AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Castle Party 2013


Czytano: 11712 razy


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Kolejna, wyjątkowa i pełna muzycznych wrażeń edycja Castle Party za nami. Największym minusem tej imprezy, rok rocznie jest to, że tak szybko się kończy. Urokliwy charakter miejsca, w pewnym sensie podniosła atmosfera zamkowych murów, a przede wszystkim muzyka wibrująca swoją mroczną magią i przelewająca się uliczkami tego niewielkiego miasteczka, jakim jest Bolków, sprawiają, że w poniedziałkowy ranek z żalem i smutkiem pakujemy walizki i ruszamy w podróż powrotną do rzeczywistości. Zacznijmy jednak od początku, który to miał miejsce w czwartek, 11.07 i przyjął formę koncertów w budynku byłego kościoła ewangelickiego. Zanim jednak kościół, wspinamy się na zamkowe wzgórze. Aura pogodowa raczej ponura i chociaż mogłoby się wydawać, że pasująca do charakteru wydarzenia, to jednak wzbudza niepokój, gdyż doświadczenia poprzednich lat już chyba wszystkich nauczyły nie lekceważyć kaprysów pogody, a ta deszczowa i zimna raczej nie sprzyja otwartym imprezom. Stoimy na środku pustego zamkowego dziedzińca, przed nami ogromna scena z niedbale opadniętym jeszcze banerem. Niezwykłe miejsce i co roku zaskakuje mnie tak samo swoją niezwykłością. Trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację dla tego święta mrocznych dusz. W powietrzu już czuć pewną ekscytację, napięcie związane z odliczaniem ostatnich już godzin, to już zaraz, za chwilę ten dziedziniec wypełni się wszelkimi odcieniami czerni, a ze sceny czarować nas będą niezwykli ludzie, dla których fani nierzadko gotowi są przebyć każdą odległość. Tymczasem schodzimy do kościoła, przed którym ustawiła się już spora kolejka. Co do samego miejsca to jest to pomieszczenie mało przestronne i duszne, które całkowicie utraciło sakralny charakter wnętrza. O tym, że jesteśmy w budynku kościoła przypomina już tylko struktura architektoniczna. Pierwszym zespołem, który wystąpił tego dnia był Splendor reprezentujący mało znany nurt, jakim jest visual rock. Muzycy niewątpliwie wzbudzali zainteresowanie swoim wizerunkiem scenicznym. Muzycznie ciekawe aczkolwiek momentami przesadnie zmanierowany wokal po prostu nudził. Kolejny zespół również na swoich koncertach zwraca dużą uwagę na stronę wizualną, budując jednakże zupełnie inny klimat. Victorians zanurzeni całkowicie w stylistyce XIX-wiecznej wiktoriańskiej Anglii wypadli dość przekonywująco serwując muzykę przeplataną symfonicznymi i operowymi elementami. Batalion D’Amour momentami do złudzenia przypominający Closterkeller wypadł raczej słabo w porównaniu z poprzednikami. Następnie, z zupełnie innej bajki elektryzujący Das Moon, łączący elementy muzyki elektronicznej i industrialu. Na koniec koncertowego czwartku Agressiva 69, która zaprezentowała się w bardzo elektronicznej wersji, można by rzec nie agressivnie.



W piątek bolkowski rynek wygląda poniekąd niepokojąco, właściwie pusto, jakby nic się nie działo. Co jakiś czas przemoczeni Goci przemykają prędko szukając schronienia przed deszczem. Jak na złość największa ulewa rozpętuje się ok. godz. 15:00, kiedy to na zamkowej scenie gości Hyoscyamus Niger. Pod tą dźwięczną nazwą kryje się polski zespół działający w obszarze electro-darkwave, psychodelic cold wave. Tuż po nim japońska, wielobarwna i żywiołowa Gothika reprezentująca nurt electro, EBM. Kolejna godzina należała do francuskiego projektu Soror Dolorosa. Był to koncert spod znaku gitarowego grania w ‘zimnofalowym’ klimacie. Po Francuzach przyszedł czas na polsko-angielski projekt 7JK. Skrzypce w połączeniu z ciepłymi wokalami i elektroniką dają niezwykle intrygujący efekt, a wirtuozerskie umiejętności Siebena najzwyczajniej zachwycają. Piątkowy wieczór należał do gwiazd bezsprzecznie wielkoformatowych. Stanowiący klasykę czeskiego gotyku, XIII Stoleti zaprezentowali się w świetnej formie, dając jeden z lepszych koncertów tegorocznej edycji festiwalu i pomimo niesprzyjającej aury gromadząc pod sceną sporą publiczność. Kultowy już w Polsce Petr Štěpán wraz z zespołem stanęli na wysokości zadania i uraczyli publiczność tak sztandarowymi utworami jak "Karneval", "Prokleti domu slunecnic", "Justina", "Fatherland", "Mystery Anna", czy "Nosferatu is dead" oraz bezkonkurencyjną "Elizabeth", która porwała zachwyconą publiczność do odtańczenia jakże mrocznego węża. Już sama barwa głosu wokalisty przywodzi na myśl mroki średniowiecza, upiory i nawiedzone zamki, a cóż dopiero, gdy towarzyszy mu taka oprawa. Esencja festiwalowego klimatu. Kolejny na zamkowej scenie zaprezentował się legendarny już zespół KAT z Romanem Kostrzewskim na czele. Mimo że ich muzyka nie do końca wpisuje się w charakter imprezy, a warstwa liryczna nie porywa swoją górnolotnością, nie sposób odmówić Kostrzewskiemu charyzmy, a zespołowi umiejętności dobrego grania. Energia produkowana na scenie bez wątpienia udzielała się publiczności, a zatem i ten koncert można zaliczyć do udanych. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru i jedynym mistrzem w swoim rodzaju była Lacrimosa dając koncert majestatyczny, pełen nastrojowości. Tilo Wolff i Anne Nurmi po raz kolejny pokazali klasę. Koncert kończył trasę promującą najnowszy album zespołu "Revolution" a wśród wykonanych utworów usłyszeliśmy: "Weil Du Hilfe Brauchst", "If The World Stood Still a Day", "Liebesspiel", "Revolution", "Not Every Pain Hurts", "Alleine zu Zweit", "Ich Verlasse Heut Dein Herz", "Verloren", "Ohne Dich Ist Alles Nichts", "Ich bin der Brennende Komet", "Der Morgen Danach", a na koniec "Stolez Herz" i "Lichtgestalt". Lacrimosa dzięki emocjonalności swojej muzyki oraz niezwykłej charyzmie Tilo Wolffa tworzy ze swoich koncertów chwile magiczne i niezapomniane.



Doskonałe koncertowe dzieło sztuki. W sobotę, już przy nieco bardziej sprzyjającej aurze, koncerty na zamkowej scenie zainicjował Lecter. Twórczość muzyczna tego projektu utrzymana jest w konwencji alternatywnego rocka z elementami electro. Zespół ten w ostatnim czasie zyskuje sporą popularność i w rzeczy samej prezentuje się ciekawie. Równie ciekawą propozycją okazał się niemiecko-francuski Noblesse Oblige. Tutaj na uwagę zasługuje przede wszystkim bardzo wszechstronny damski wokal, który stanowi także swego rodzaju ‘egzotyczny’ element całości. Kolejny koncert to powrót do klimatów darkwave/gothic, gdyż na scenie zaprezentował się belgijski The Breath of Life. Był to występ, który właściwie nie wyróżniał się niczym szczególnym. Tuż po nim, utrzymany w podobnej konwencji Whispers in The Shadow. Kultowy już The Beauty of Gemina przyciągnął całkiem sporą publiczność hipnotyzując swoim niezwykle głębokim wokalem. Szwjacarzy zagrali między innymi "Kings Men Come", "Kingdoms of Cancer", "Suicide Landscape", "Dark Rain", "Last Night Home" czy "Shadow Dancer". W zupełnie inny wymiar muzycznych doznań przeniósł zgromadzonych kolejny zespół, mianowicie Sirrah. Grupa stosunkowo niedawno wznowiła działalność ku uciesze wiernych fanów, którzy festiwalowym występem byli ewidentnie byli usatysfakcjonowani. Trzeba przyznać, że dźwięk skrzypiec jednak ma w sobie coś uwodzicielskiego. Mistrzynią uwodzenia okazała się jednak Anneke Van Giersbergen, która posiada tę wyjątkową umiejętność zjednywania sobie fanów niesamowitą otwartością i urokiem. Doskonały kontakt z publicznością i doskonały koncert, w trakcie którego usłyszeliśmy też wielkie hity z czasów The Gathering. Ta drobna i ciepła kobieta posiada głos, który nie ma sobie równych i powala na kolana, a festiwalowy koncert jest tylko kolejnym dowodem jej wyjątkowości, a na set liście znalazły się między innymi "Strange Machines", "Locked Away", "Too Late", "Saturine", "Beautiful One", czy "My Electricity". Sobotni wieczór zakończył koncert monumentalny i potężny. Corvus Corax najpierw wprawia w zdumienie, a zaraz potem w zachwyt. Jest to niewątpliwie dzieło totalne. Drobiazgowo zrekonstruowane instrumenty historyczne, sceniczny image muzyków i teksty śpiewane w średniowiecznych dialektach przeniosły nas w czasie do ciemnych wieków i idealnie wpasowały się w zamkowy klimat. Chyba nikt z publiczności nie pozostał obojętny, bo jest to muzyka, której nie sposób się oprzeć i nie dać się porwać w jej rytm. Zjawiskowe show godne podziwu nie tylko za wspaniały klimat, ale również za niezwykłą, ponadczasową siłę muzyków, którzy nie tylko przez cały koncert dźwigali ciężkie instrumenty ale jeszcze tańczyli z nimi, a przy tym zarażali swoją energią.



Niedziela zdecydowanie należała do gwiazd muzyki elektronicznej, ale zanim one pojawiły się na scenie koncerty rozpoczął raczej przeciętny Hatestory. Przynajmniej w sferze image wyróżnił się austriacki Lolita Komplex, muzycznie już nie koniecznie. Całość sprawiała wrażenie bardzo wymuszonej. Kolejny zespół, Asgaard wykonujący muzykę z pogranicza black, doom i gothic metalu, zgromadził już szerszą publiczność. Nasuwa się jednak pytanie czy przeklinanie ze sceny rzeczywiście podnosi jakość koncertu? Bardzo dobrze wypadł niemiecki Mono Inc. z uroczą perkusistką. Zespół świetnie bawił się na scenie, co udzieliło się również publiczności zwłaszcza w trakcie coveru The Passenger. Świetnym kontaktem z publicznością wykazał się też Aestetic Perfection rozpoczynając electro maraton. Tuż po nim kolejny bardzo udany występ norweskiego Zeromancer. Panowie wykonali m.in. "God bless the models", "Flirt with me", "Auf wiedersehen boy", "Photographic" (cover Depeche Mode), "Neo Geisha" czy "Clone your lover". Publiczności przybywało w dość szybkim tempie, bardzo dużym zainteresowaniem cieszył się Icon of Coil, który można uznać za minimalistyczną wersję Combichrist. Tak czy inaczej był to występ niezwykle energetyczny. Na zakończenie festiwalowych koncertów na zamkowej scenie wystąpił brytyjski VNV Nation z szalenie pozytywnym i uroczym Ronanem Harrisem na czele. Przyjemna w odbiorze muzyka plus niewiarygodna otwartość wokalisty skutkująca wspaniałym kontaktem z publicznością wytworzyła bardzo optymistyczny klimat wprawiając wszystkich w dobry nastrój. Istnieją takie zespoły, których nawet najdoskonalsze nagrania nie zastąpią występów na żywo i VNV Nation bez wątpienia do nich należy.



W ten oto sposób kolejna edycja festiwalu dobiegła końca. Aż trudno uwierzyć, że to już. Należałoby jeszcze wspomnieć, że równolegle do koncertów zamkowych odbywały się koncerty na scenie byłego kościoła ewangelickiego, gdzie w tym roku można było usłyszeć m.in. Percival Schuttenbach, X.Exe, Luna Ad Noctum, Eternal Deformity, Digital Angel, Vic Anselmo oraz wielu innych. Pozostaje mieć nadzieję, że ten rok upłynie równie szybko i już wkrótce znów ruszymy do Bolkowa. Tymczasem już wyczekujemy kolejnych festiwalowych newsów.
Stay tuned!
Autor:
Tłumacz: morrigan
Data dodania: 2013-08-29 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: