AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Prude - The Dark Age of Consent


Czytano: 1453 razy

86%


Prześledzenie wspólnej genealogii Prude byłoby fascynującym zajęciem. Od radykalnej lirycznej wrażliwości Jareda Louche'a (Chemlab), przez zamiłowanie Matt'a Fanale (Caustic) do zniekształconych, chropowatych dźwiękowych tekstur, elektronicznych manipulacji Phil'a Disieny, zakodowanych w zerach i jedynkach w głębi cyfrowej otchłani, aż po produkcje i mastering Howiego Beno, który stara się ujarzmić ten, kolektywnie stworzony muzyczny chaos. Zaiste równie fascynujące jak i wyczerpujące ale szczęśliwie dla wszystkich tych którzy nie są gotowi na to wyzwanie, debiutancki album Prude - The Dark Age of Consent, opublikowany przez Metropolis Records, jest głośnym i bezkompromisowym testamentem dla dwóch dekad twórczości i rozpusty.
I albumem, którego nikt nie powinien w tym roku przegapić.

Niech imię zespołu ('prude'- ang. świętoszek) będzie przewodnikiem po dźwiękowym horyzoncie The Dark age of Consent. Otwierające, mówione wersy "Plusism", który nawiązuje do najbardziej jazgotliwych wysiłków NIN, z rozpoznawalną ambientową warstwą, daje słuchaczom okazję żeby potępić albo rozpatrzyć nihilistyczną, kompleksową negacje niczego i celebracje wszystkiego. Jest nieomal niemożliwe by myśleć o materiale Prude i nie paść ofiarą poczucia humoru i zawiłej logiki Jareda Louche'a.
 Dalsze kawałki potwierdzają żartobliwą naturę tej nowej uber-industrialnej super grupy. "Great Eraser (In the Sky)" dzięki ścisłemu, mechanicznemu rytmowi i eksplodującym z ferworem gitarom, jest ruchem wychodzącym poza ramy typowych dla gatunku konwencji, wyzwolonym za sprawą żywej instrumentalizacji Marc'a Plastic i charyzmie wokalizacji.
 Gdzie indziej na krążku, dług Prude wobec talentów Matt'a Fanale i Phil'a Diseny jest o wiele bardziej oczywisty. "Cigarette Burn Heart" jest precyzyjnie rytmiczne i wzbogacone o grubą warstwę hałaśliwych melodii, a album jako całość posiada spójny organiczny charakter, odpowiadający co do joty zamiłowaniu Prude do estetyki Rock'n'Roll'a.
 The Dark Age of Consent nigdy nie zbacza z obranej ścieżki, oferując muzyczny eklektyzm pod bannerem niezmiennego rockowego nadmiaru. Mimo tego, utwory takie jak "Knife On Mars", zwalniają szalone tempo albumu, oferując kilka momentów mrocznej, lubieżnej satysfakcji, a "Kings of the Republic of Nowhere" pozwala krążkowi na stopniową akustyczną, bluesową niemalże eskalację zanim dźwięki muzyki zamieniają się, nieuchronnie, w ciszę.

Prude dostarczył album, który stoi na industrialnym firmamencie jako swoisty paradoks. Z jednej strony spełnia wszelkie oczekiwania jakie słuchacz mógłby mieć wobec grupy zahartowanych industrialnych i rock'n'rollowych weteranów - bogaty w buzujący harmider gitar i niczym nie skrepowany cynizm. Z drugiej strony jednak The Dark age of Consent jest całkowitą niespodzianką, wspaniałym przykładem fuzji niespelnialnej pasji i energetyzującej muzyki, która nie kończy się tam gdzie połączony wysiłek i inspiracje twórców dały jej początek.
Prude bierze tą formulę o jeden krok dalej, a potem kolejny, i kolejny...i jeszcze jeden.

Tracklista:

01. PLUSism.
02. great eraser (in the sky).
03. darkroom.
04. plague star (black light returning).
05. cigarette burn heart.
06. airlock.
07. brief history of fire.
08. scatterbrain.
09. knife on mars.
10. sniper (at the gates of dawn).
11. kings of the republic of nowhere.
Autor:
Tłumacz: DamienG
Data dodania: 2015-03-24 / Recenzje muzyki




Najnowsze komentarze: