielu ludzi. Oprócz tego dwie duże sale "do siedzenia", toalety spore, ale śmierdzące i bez papieru... Po otwarciu sali ze sceną, zaskoczyła nas spora przestrzeń parkietu, wcale nie mała scena oraz znajdujące się na piętrze audytorium dla osób, wolących oglądać koncert niż się przy nim bawić.

Wkrótce po tym rozpoczął koncert pierwszy zespół Monstergod – jeszcze nieliczna publiczność stała w bezpiecznej odległości 5 metrów od sceny, tylko niektórzy podrygiwali, reszta raczej słuchała popijając piwo lub inne napoje chłodzące ;) Jak dla mnie koncert całkiem ciekawy, na niezłym poziomie, wcześniej nie miałam okazji słyszeć tego zespołu i byłam pozytywnie zaskoczona. Następny na scenie pojawił się zespół SoundQ – na nim coraz liczniejsza publiczność śmielej zaczęła podchodzić do sceny. Był to trzeci w karierze występ tego zespołu. Stylistycznie niektórym ludziom nie odpowiadała ta muzyka, jednak dla mnie jest ona bardzo ciekawa, a najprzyjemniejszym akcentem tego zespołu jest rewelacyjny głos wokalisty. Uważam, że warto było ich usłyszeć na żywo i miłym zaskoczeniem było to, że dobrze brzmią zarówno na płycie jak i na żywo. Trzecim zespołem był D’Archangel – tu już ludzie śmiało bawili się pod sceną, klub się powoli wypełniał, zespół jak zwykle zagrał niezły koncert na swoim standardowym poziomie. Czwartym i ostatnim polskim zespołem był Agonised by Love – tu chłopcy grali przy sporym audytorium, niestety był to dla mnie najsłabszy występ festiwalu, największe zarzuty kieruje pod adresem wokalisty, który ma wielkie problemy z utrzymaniem się w tonacji, co, nie da się ukryć, bardzo negatywnie rzutuje na ogólny odbiór ich muzyki. Najbardziej pozytywnym aspektem było dołączenie do ich składu H_12, który odwalił kawał dobrej roboty! Po tym koncercie miał miejsce miły i niestandardowy akcent w postaci pokazu mody gotyckiej by Diva Izazela. Pokazały nam się cztery panie i czterech panów, którzy mimo niezbyt sprzyjających warunków na scenie, wyszli obronną ręką i występ ten miał bardzo pozytywny wydźwięk, co słychać było przede wszystkim w momencie, kiedy na scenę wyszli panowie i podniósł się ogólny pisk damskiej części publiczności... męska część była nieco bardziej powściągliwa, jednak jestem pewna, że nie miało to nic wspólnego z tym, jakoby panie były mniej interesujące.

Po występie rozpoczęła się nieco dłuższa przerwa wiązana z zainstalowaniem się kolejnego zespołu. Był to doskonały moment na poprawienie makijażu, polansowanie się ;) pozując fotografom i zapalenie papierosa. Wkrótce rozpoczął się koncert zespołu Rotersand, od razu dało się zauważyć, pełen profesjonalizm oraz obycie ze sceną. Świetny kontakt z publicznością (w pewnym momencie nawet wokalista zszedł ze sceny i wszedł między publiczność, skacząc i bawiąc się razem z nami). Usłyszeliśmy takie przeboje jak "Exterminate Annihilate Destroy", "Undone" czy "Almost Wasted", wkradły im się również dwie ballady. Gdy zeszli ze sceny nienasycona publiczność zaczęła skandować, co skończyło się dwoma bisami. Dla mnie występ świetny – pojawiły się nawet głosy, że zagrali lepiej niż Apoptygma, ale tu byłabym ostrożna w porównywaniu tych dwóch występów. Następnie po tym koncercie miała miejsce najdłuższa przerwa, aby odpocząć, ukoić zimnym piwem rozgrzane od skandowania gardła i nabrać siły na wydarzenie wieczoru. Około północy na scenie zaczęli się pojawiać panowie z zespołu Apoptygma Berzerk, co po raz kolejny tego wieczoru zostało przyjęte piskami damskiej części publiczności. Zespół rozgrzał publiczność "Eclipse", po czym posypały się kolejne hity "Deep Red", "Kathy’s Song", "In this Together" czy "Unicorn". Nawet przy utworach z nowej, tak bojkotowanej przez większość, płyty ludzie bawili się i skakali. Koncert dla mnie rewelacyjny!! Publiczność mimo, że w niewielkiej frekwencji absolutnie nie zawiodła. Zespół był zmuszony długim i bardzo głośnym skandowaniem do dwóch bisów mimo, że widać było po nich już straszne zmęczenie, jednak nie zawiedli publiczności i zagrali jeszcze "Non - stop Violence", "Love Never Dies" a za drugim razem "Bitch". Jak dla mnie zabrakło przede wszystkim utworu "Cambodia", ale pomijając ten fakt, występ mnie w pełni usatysfakcjonował i mogę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych koncertów, na których w życiu byłam. Na uwagę zasługują również bardzo ciekawe, moim zdaniem, wizualizacje Trotuli, które towarzyszyły nam przez większość koncertów oraz After Party. Bywało, że momentami publiczność bardziej śledziła to co działo się na telebimie niż koncert. Gratulacje, bo ta osóbka przez cały festiwal pracowała bez wytchnienia.

Po tym występie niemal spłynęłam na stolik i byłam pewna, że już żadna siła nie będzie w stanie mnie podnieść na nogi, jednak kiedy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki Horrorist "Metal Man", poderwałam się i pobiegłam na parkiet, bo oto zaczęło się After Party i set H_12, który jak zwykle powalił mnie na kolana. Widać jednak, że ludzie byli bardzo zmęczeni, bo po zakończeniu koncertów wiele osób w ogóle wyszło z klubu, a na parkiecie na After Party bawiła się dosłownie garstka osób i na pewno nie była to wina kiepskiej muzyki... Następnie mogliśmy jeszcze usłyszeć Electronauta, Frontmana, Bagiennika i Agraxa, ale na ich sety już właściwie nie byłam w stanie wyjść, z resztą nie tylko ja, impreza powoli umierała, a zmęczeni i wybawieni ludzie coraz tłumniej zaczęli opuszczać klub. W końcu ochrona delikatnie nas wyprosiła i jeszcze całkiem sporym tłumem staliśmy przy szatni, żegnając się i wymieniając wrażeniami, dopóki ostatecznie nie wyproszono nas z klubu.

Oczywiście należy wielkie podziękowania skierować do chłopców z Blue Moon – Sławka i Łukasza, bo razem z całym swoim sztabem odwalili kawał dobrej roboty. Wszystko było dopięte na ostatni guzik i jestem pewna, że ludzie będą bardzo długo pamiętać ten koncert. Dzięki nim przeżyliśmy niezapomniane chwile. Miło, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią się zmobilizować i zrobić coś! Mam nadzieje, że mimo wg mnie żenującej frekwencji, chłopcy nie poddadzą się i będą dalej robić swoje, bo wychodzi im fantastycznie!!!
Autor:
Tłumacz: Iscaria
Data dodania: 2006-07-11 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: