AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Centhron - Roter Stern


Czytano: 1483 razy

90%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Jeżeli ktoś kiedyś zapytałby mnie (a wiem że nie zapyta) jaką płytę Centhronu uważam za ich magnum opus – bez chwili zastanowienia odpowiedziałbym, że "Roter Stern". Dużo trudniej byłoby mi odpowiedzieć na pytanie: dlaczego właściwie ów krążek jest najlepszy? Muszę przyznać, że spędziłem długie godziny szukając odpowiedzi – moje wysiłki spełzły jednak na niczym... No bo gdyby tak uważnie przyjrzeć się płycie – w zasadzie technicznie, czy stylistycznie niczym się nie wyróżnia, ot kolejna electro-industrialna napieprzanka – taka sama jak wszystkie inne. Ni to nowatorskie – ni to odkrywcze. Niby racja... Niby... Niezaprzeczalnym faktem jest, że słucha się tego bardzo dobrze. Więc może lepiej odłożyć na bok wszystkie mdłe próby obiektywizacji zalet "Roter Sternu", a skupić się w zamian na subiektywnych odczuciach? Tak, to chyba lepsza opcja...

Jakby tu zacząć? Hmmm... Może tak: żył sobie kiedyś pewien znany filozof – rodzice dali mu na imię Fryderyk. Za życia Fryderyk niezwykle cenił sobie antyczną tragedię i muzykę. Na swojej drodze życia poznał on pewnego, nonkonformistycznego pana – Richarda. Częściowo pod jego wpływem, Fryderyk napisał książkę, w której to przedstawił swoją kontrowersyjną ideę jakoby grecka tragedia miała narodzić się z ducha muzyki. Tak oto muzyka została przedstawiona jako swego rodzaju sacrum – według tej interpretcji posiadała podłoże boskie, konkretnie dionizyjskie; miała stanowić czyste przedstawienie bólu prajedni, miała być doświadczeniem chaotycznego absolutu i, co najważniejsze, miała mieć charakter żywiołowy – rodzić się z ducha.
Po co właściwie o tym mówię? Bo miało być subiektywnie! Otóż zdarza mi się, iż po przesłuchaniu jakiejś płyty, myślę sobie: "Tak tego szukałem - to jest właśnie dionizyjska muzyka w wydaniu współczesnym. Fryderyk by to polubił". Oczywiście pod warunkiem, że żyłby w naszych czasach, a od urodzenia miałby styczność z muzyką współczesną. W końcu porównywanie Centhronu do Wagnera jest... Powiedzmy, że fani muzyki klasycznej mogliby mi za to urwać głowę.

Oczywiście można podważać rzekomą dionizyjskość "Roter Sternu". "No bo przecież cała ta koncepcja to takie metafizyczne bajdurzenie, bez wpływu na ocenę artystyczną krążka". Może i, ale traktując ją jako sposób na przedstawienie pewnej estetyki - sprawdza się. Weźmy dla przykładu najlepszy utwór na całej płycie – "Dreckstück". Dosyć wolny, nieco harshowy, naszpikowany pół-poetyckimi, pół-perwersyjnymi opisami stosunku między dwojgiem ludzi. Jak to wygląda z punktu widzenia dionizyjskości? No więc jest niemoralnie, jest ból prajedni, jest śmiech przewrotnego boga, jest pocieszenie poprzez ukazanie stałości życia – poprzez ukazanie, że życie jest silniejsze od pierwotnego bólu. Ale to nie wszystko – namiętny tekst śpiewany (?) przez wokalistkę w czasie trwania mostka utworu, w kontekście całej kompozycji, jest idealnym odzwierciedleniem znanej sentencji, że "największa wolność jest tam gdzie pokonuje się największy opór".

I tak oto w tym, dziwnym, niespodziewanym momencie pragnę zakończyć recenzję. Nie mam zamiaru opisywać reszty utworów, bo nie widzę w tym większego sensu. Mogę jednak zagwarantować, że "Roter Stern" pomimo upływu lat (premiera w 2009) nie zestarzało się wcale. Wszystkim, którzy jeszcze nie znają tego dzieła, a chcieliby się z nim zapoznać, radzę zacząć od utworu opisanego powyżej, a dopiero następnie pomału odkrywać kolejne połacie tej nieprzeciętnej produkcji.

Tracklista:

01. WK III
02. Bitch of Dreams
03. Dreckstück
04. Orkan
05. Die Sphären Von Ost
06. Cleopatra
07. Godmachine
08. Fast Blast
09. Kaltes Fleisch
10. Roter Stern
11. Testosteron
12. Seelenflug Im Rotbereich
13. Die Galeere
Autor:
Tłumacz: hellium
Data dodania: 2015-10-13 / Recenzje muzyki


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: