AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Diary of Dreams


Czytano: 11402 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Dla osób spoza Warszawy dotarcie do Progresji jest już samo w sobie niezłym wyzwaniem, a dodając do tego niespecjalnie udaną pogodę, można sobie wyobrazić, jak wyglądały nastroje osób czekających przed klubem. Nic bardziej mylnego, po odebraniu naszych pobratymców redakcyjnych zza wschodniej granicy, dotarliśmy do klubu, gdzie grupa fanów, przemoczonych i zmarzniętych z niecierpliwością i podekscytowaniem czekała na otwarcie bram. Niestety ze względu na bliżej nieokreślone kłopoty organizatorów koncerty rozpoczęły się godzinę później. Pomimo początkowo niskiej frekwencji, sala stopniowo zapełniała się.

Po nieznośnie długim oczekiwaniu na pierwszy ogień trafił łódzki jednoosobowy projekt Cliche, który to powstał w 2004 roku. Na potrzeby sceniczne został wzbogacony o żywe klawisze w postaci 'hari'. Cóż można powiedzieć na temat występu tego duetu? To całkiem sympatyczny synthpop zahaczający nieco o De/Vision i podobne kapele. Wysłuchaliśmy 6 kawałków - tracklista. Cliche to zespół, który aby zostać w pełni doceniony i obiektywnie skomentowany, powinien zagrać nieco dłużej. 25 minut na scenie mogło stanowić co najwyżej preludium do dłuższego romansu z twórczością grupy. Niestety na dłuższy występ nie było czasu, niektórzy zniechęceni samą koniecznością czekania na Diary of Dreams kolejnych godzin opuścili salę i udali się do baru poprawić sobie humor w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób.

1. F-ear
2. Nie pamietasz mnie
3. W stanie nierzeczywistym
4. Fast cars
5. Niewolnik
6. Locked



Agonised by Love - większość osób zna osobliwą historię zespołu. Od rozpoczęcia kariery, kiedy to okrzyknięto ich polskim odpowiednikiem Diary of Dreams, przeszli długą drogę, modyfikując całkowicie repertuar do kształtu, jaki dziś zaserwowała nam kapela - z delikatnej muzyki zmienił się w dość ostre i dynamiczne elektro. Przedsmak zmian, mogliśmy usłyszeć podczas ich poprzedniego występu na Gothic.pl Festival w 2007 roku, ale dopiero teraz nowe brzmienia Agonized by Love zostały zaprezentowane w pełnej odsłonie. Spowita kłębami gęstego dymu scena, ostre punktowe światła w połączeniu z solidną dawką elektroniki dały całkiem niezły efekt. Jedyne zastrzeżenia możemy mieć tylko do osoby wokalisty - jego ekscentryczny wygląd i niepasujący do nowego brzmienia zespołu głos nie całkiem pasowały do klimatu i muzyki, granej przez "nowe" AbL. Grupa zaprezentowała stare utwory w nowoczesnej oprawie oraz materiał z nadchodzącego w bliżej nieokreślonym czasie longplaya. Ostatecznie można powiedzieć, że ilość publiki pod sceną oraz jej entuzjastyczna reakcja były dowodem na to, że AbL dało dobry koncert, a elektroniczna odsłona zespołu zdała egzamin.

1. Control you
2. Southern sun
3. Close behind you
4. Hhelter
5. Aspetto solo te
6. Little ghost
7. Silent war



Fani Diary of Dreams zostali wystawieni na kolejną próbę czasu w postaci niekończącej się przerwy. Wśród tłumów kłębiących się pod sceną podniecenie było niemal wyczuwalne. Pierwsze rzędy zapełnione były przez najwytrwalszych wielbicieli zespołu. Z każdą chwilą rosły też nadzieje, że występ DoD spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających. W końcu nadeszła wiekopomna chwila - na scenę w długim czarnym płaszczu wkroczył Adrian i Gaun:A. piski żeńskiej części publiki na moment zagłuszyło kilkutysięczno wattowe nagłośnienie (w sumie czego innego można się było spodziewać ;)). Koncert został zagrany wzorowo pod niemal każdym względem. DoD widziałam nieraz - zarówno na małych, jak i dużych scenach, mam więc jako tako skalę porównawczą. Publika reagowała entuzjastycznie na każde posunięcie zespołu, śpiewając razem z kapelą refreny niektórych piosenek, a wsłuchując się w słowa innych. Widać było, że show daje radość nie tylko fanom. Adrian wykonując a'capella XXXxxx wywołał wśród większości zgromadzonych dziewcząt zjawisko znane pod pojęciem "mokrych oczek". Emocjonalne podejście zespołu zostało należycie docenione przez wiwatujące tłumy. Podczas blisko 100-minutowego, dynamicznego show DoD zaprezentowało utwory stanowiące przekrój przez całą dotychczasową działalność zespołu. Niektórzy głośno narzekali na brak kilku hiciorów, ale i bez nich tracklista była solidnie przygotowana, no i Panowie zagrali aż 3 bisy! A to nie zdarza się za często... Dziwnym krokiem zespołu, który może być postrzegany za mankament, było okrojenie wizualnej części koncertu. Brakowało nam trochę zakapturzonych postaci oraz dekoracji na scenie. Oprawa show była w porównaniu do niemieckiej części tegorocznego tournee uboga, ale tak na prawdę nie wiemy na ile to było zamierzone, a w jakim stopniu spowodowane ograniczeniami natury finansowej...



Podsumowując wieczór, można powiedzieć, że koncerty wypadły dobrze lub bardzo dobrze. Łącznie z afterami, na których ludziska bawili się przy setach serwowanych przez Dj H_12, Dj GothZillę i Dj Enkila - całość została nieźle zorganizowana i zaaranżowana, pomijając kilka drobnych potknięć [oczywiście chodzi o opóźnienie koncertu] nie ma do czego się przyczepić... Należy życzyć organizatorom powodzenia oraz tak dobrej frekwencji, jak na tym koncercie i trzymać kciuki za kolejny występ DoD w Polsce.... choć już niedługo czeka nas koncert Dioramy...

Strony:
Autor:
Tłumacz: Jowa
Data dodania: 2008-07-08 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: