AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Editors - The Weight Of Your Love


Czytano: 1213 razy

100%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Czasem słuchając płyty mam wrażenie, że artyści zapominają, że efekt pierwszego wrażenia odnosi się nie tylko do relacji międzyludzkich, ale też ma wpływ na ocenę słuchanej płyty. Sprawa jest prosta – jeśli potrafisz mnie porwać od pierwszego utworu, od pierwszych sekund, to całości słucha się dużo lepiej.

Na szczęście doskonale wiedzą o tym panowie z Editors. Ich najnowszy album porywa od pierwszej do ostatniej sekundy. Naprawdę dawno żadna płyta nie wkręciła mi się tak bardzo.
To, co uderza jako całokształt, to doskonały balans muzyczny, prostota, absolutnie genialny wokal i znaczenie tekstów. Editorsi pokazują, że do stworzenia genialnej płyty potrzebne są tylko instrumenty, głos i dobre teksty. Nie znajdziemy na tej płycie miliona efektów, modyfikacji i dodatków. Czysta muzyka.

Ciężko wskazać utwór, który miałby być wiodącym hitem. Ten album pełny jest naprawdę genialnych utworów.
Zaczynamy od "The Weight", gdzie od początku, po wstępnych uderzeniach w struny gitar, wyeksponowany jest niezwykły głos Thomasa Smitha, któremu towarzyszy wyrazista perkusja i lekkie gitarowe tło. W miarę jak utwór się rozkręca, instrumenty równoważą się, jednak wciąż prym wiedzie głos Smitha. Tekstowo nie ma co szukać oryginalności w tematyce, jednak poszczególne wersy mogą służyć do rozmiękczania kobiecych serc:
"Every day I pray
I’m the first to go.
Without you I would be lost"
Romantyzm pełną gębą. Ale to nic w porównaniu do kolejnego utworu.
"Sugar" i jego refren został okrzyknięty przez moje koleżanki najromantyczniejszym tekstem na świecie. I nie ma co się dziwić – naprawdę oryginalny tekst wyśpiewany przy akompaniamencie wyrazistego basu i motywu klawiszowego nadającego utworowi lekkości robi wrażenie.
Sam utwór niemal codziennie chodzi mi po głowie od premiery płyty, zapada w pamięć - strasznie.
Przyspieszamy tempa z singlem promującym płytę – "A Ton Of Love". Czy to najlepszy możliwy wybór? Zdania są podzielone. Moje jest takie, że to świetny kawałek i na żywo musi wypadać genialnie. Trochę kojarzy mi się z U2, ale to raczej komplement.
Czymże byłaby płyta rockowego zespołu bez ballady? Takim właśnie utworem jest "What Is This Thing Called Love" i "Nothing", owszem, o nieszczęśliwej miłości, ale nie są to typowe smęty bez wyrazu. Pierwsza rzecz jaka się rzuca w uszy to Smith śpiewający na wysokich tonach, czasem zjeżdżający do normalnego poziomu w "What Is This Thing Called Love". Daje to niezwykły efekt i pokazuje możliwości wokalisty. Druga rzecz to świetnie wkomponowane instrumenty smyczkowe, które tworzą intymny klimat.
"Honesty", które rozdziela obie ballady delikatnie przyspiesza, ale wciąż to utwór raczej do bujania się, niż skakania. I nie miejcie mi za złe, że ciągle podkreślam genialność wokalu, bo słucha się go z najwyższą przyjemnością.
Czas znów trochę poszaleć, w końcu słuchamy zespołu rockowego, prawda? "Formaldehyde" to kolejny utwór, który chciałbym usłyszeć na żywo. Szczególnie tekst jest ciekawy, co sugeruje sam tytuł.
Nie mam pojęcia czy dobrze interpretuję tekst, ale mam wrażenie, że "Hyena" to pstryczek w nos dziennikarzy, za codzienną falę złych wiadomości, za brak rzetelności itp. Jeśli się mylę, to zawsze można sobie pośpiewać "Laugh with me Halina" ;)
Ilu znacie wokalistów, którzy potrafią swoim wokalem nadać ton całemu utworowi? Ja tylko kilku, i do tego grona zaliczam Thomasa Smitha. To, co ten gość wyczynia w "Two Hearted Spider" i "The Phone Book" przechodzi ludzkie pojęcie. W tym drugim utworze na uwagę zasługuje również genialny podkład, strasznie nietypowy w porównaniu do całej płyty.
Kolejny mój ulubiony utwór to "Bird of Prey". Fantastycznie melodyjny utwór, cudowanie wyeksponowana perkusja, wszystko pełne smaku.
Na koniec dwa utwory, które właściwie się nie wyróżniają, ale też nie zaniżają poziomu – "The Sting" i "Get low". Choć ten drugi ma w sobie nutkę charakteru, głównie za sprawą wokalu.
Jako bonus Editors przygotowali "Nothing" i "Hyena" w wersji akustycznej. O ile pierwszy trafiony idealnie, to "Hyena" średnio brzmi unplugged. Na pewno wzbudzili ciekawość jakby brzmiał cały koncert w wersji akustycznej.

Takie małe podsumowanie: Editors – The Weight Of Your Love to dla mnie płyta roku. Wokalista ma jeden z najlepszych głosów na świecie, coś chyba jest z tymi Smithami (Robert z The Cure), że mają szczęście do tego talentu. I na koniec Editorsi udowadniają, że w obecnych czasach muzyka to nie tony elektroniki, a tony talentu.

Tracklista:

01. The Weight
02. Sugar
03. A Ton of Love
04. What Is This Thing Called Love
05. Honesty
Autor:
Tłumacz: morrigan
Data dodania: 2014-12-19 / Recenzje muzyki




Najnowsze komentarze: