AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Nocturnal Culture Night 2010


Czytano: 7910 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Dotrzeć na Nocturnal Culture Night to nie lada wyczyn. Droga na festiwalowe włości, niezbyt dobrze oznakowana, w końcu zamieniła się w polną ścieżkę, która nie sprzyja jeździe obładowanym samochodem. Wytrzęsieni festiwalowicze, z torbami w lewej i prawej ręce, kierowali się w stronę pola namiotowego. Już niedługo miały rozpocząć się pierwsze koncerty w niebanalnej atmosferze jednej ze scen, umieszczonej w dawnym amfiteatrze. Cały teren festiwalu urzekał, począwszy od wioski pogańskiej, poprzez cyrkowe karawany, aż po wina o smaku różanym, czy też miodowym, którymi upajali się goście festiwalu.
Pierwszy koncert zmuszał do zwiedzenia alejki pełnej zapachów dobiegających z budek z kulinarnymi frykasami. Zapachy nie pozwalały przejść obojętnie. Tęskne spojrzenia w kierunku przeróżnych potraw ponaglały do jak najszybszej ewakuacji i odparcia łakomstwa dla pokusy zapoznania się z małą sceną i tym samym pierwszym muzycznym delegatem.

Patenbrigade: Wolff:

Projekt tworzący przyjemną dla ucha elektronikę przyciągał zapewne nie tylko ze względu na samą muzykę, ale i z powodu nieszablonowego wizerunku. Scena ucharakteryzowana była na plac budowy, a występujący ubrani w stroje robotników. Zabrakło już chyba tylko dźwigów i koparek. Brakowało gotyckiej otoczki, całość prezentowała się niezmiernie optymistycznie. Muzyka choć nie wybijała się swą kompozycją, była urokliwa, powodująca, że ciało samo rytmicznie poruszało się w takt kolejnych utworów.

01. Stalinallee
02. Feind hört mit
03. Gefahrstoffe
04. Voyage
05. Schusswechsel
06. Das Kraftfeld
07. Abrissbude
08. Mauerradio
09. Demokratischer Sektor



Vomito Negro:

Czarne Wymioty zalały całą czarną noc, czarnymi sympatykami projektu. Bazując na mrocznych, hipnotyzujących wizualizacjach oraz charczącym wokalu nie sposób było odejść od sceny, jakkolwiek muzyka wydać się mogła męcząca. Specyficzny mrok w tę mroczną noc zamroczył wszelkim mrocznym personom w głowach. Makabryczny klimat to jest to, w czym lubują się Goci. Przesyt i jeszcze raz przesyt - Vomito Negro ma w sobie coś odstraszającego. Wszystko było za bardzo, a jednak czegoś brakowało.



Diorama:

Fani Dioramy przypominać mogą nieco wyznawców Depeche Mode. Wierni swemu ideałowi muzycznemu nie opuszczą żadnego z koncertów, choćby i każdy z nich był identyczny. Niejeden zespół marzy o takim oddaniu, jakie ma Diorama. Gromkie brawa, czy też wielbiciele w koszulkach z nazwą projektu, bądź nawet z transparentami w dłoniach, to chleb powszedni na ich występach. Także i na tym koncercie fani zademonstrowali swoje oddanie. Nostalgiczne dźwięki w połączeniu z uśmiechem Torbena niejedną przedstawicielkę płci pięknej przyprawić mogły o szybsze bicie serca. Rzeczywiście, niesamowity głos wokalisty oraz urzekające melodie zasługują na wyróżnienie. Występujący nie musieli robić nic aby złapać kontakt z publiką. Było to tak naturalne, jak śmiejące się buzie dzieci podczas spożywania mlecznej czekolady. Serdeczna atmosfera łącząca obiekt zainteresowania i zainteresowanych spowodowała, że nie wypada się do niczego przyczepić, a nawet gdyby, to było by żmudne i pełne rozczarowania.



Lacrimas Profundere:

Charyzmatyczny, głęboki wokal Roba Vitacca wypełnił cały teren małej sceny. Groteskowe wrażenie mógł robić w połączeniu z zapachem naleśników wydobywającym się z pobliskiej budki pełnej przysmaków. Aspekt ten jednak ginął wśród gotycko rockowych tonów. Zagrali to samo, co na tegorocznej M’era Lunie, ale wypadli znacznie lepiej. Niewątpliwie decydowała o tym niewielka odległość pomiędzy fanami a zespołem. Niewysoka scena powodowała, że można było tu niemal zajrzeć głęboko w okulary, którymi przysłaniał się wokalista. Żwawe rockowe brzmienie i czająca się chytrze melancholia stanowiły perfekcyjne połączenie.

00. Intro
01. Lips
02. To bleed
03. We shouldn´t
04. Be mine
05. Dear Amy
06. Again its over
07. Her Occasion of Sin
08. My little fear
09. Should
10. The Letter
11. For Bad times
12. My Mescaline
13. Ave End
14. A Pearl
15. Amber Girl
16. I don´t care



Qntal:

Górnolotna muzyka nie musi ociekać patosem – Qntal mistrzowsko pokazał jak połączyć wzniosłość z odrobiną dystansu. Odbioru muzyki nie było w stanie zepsuć nawet umiejscowienie koncertu na scenie, która zapewne była niegdyś garażem. Wręcz przeciwnie, dzięki temu kontakt z publiką nie był niczym zakłócony. Zabrakło barierek odgradzających od sceny, przez co wydawać się mogło, że zespół gra dla dobrych znajomych, równocześnie bawiąc się tym, co robi. Charyzmatyczna Syrah emanowała klasą, a jej piękny głos czarował w szczególności, że większość tekstów była po łacinie. Teatralne ruchy podkreślały powagę, żarty wokalistki w trakcie przerw pomiędzy utworami sprawiały, że atmosfera była luźna, pełna sympatii. Niczego nie brakowało, niczego także nie było za dużo. Każdy element był idealnie wyważony, co czyniło koncert absolutnie spektakularnym.



Suicide Commando:

Headliner tej edycji Nocturnal Culure Night przyciągnął chyba wszystkich uczestników festiwalu. Nawet przenikliwy chłód nocy nie był w stanie odstraszyć fanów. Miłośnicy zbiegli się ze wszystkich stron w półkolu amfiteatru rządni widowiska, niczym starożytni Rzymianie oczekujący na walkę gladiatorów. Suicide Commando jest to muzyka nie niosąca żadnego przesłania ani wartości kultury wyższej, masówka, swą prostotą budząca w człowieku chęć do walki, niczym bębny zagrzewające wojowników - muzyka ta ma na celu uwolnić pierwotne instynkty na teraźniejszym polu walki – parkiecie. Tu jednak, ze względu na brak parkietu, tylko nieliczni wyginali swe ciała w rytm znanych wszystkim utworów, jak "Blind Torture and Kill", "Hate me", czy "Hellraiser" podany na deser. Szał i ponaddźwiękowa prędkość oklasków, jaką prezentowali zebrani świadczyły tylko o jednym – koncert przyjął się stuprocentowo.



Xotox:

Hałas jest modny. Trzaski i elektroniczne rytmy pełne wigoru szybko wpadają w umysły rządnych destrukcji młodzian. Xotox idealnie wpasowuje się w tegoż rodzaju ramy. Dudniąca muzyka ma w sobie coś charakterystycznego, co sprawia, że nie da się pomylić projektu z żadnym innym. Kiedy grają, nie patrząc na line-up od razu można śmiało stwierdzić, że to właśnie Xotox jest na scenie. Andreas Davis i jego sceniczna towarzyszka z pasją rzucali się, jak to ma w zwyczaju szczupak złapany z rybacką sieć. Różnicą jest to, że ich podrygi w przeciwieństwie do nieszczęsnego szczupaka, miały w sobie entuzjazm i energię. Niestety emocje ze strony publiki ograniczały się do synchronicznego poruszania głowami. Dzienne światło i amfiteatralna przestrzeń psuły efekt muzyczny, który jednoznacznie konweniuje z fabrycznymi rurami, młotkami oraz miedzianymi zaworami.

01. intro
02. industrial madness
03. ewig
04. tote bäume
05. mechanische unruhe
06. winterblut 2: eiszeit
07. schwanengesang
08. nasse wände
09. wirbeltier
10. winterblut 3: ewiges eis
11. lichtlos
12. (xo)toxic
13. i want you
14. eisenkiller



Saltatio Mortis:

(Łac. Taniec śmierci). Hulanki i obroty oraz podskoki brały czynny udział w występie. Nie było mowy o śmierci wśród medivialno rokowych, jakże żywiołowych rytmów, które Niemcy upodobali sobie chyba najbardziej. Instrumenty dęte i gitara w połączeniu z ciepłą folkową atmosferą nakłaniały do wizualizacji starodawnego biesiadowania, w typowo niemieckim głośnym stylu, z opiekaniem wurstów nad ogniskiem i piciem piwa z drewnianych kufli. Przeszywające zimno, nie było odczuwalne ze względu na gorąco buchające ze sceny. Na tym koncercie chyba każdy bawił się dobrze. Najwięcej radości zaznał jednak pewien mały chłopiec, który niepostrzeżenie pojawił się na scenie, a w następnej sekundzie siedział już na ramionach wokalisty. Ten gest ze strony Alea der Bescheidene uszczęśliwił jedno dziecko i wzruszył setki przypatrujących się fanów.

00. Intro
01. Rastlos
02. Tritt ein
03. Tod und Teufel
04. Uns gehört die Welt
05. Varulfen (Rock)
06. Kaltes Herz
07. Koma
08. Manus Manum Lavat
09. Miststück
10. Salome
11. Prometheus
12. Wir säen den Wind
13. Falsche Freunde
14. Spielmannsschwur
15. Spielmannsschwur
16. Dunkler Engel



Długo jeszcze będzie można wspominać arktyczne temperatury, które pod osłoną nocy atakowały każdego chwytając w swe przebiegłe, lodowate macki, jak i gorące prysznice w kempingowych łazienkach, kolejki, ciepłą kawę, naleśniki i gyros. Wielu nie zapomni słodkiej nuty złudnego wina, które niejednego przyprawiły o mdłości. Przywoływać będzie można twarze wszystkich nam znanych, jak i nowo poznanych oraz wspólne chwile ze znajomymi, czy też nieznajomych, którzy swoją fascynacją muzyczną stawali się bliscy.

Strony:
Autor:
Tłumacz: murd
Data dodania: 2010-11-27 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: