AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
DarkBeat Festival


Czytano: 18302 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Już od jakiegoś czasu mroczne uderzenia obwieszczały, że do Wrocławia zjadą się fantastyczni wykonawcy aby zagrać przed publicznością zgromadzoną w klubie 'Liverpool' i zarazem uczcić dziesięciolecie portalu postindustry. I widocznie ten afrykański sposób nie zawiódł, ponieważ kiedy w sobotę 25 marca schodziliśmy w dół do klubu już na schodach ustawiła się niemała kolejka czarno odzianej gawiedzi. Koncerty miały rozpocząć sie o 19.00 jednakże z tytułu pewnych przetasowań, tudzież innych skomplikowanych rytuałów magicznych zwanych nagłośnieniowymi jakie to zwykle mają miejsce przy tego typu okazjach dostaliśmy w prezencie niebywałą okazję aby wprawić się w trans przed imprezą [każdy takim sposobem jaki sobie tego wieczoru wybrał]. Trwało to około godziny.

Festiwal otworzył projekt [haven], znany już części publiczności, nie tylko wrocławskiej, lecz i przyjezdnym. Autor projektu – Asphodel - zaprezentował nie tylko utwory ze swojej pierwszej płyty "The last breath of lonely buildings", lecz także nowe kawałki, a wszystko to wzbogacone stylowymi wizualizacjami. Natychmiast po występie [haven] (dosłownie natychmiast, publiczność nawet nie zdążyła się rozpędzić do oklasków, nie mówiąc o jakichś żywiołowych owacjach) na scenę wkroczył kolejny projekt spod znaku industrial, a mianowicie synta[xe]rror. Oba te projekty, są już znane we Wrocławiu, jako że gościły swego czasu na imprezie Darkest Weekend i dały się poznać jako muzyczni czarodzieje każdorazowo pobudzający zmysły zgromadzonej publiczności. Nic więc dziwnego, że i tym razem udało się im zafascynować, a wręcz zahipnotyzować salę zarówno dźwiękami jak i wizualizacjami.

Po tej dawce masażu zmysłów, do akcji przystąpił nowo narodzony potwór MonsterGod i do masażu mózgu dołączył dodatkowo masaż mięśni, gdyż muzyka prezentowana przez tych kleryków dźwięku była niezmiernie rytmiczna, pobudzająca do tańca i bardzo bardzo energetyczna. Wśród publiczności zaczęły się nieśmiałe pląsy i nic dziwnego, skoro, jak twierdzą panowie, ich muzyka wywodzi się od electro-industrial, gothic i ebm. Był to pierwszy z koncertów, który podobał mi się najbardziej z całego festiwalu i mam nadzieję, że wkrótce będzie okazja usłyszeć ich ponownie, no ale cóż innego można się spodziewać po takim electromaniaku jak ja ;p

Później nastąpiła dłuższa przerwa gdyż na scenie zaczął instalować się Bete Noire, zespół który wielokrotnie występował już we Wrocławiu toteż i zgromadził pod sceną licznych wielbicieli swego talentu. Była to zmiana klimatu tego wieczoru (nie pierwsza i nie ostatnia), a jednak publiczność zdawała się doceniać ten muzyczny rollercoaster, gdyż przyjęła występ owacyjnie. Jak widać dźwięki gitar, klarnetu czy perkusji jak i specyficzny wokal Arnolda Górki to kombinacja nader udana, przynajmniej tak można sądzić z reakcji słuchaczy jak i słyszanych po koncercie tu i ówdzie komentarzy (zwłaszcza ówdzie, tego wieczoru Liverpool pękał w szwach i na szerzej zakrojoną wymianę myśli nie było miejsca, chyba, ze ktoś wyjątkowo nauczył się lewitować bądź miał uwagę podzielną przez 5)

D'Archangel, jak mniemam, nie wymaga przesadnych słów uznania jak i rozbudowanych prezentacji – dość wspomnieć, że tradycyjnie pod sceną wrzało, falowało i endorfiny w powietrzu fruwały, publika śpiewała, Angelo na scenie dwoił się i troił, muzycy na gitarach cięli co się zowie, a Kasia na klawiszach dodawała temu szaleństwu harmonii i płynności. Aplauz był porywający. I od tego momentu scenę przejęła jedna z gwiazd tego wieczoru - Miguel and the Living Dead. Co się działo na parkiecie obserwowałam z niejakiego oddalenia, gdyż nogi odmawiały powoli posłuszeństwa, a jednak określić ten zbiorowy szał mianem euforii to byłoby ciągle ciut za mało. Z mojego miejsca widziałam li tylko tłum głów podskakujących w szaleńczym pędzie i co chwilę zbiorowy ryk aprobaty i ciągłe prośby o jeszcze. Zespół zawojował publiczność, a gdy na bis wokalista wmieszał się w tłum śpiewali razem z nim.

Ostatni projekt przewidziany na ten wieczór, a zarazem druga z gwiazd festiwalu – C.H. District - ponownie wprawił w drganie zarówno ciała jak i umysły publiczności i był to zdecydowanie drugi z koncertów, który przemówił do mnie najmocniej. Doskonale wyważone, wspaniale zestawione dźwięki tworzyły kombinację która wprawiła zebranych pod sceną w trans. Ludzie poruszający się w bladym świetle odbijanym z wizualizacji i niesamowita muzyka tworzyły niezwykły klimat niczym z księżycowej wizji. Niesamowity koncert na pewno będzie zachętą dla wielu aby podążyć za zespołem do Poznania, gdyż będą tam występować 1 kwietnia.

I tak dla mnie zakończył się ten wieczór, gdyż nie miałam sił aby zostać na afterze. Pomijając kwestię pewnych potknięć technicznych uważam, że pierwsza edycja Darkbeat Festival była udana: doskonała muzyka (wyjątkowo zróżnicowana, skojarzenia z bigosem należy pominąć milczeniem hehehe) i wspaniali ludzie, którzy zjechali się z różnych miejsc stworzyli niezwykły klimat imprezy. Przyznam, że z zainteresowaniem czekam co z tego dziecka, które 25 marca otworzyło oczy wyrośnie...

Tekst został opublikowany za zgodą yesternight.pl

http://www.chdistrict.com
http://www.migueldead.com
http://www.darchangel.art.pl
http://www.betenoire.prv.pl
http://www.monstergod.com
http://www.haven.art.pl

Autor:
Tłumacz: khocico
Data dodania: 2006-03-27 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: