AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
M'era Luna 2005


Czytano: 56753 razy


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Na Mera Lunę mieliśmy wyruszyć o godzinie 21.30, niestety autokar się spóźnił ponieważ jechał z dość daleka i niestety gdzieś po drodze trafił na jakiś poważny zator komunikacyjny. To mnie akurat nie zaskoczyło, ponieważ jeszcze nigdy na żaden festiwal nie wyruszyłem o czasie. Ponadto zirytował mnie fakt iż główny organizator z jakim współpracowałem przy aranżacji tego wyjazdu zmienił w ostatniej chwili warunki co do płatności. I się wcale nie dziwie że część osób również była niezadowolona z tego faktu. Jedynym ratunkiem całej sytuacji było to, że akurat w tym czasie był bardzo dobry kurs euro tak więc nikt nie stracił.

Dzień pierwszy...

W końcu o 7 rano dojechaliśmy na teren festiwalu (po drodze ciągle gonieni przez ulewy) i część ludzi rozbiła namioty, a część postanowiła spać w autokarze (deszcz jaki mijaliśmy dawał do myślenia). Około godziny 11 poszliśmy kupić bilety lub odebrać wszelkie akredytacje, oczywiście tu plus dla niemieckiej solidności ponieważ wszystkie formalności zostały załatwione w kilkanaście minut pomimo tego iż była spora kolejka.

W końcu po uzbrojeniu się w aparat ruszyłem w bój pod scenę, na pierwszy ogień poszły mniej znane kapele. Na scenie głównej zarówno w sobotę jak i w niedzielę królowała muzyka głównie z pogranicza metalu lub metalu gotyckiego, natomiast na małej scenie w hangarze można było usłyszeć bardziej alternatywne projekty, które w większości bardziej mi odpowiadały. A teraz najważniejsze czyli kilka słów o koncertach które zapadły w pamięć. NegativeNegative to kapela, której w zasadzie nie znam i jak na pierwszy kontakt z nimi muszę przyznać, że swoją radosną muzyką i imagem zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nawet pomimo tego, że ich brzmienie nie wnosi nic nowego, miło się słuchało i oglądało to show które wyglądało jakby zostało wyciągnięte z lat osiemdziesiątych. Dalej udałem się na małą scenę zobaczyć Leaves Eyes a później Atrocity i tu się zdziwiłem ponieważ oba projekty to ten sam zespół! Tylko w przypadku pierwszego projektu głównym wokalem jest kobieta, a w drugim projekcie mężczyzna. Dla organizatorów to dobry sposób na powiększenie lineupu ponieważ zapraszając jeden zespół mogą wpisać do programu dwa. [:SITD:] wypadło średnio, muzyka wydawała się trochę plastikowa, mało wciągająca. Wokal też nie wypadł najlepiej. Ale mimo wszystko zespół poruszył częścią ludzi, którzy sobie radośnie szaleli w jej rytm. Nie widziałem jeszcze koncertów tego zespołu na innych festiwalach i mam nadzieję, że w przyszłości bardziej popracują nad swoim występem, ponieważ grając tak jak obecnie daleko nie zawędrują. CruxshadowsThe Cruxshadows miałem okazję zobaczyć po raz trzeci i po raz kolejny cały występ był w pełni przewidywalny, ponieważ Rouge za każdym razem wspina się wystających elementach sceny i wbiega w publikę. Byłem ciekaw czy tym razem również będzie musiał przerwać koncert ze względu na pogodę (jak to miało miejsce w polskim Bolkowie), ale jednak udało się i cały występ odbył się od początku do końca zgodnie z planem. Na Mera Lunie nagłośnienie zrobiło swoje i w przeciwieństwie do poprzednich występów Crux'ów jakie widziałem ten wypadł naprawdę dobrze... W końcu brzmieli tak jak na płytach. Mogło by paść podejrzenie czy zespół nie gra z playbacku, ponieważ Rouge'owi podczas jego akrobacji na scenie i poza nią ani razu nie załamał się głos, ale chyba dla większości to nieistotne, ponieważ ludzie się doskonale bawili na tym koncercie, a to chyba najważniejsze. The 69 Eyes to zespół za jakim nie przepadam, ale z tego co widziałem i słyszałem panowie się postarali i pomimo mojej awersji widziałem pół koncertu. Jyrki 69 zagrał na tyle dobrze, na ile umiał, a wizualnie naprawdę się postarał. Styl rockersa z lat 80 całkiem mu pasował. Po koncercie CombichristCombichrist w marcu tego roku w Poznaniu sądziłem, że widziałem wszystko co zespół potrafi pokazać, a jednak tym razem zostałem zaskoczony, ponieważ Andy swoją muzyką rozerwał i scenę i publiczność serwując kolejne kawałki z najnowszej płyty "Everybody Hates You". Koncert naprawdę niesamowity i wręcz obowiązkowy punkt programu dla każdego fana electro-industrialu. Jak można się domyśleć podczas tego koncertu hangar w jakim się odbywał prawie pękł w szwach usiłując pomieścić wszystkich którzy chcieli zobaczyć występ. Na koniec całego występu, można by rzec jako gwóźdź programu, na scenie pojawił się wokalista Suicide Commando i w duecie z Andym La Plague zakończyli koncert w wielkim stylu. Moim zdaniem jeden z najlepszych koncertów podczas tegorocznej edycji Mera Luny. VNV NationVNV Nation dali bardzo dobry występ, może bez jakiś fenomenów ale naprawdę miło się oglądało i słuchało obu panów, którzy posiadają tak niesamowitą charyzmę, licznie zgromadzona pod sceną publiczność falowała przytupując i poruszając się w rytm prezentowanych utworów. Jak można się domyśleć na scenie królował materiał z najnowszego albumu "Matter and Form", ale również pojawiły się nagrania ze starszych płyt. Jedyne czego zabrakło to bisy, gdyż ten cieszący oko i ucho audio-wizualny show skończył się dla większości za szybko. Hocico zagrało dobrze i tylko dobrze, tym razem panowie zagrali bez siły i wigoru jakim zazwyczaj wykazują się na scenie. Może inni tego nie odczuli ponieważ duża część publiki bawiła się znakomicie przy dźwiękach meksykańskiej grupy i owszem wokalista zniszczył statyw od mikrofonu i prawie zniszczył mikrofon uderzając nim w głowę, ale to trochę za mało, ponieważ na scenie było żywiołowo, a właśnie tej iskry zabrakło w muzyce która była odegraniem albumu i nic więcej. Skinny PuppySkinny Puppy to koncert na jaki czkałem od bardzo dawna. W zeszłym roku zagrali na Zillo Fest, ale niestety ze względów finansowych nie miałem możliwości ich tam zobaczyć. Dlatego też nie mogłem się doczekać ich występu na Mera Lunie. I w końcu doczekałem się... i się nie zawiodłem, występ po prostu fenomenalny! Tak jakby panowie z zespołu wyciągnęli z mojej głowy wizję koncertu i idealnie ją zrealizowali. Performance w wykonaniu Ogry'a połączony z jego niesamowitym wokalem był świetny. Kiedy wmaszerował na scenę będąc ubrany w zakrwawioną skórę zwierzęcą z pyskiem na głowie, niektórzy aż się skrzywili z obrzydzenia. Późnej zaczął chlapać na ludzi krwią (która była w rzeczywistości karmelem ale tego nie musieli wszyscy wiedzieć ;)), aż w końcu miotając się po scenie zdjął swą zwierzęcą maskę... W dalszej części show można było widzieć pozorowane podcinanie gardła i inne smaczki doskonale oddające klimat tego kanadyjskiego projektu muzycznego. Występ Skinny Puppy uważam za najlepszy koncert na całym festiwalu! Niestety pod koniec koncertu udałem się na zasłużony odpoczynek ponieważ 13 godzinny maraton pomiędzy dwoma scenami i po pobliskich terenach w poszukiwaniu ciekawych ludzi do sfotografowania, spowodował bunt moich nóg które w pewnym momencie stwierdziły, że jeśli nie dam im odpocząć to odpadną. .. Tak więc aftershow sobie odpuściłem...

Dzień drugi...

Obudził mnie deszcz, a raczej ulewa i pierwszą myślą jaka mi przeszła przez głowę było "jak dobrze że nie rozbiłem namiotu"... Wedle przypuszczeń część osób trochę deszcz zaskoczył i niektórzy się podtopili ale nikt nie wypłynął z namiotu, ani nie musiał przepływać przez jeziorko żeby się do niego dostać... Niestety na terenie festiwalu podłoże zamieniło się w kilku-centymetrową warstwę błota, w którym wszyscy grzęźli. Deszcz padał przez większość dnia, toteż dla bezpieczeństwa aparatu ograniczyłem zdjęcia do małej sceny, ponieważ nie miałem czym zabezpieczyć sprzętu przed wodą. Pomimo tak fatalnej pogody zapał do koncertowania dopisywał zarówno widzom, jak i zespołom. Podczas dobrego koncertu deszczowa aura stawała się co najwyżej nieznośnym uprzykrzeniem... A co tego dnia zobaczyłem i spisałem?

KiewKiew uważam za jeden z najlepszych koncertów festiwalu. Zagrał dynamicznie, a koncertowe show świetnie zbudowało odpowiednią atmosferę całości. Występ zachęcał do zapoznania się z pozostałą ich twórczością, bo zaprezentowana na koncercie jej część mnie wprost urzekła. Jak dla mnie głównym mankamentem tego występu było to, że był za krótki! Gdybym mógł sobie zażyczyć, co chciałbym zobaczyć na Castle Party, to poprosiłbym właśnie o ten zespół. Do Amdusci się nie przekonam nigdy, niestety tak jak w marcu tego roku w Poznaniu tak i teraz na Mera Lunie ten meksykański projekt nie ruszył mnie w ogóle. Zresztą nie tylko mnie, ponieważ odniosłem wrażenie że gdyby na dworze nie padało, większość publiczności po prostu wyszłaby z koncertu, a tak z braku możliwości musiała stać i słuchać kolejnych utworów, z których każdy następny przypominał poprzedni. Szkoda, ponieważ zespół zapowiadał się naprawdę dobrze, a niestety z koncertu na koncert wypadają coraz gorzej. Jednak image to nie wszystko. Koncert Flesh Field wspominam dwojako, ponieważ z jednej strony ładna wokalistka, która zmysłowym tańcem starała się nadrobić braki w głosie, z drugiej strony wokalista z dobrym głosem i bez aparycji. Gdyby nie deszcz, zrobiłbym na pewno zdjęcia, a tak mogę tylko wspomnieć w tych paru słowach o tym, że Lacuna Coil pomimo strasznej ulewy zebrała sporą ilość widzów ukrytych pod parasolami i grzęznących w błocie. Ale warto było się trochę poświecić, ponieważ koncert był naprawdę udany. Rozpoczął go hit zespołu: "Swamped" i to już wystarczyło, żeby niektórym zrobiło się cieplej. Koncert do samego końca utrzymał tę gorącą atmosferę, za co należą się duże brawa dla zespołu, ponieważ pogoda była nie lada wyzwaniem. Miłym zaskoczeniem festiwalu był kompletnie dla mnie nieznany zespół Subway to SallySubway to Sally. Może i jest to metal połączony z folkiem, ale został on zagrany w tak ciekawy sposób, że nawet osobie która nie jest fanem tego gatunku, bardzo przypadł do gustu. Kapela dała naprawdę dobry koncert, urozmaicając go podmuchami ognia (dosłownie i w przenośni) ponieważ w pewnym momencie scena "eksplodowała" ogniem, a niczego nie spodziewający się fotografowie (w tym ja) zostali prawie zdmuchnięci... Ponadto warto wspomnieć, że wokalista niesamowicie potrafił współpracować z publicznością, śpiewając razem piosenki. Zresztą to było trzeba zobaczyć na własne oczy tak, samo jak w przypadku Kiew, Combichrist czy Skinny Puppy, pewnych rzeczy nie da się opisać... Diary of Dreams jest klasą samą w sobie, dobrze prezentuje się nowy image zespołu na trasie promującej ich najnowszą płytę "Nigredo", wykonaniu muzyki również nie ma co zarzucić. Jedynym mankamentem jest wtórność utworów z nowego albumu, toteż pomimo tylu zalet ze sceny czasami powiewało nudą. Fani DoD byli na pewno usatysfakcjonowani, a ci którzy nie przepadają za nimi zapewne dość szybko opuścili hangar. Ogólnie powiem tyle, że miło było zobaczyć kolejny raz ten zespół. Może to dziwne, ale o koncertach Deine LakaienDeine Lakaien, The Klinik i Sisters of Mercy chcę napisać razem, ponieważ oglądałem je "jeden po drugim" z małą przerwą pomiędzy dwoma ostatnimi. The KlinikO ile dwa pierwsze koncerty bardzo mi się podobały, ze względu na aranżację, kontakt z publiką i ogólne wykonanie koncertu, tak koncert Siostrzyczek nie przypadł mi do gustu, owszem pan Eldrich zagrał bardzo dobrze i w pełni profesjonalnie, ale jak dla mnie ten zespół wypalił się dobrych parę lat temu. Ponadto taka drobna anegdota natury technicznej. Nikt nie ma zdjęć SoM spod sceny. A dlaczego? Ponieważ wokalista najpierw zażądał dodatkowych zapisów na zdjęcia Sisters of Mercydla fotografów tak aby on sobie mógł ich wybrać, a ostatecznie na 5 minut przed koncertem odmówił wszystkim. Ach ta sława...

Podsumowując całość... osobiście uważam, że Mera Luna jest najciekawszym festiwalem jaki mamy możliwość zobaczyć, ponieważ dobór zespołów jest taki, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Główne gwiazdy to naprawdę "towar" z najwyższej półki, mniejsze zespoły też dobrze dobrane. Organizacja bardzo dobra i cała załoga festiwalu dobrze poinformowana, a nie jak w przypadku Wave Gotik Treffen w momencie zadania ochronie czy komukolwiek z obsługi festiwalu pytania, uzyskiwało się odpowiedź w stylu "nie znam angielskiego", "nie wiem, idź zapytać się tam (ze wskazaniem kierunku na na dugi koniec hali gdzie dostawało się informację, że oni też nie wiedzą i mam iść gdzie indziej)". Tak więc mogę sobie i organizatorom obiecać, że za rok na pewno znów ich odwiedzę i mam nadzieję, że poza mną będzie jeszcze większa grupa ludzi z Polski... Pogoda nam nie straszna! Do zobaczenia za rok na najlepszym festiwalu w Europie!

Lineup

Sobota

Niedziela

Scena główna

Hangar

Scena główna

Hangar

In Mitra Medusa Inri

Klimt 1918

Scream Silnce

Staubkind

Osiris taurus

Qntal

The Vision Bleak

Cephalgy

Limbogott

Poetentia Animi

Faun

Kiew

Negative

Leaves Eyes

Gate

Amduscia

Autumn

Atrocity

The Birthday Massacre

Trisomie 21

NFD

[:SITD:]

Zeraphine

Flesh Field

The Cruxshadows

The Neon Judgement

Lacuna Coil

Melotron

The 69 Eyes

Combichrist

Subway to Sally

Diary of Dreams

Schandmaul

Mesh

Deine Lakaien

The Klinik

VNV Nation

Hocico

The Sisters of Mercy

Skinny Puppy


Strony:
Autor:
Tłumacz: Dobermann
Data dodania: 2005-10-09 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: