AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Wave Gotik Treffen 2007


Czytano: 30263 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Sezon wiosenno-letnich festiwali można uznać za rozpoczęty! Standardowo jako pierwsze silne uderzenie występuje Wave Gotik Treffen, największe i najpopularniejsze z wydarzeń tego typu, prezentujące najbogatszy skład zespołów. Ten rok nie odbiegał pod tym względem od poprzednich lat, a jednak pierwsze co się nasuwa, to myśl, że edycja 2007 położyła nacisk na znane lub już popularne zespoły w głównych miejscach koncertów podczas gdy zeszłoroczna edycja dawała szanse zaistnieć sporej ilości tych mniej znanych. Oczywiście, z drugiej strony wszystko kwestia gustu i odpowiedniego rozpoznania przed festiwalem.:)

Dla mnie festiwal rozpoczął sie piątkowymi koncertami w WERK II, miejscu gdzie zwykle prezentuje sie ostrzejsze granie w klimacie electro industrial i gdzie zawsze jest gorąca atmosfera...w każdym tego słowa znaczeniu. Ze składu tego dnia najciekawsze były dwa zespoły: Pzychobitch i Fetisch:Mensch.

Pzychobitch to niemiecki projekt który tworzą Frank Klatt, Stefan Böhm oraz frontmanka Sina Hübner. Istnieją od połowy lat 90, najbardziej znane krążki to "Big Lover" i "Electrolicious" prezentujące muzykę taneczną w której przeplatają się elektronika, pop i electro. Na Treffen zespół zaprezentował swoje hity: "Electrolicious", "Pussy Gang", "Maschinerie". Sina wystapiła w bardzo kobiecej, kwiecistej sukience, a towarzyszący muzycy zdecydowanie potwierdzili fakt, że projekt angażuje się w DJowanie i miksowanie – siedzieli za dekami skacząc i zostawili całość 'show' Sinie. Było dość przyjemnie, energetycznie i tanecznie, niespecjalnie ostro ale i nie za słodko - po prostu dobry koncert, bez specjalnych fajerwerków.

1. Alles (new song!) 2. Strom aus Fantasie 3. Pussy Gang 4. Cold Comfort 5. Whisper 6. Pzycho-Pop-Groove 7. Maschinerie 8. Go Pussy Go 9. Electrolicious

http://www.myspace.com/pzychobitchsina
http://www.pzychobitch.com



Dzięki koncertowi Fetish:Mensch muzyka przeszła w bardziej gitarowo/gotycki klimat, a scenicznie – w bardziej teatralne rejony. FM to Oswald Henke, Tim Hofmann Jochen Schoberth i Dirk Törppe, tworzą muzykę w klimacie gothic/experimental.
Początek koncertu nalezał do Oswalda, ktory odziany w czerwoną mundurową marynarkę, siedzący na swego rodzaju podeście, ukryty za zasłoną włosów łypał niespokojnie acz czujnie w publiczność. Z pierwszymi taktami muzyki ożywił się i całość potoczyła się dość sprawnie. Charakterystyczny wokal Oswalda: neurotyczny a jednak niezwykle silny, scalające wszystko gitary brzmiące to lirycznie to ostro i energizująca perkusja dały efekt emocjonalnego, empatycznego i charyzmatycznego show. Frontman cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z publicznością, więc robiło to wrażenie jakby chciał zahipnotyzować słuchaczy, co w dużej mierze mu się udało. Zagrano m.in "Fetisch: Mench", "Manchmal".

intro, Minenfeld, Blauer Sonnenstrahl, Zwischenseelenträume, Fetisch:MENSCH, Sonnenkinder, Narbengarten, Ich fang dich auf, Nicht heute aber morgen, Manchmal

http://www.myspace.com/fetischmensch
http://www.fetisch-mensch.de

Koncert The Retrosic, na który czekali chyba wszyscy, odbył sie po północy i zaiste warto było nań czekać. Był to hit dnia, jeśli nie powiedzieć hit całego festiwalu!
Kiedy dotarłam do Hali Agry juz od dłuższego czasu wieli ekran odliczał minuty pozostające do koncertu, kilka minut przed publiczność zaczęła pokrzykiwać i wywoływać artystów na scenę. Po chwili pojawiły się na niej postacie akwanautów odzianych w kostiumy z lateksu, z maskami na twarzach z flagami.. a później rozpoczął się już sam koncert – na dobry początek "Ground Zero" i już było wiadomo, że nic tego koncertu nie przebije. Później leciały już same hity, stare, dobrze znane utwory (choć niekiedy w nowych. odświeżonych wersjach) i nowe z płyty "Nightcrawler". Usłyszeliśmy m.in: Maneater, Eat Me Alive, The Storm, Laughingstock, Scream, Antichrist, Total War, Unleash Hell, "Bomb", "Revolution", "Raw (As We Are)", 'Desperate Youth", "Bloodsport" żeby wymienić tylko kilka.
Na scenie też działo się sporo: poczynając od tego, ze wokalista Cyrus Fletcher emanował taką energią i mocą, że było to wręcz niewiarygodne, zapewniono też inne atrakcje: przy dwóch numerach (m.in "Revolution") towarzyszyły mu dwie z trzech pań tworzących Wicked Trinity, Natasha i Miss Omega, przy "Maneater" podwieszono pewnego dżentelmena za skórę, a na koniec publiczność zarzucono błyszczącym confetti w dużej ilości. Koncertowi towarzyszyły tez wizualizacje (m.in można wywnioskować z nich, ze T R nie są specjalnymi wielbicielami systemu tudzież G.W.Busha:) Co prawda ciężko znaleźć tu jakiś motyw przewodni i chyba to jedyne co mogłabym zarzucić formie koncertu: całkowite wymieszanie pomysłów i brak konsekwencji scenicznej, ale przy takiej muzyce wszystko się wybacza...Cóż to dużo mówić.... piekło wyrwało się na wolność i zaszalało na scenie WGT... brawo!

http://www.myspace.com/retrosic
http://www.retrosic.com



SOBOTA

Sobota była dniem EMBowych harców w Agra Hall. Koncerty rozpoczął Angels and Agony. AaA został założony przez Reiniera Kahle w 1995 roku, następnie do składu dołączyli Erik Wierenga, Marco van Belle oraz Fried Bruggink. Ich muzyka to electro z elementami trance, dość taneczna i dynamiczna, aczkolwiek nie charakterystyczna. Panowie grali na scenie za zasłoną dymu co nie przeszkadzało zagrzewać im publiczności do zabawy i chociaż – jak na mój gust – muzyka była średnio porywająca, ludzie bawili się dobrze na koncercie, tańcząc i śpiewając. W utworze "Traveler" na scenie pojawił się też Darrin Huss z Psyche jako odpowiedzialny za remix.

Setlista: Intro, Stronghold, Forever, Wreckage, Traveler (with Darrin Huss of Psyche), Forward, Darkness

http://www.myspace.com/angelsandagony
http://www.angelsandagony.com



Les Anges de la Nuit – trzyosobowy projekt ze Stanów również nie powalił oryginalnością. Oczywiście wypada się zastanowić czy o to w tej muzyce chodzi, bo jeśli nie, to wszystko jak najbardziej w porządku: taneczne bity, melodyjne utwory, wszystko pięknie do potańczenia i równie pięknie "kompletnie-nie-do-zapamiętania". Jeśli szuka się podkładu do rozruszania mięśni to panowie Milton Sanchez, Richard Abdeni i Anthony Stuart oferują świetny materiał: pozytywne, bardzo dynamiczne wibracje.... i to by było na tyle... iskry w tym graniu nie uświadczy się, ani też zaangażowania... sprawy nie poprawiło też nagłośnienie, ale to już inna sprawa... całość dla (oddanych) wielbicieli typowych elektronicznych brzmień.

Setlista: Under Gods Name, For Eternity, Absolutions, Twisted mind, The Promise, I Still love you, Marks of Faith, 33.41total

http://www.myspace.com/lesangesdelanuit
http://www.lesangesdelanuit.net

Na szczęście Absurd Minds zdołali przełamać impas w jakim tkwił ten koncertowy dzień i wprowadzić żywsze nuty i więcej energii w ospałą atmosferę. A M powstał w 1995 roku z inicjatywy Stefana Grossmanna i Tilo Ladwiga. Albumy takie jak "Deception", "Damn the Lie" czy "The Focus" przyczyniły się do wzrostu popularności grupy. Ostatni album " Noumenon" został wydany w 2004 roku.
Jeśli chodzi o koncert na WGT, jak już wspomniałam, był to pierwszy z koncertów, które przyciągały uwagę i skłaniały do zabawy. Stefan to nie tylko artysta muzyk, ale też i showman obdarzony charyzmą i zdolnością pobudzania publiczności. W budowaniu atmosfery pomogły na pewno znane hity zespołu: "Deception" czy "Herzlos", nie wspominając juz o "Essence". Połączenie wokalu i świetnych melodii dało doskonały efekt.

http://www.myspace.com/absurdminds
http://www.absurdminds.de

Setlista: 1.Essence 2.Cycle 3.Gedankenreich 4.Dependence 5.Stop the Fall 6.Deception 7.Herzlos 8.Brainwash 9.I am Dying Alone



Później było już tylko lepiej gdyż na scenie pojawili się jedni z moich faworytów festu - Orange Sector. Duet Lars Felker i Martin Bodewell grający – jak to sami określają - 'czysty EBM' zaprezentowali się niezmiernie energetycznie, tak że nareszcie można było poczuć i zrozumieć o co tak naprawdę chodzi w tego typu graniu. Mocny wokal, dynamiczna muzyka w klimacie DAF i Spetsnaz sprawdziły się fantastycznie. Scenicznie było raczej oszczędnie, ale disco wypadło doskonale. Usłyszeliśmy m.in utwory "Dynamit", "Tanzbefehl" a także utwory z nowej płyty "Profound" - Bibelhammer" ".sick.sick.sick" i " R.I.P"

Setlista: 1.Bibelhammer Intro 2.sick.sick.sick 3.Flashback 4.Götter 5.Dynamit 6.Tanzbefehl 7.Violent order 8.R.I.P. 9.Für immer 10.Here we are 11.Kalt wie Stahl

http://www.myspace.com/orangesector
http://www.orange-sector.de



Koncert Rotersand był obok The Retrosic najlepszym z całego festiwalu i musze wyznać, że taki aplauz i entuzjazm jaki wywołał tenże projekt widziałam na koncertach zaledwie kilka razy...Wystarczyło, że się pojawili (rozpoczęli koncert utworem "Almost Violent") i na sali zawrzało... szalone tańce, klaskanie, skandowanie, piski...czyste szaleństwo umiejętnie podkręcane jeszcze doborem utworów "Exterminate, Annihilate Destroy" (śpiewanie na trzy głosy kiedy wszyscy trzej: Rasc, Gaun i Krischan pojawili się na wokalu), "Electronic World Transmission", "Merging Oceans", czy "Dare to Live". Podczas koncertu na scenie pojawił się także Tom z SITD.
Cały koncert wspomagany dymem, czerwonymi światłami był niezwykle udany i bardzo bardzo pomógł w odzyskaniu zapału do dalszych harców. Trzeba przyznać, że Rasc doskonale panuje nad publicznością i potrafi podtrzymać atmosferę szampańskiej zabawy i zdopingować słuchaczy do tańca i wywołać euforię... tak radosnego i energetycznego koncertu dawno nie widziałam, może poza zeszłorocznymi Rotersand...

http://www.myspace.com/rotersand
http://www.rotersand.net



Po chwili przerwy na scenie pojawili się Psyclon Nine. Grali chyba tak dobrze jak wyglądali, a przynajmniej porównywalnie, a na pewno aspekt wizualny grał w całym koncercie niebagatelną rolę. Koncert był częścią trasy '"Crwn thy Frnicatr " i jak się można było spodziewać usłyszeliśmy sporo utworów z tego albumu. Członkowie zespołu: nero bellum, josef heresy, abbey nex i dr. sevin pojawili się w wyrazistych, można powiedzieć 'pełnokrwistych' makijażach:) i ekstrawagancki fryzurach prezentując nagie wytatuowane torsy i umazane zęby. Tak więc image iście piekielny, jakby uciekli wprost z piekła, skąd wiadomy Kusy nie chciał ich wypuścić i nie obyło się bez walki gdzie artyści nabyli ran kłutych i szarpanych...w wokalu też chyba nieco diablików naśladują, bo doprawdy inaczej niż demonicznym tego jazgotliwego, wściekłego głosu nazwać nie można...i chyba w tym tkwi haczyk, gdyż publika była w dużej mierze oczarowana. Muzyka, która towarzyszyła jakże charyzmatycznym popisom frontmana, dostosowywała się do niezmiernie powalającej całości i była mieszanką metalowo-industrialowych tortur z nieco bardziej dynamicznymi bitami piekielnej dyskoteki. Usłyszeliśmy m.in "Resurrect", " Crwn Thy Frnicatr".
Koncert był udany, jedno co mogę zarzucić wokaliście to wstawki typu "wy tacy a owacy (matkojebcy) chcę zobaczyć jak tańczycie"...takie zagrania trącą już nieco stetryczałymi zespołami heavy metalowymi czy rockowymi i chyba lepiej by było powoli kasować takie teksy ze scenicznego repertuaru... ostatecznie nie jesteśmy przecież w piaskownicy rekreacyjnej poprawczaka tylko na koncercie będącym wyrazem artystycznej weny...a czego mają właściwie dowodzić takie teksty? Że się przedawkowało psychoanalizę?

http://www.myspace.com/psyclonnine



Siły powoli się kończyły, a jednak czekaliśmy dzielnie na Front 242. Przyznam szczerze – koncert był wizualnie wyposzczony (poza ekranem z migającymi wizualizacjami, strobo i dymami nie działo się nic). Może powiedzieć, że muzycy 'odtwarzali' swoje utwory to byłoby trochę przesadą ale niedużą... Faktem jest, że Agra była zapakowana dokumentnie, a ludzie tkwili twardo na posterunku... pytanie tyko czy z racji potęgi sławy Front 242 czy tego, ze koncert był tak dobry...Ja obstawiam to pierwsze... Oczywiście wokalista tańczył i przemieszczał się żywo po scenie, utwory były muzycznie wspaniałe (m.in " Body to Body", "Modern Angel itd"), ale koncert mną nie wstrząsnął tak, jakbym się spodziewała po gwieździe tego formatu. Naturalnie nie mam porównania, ponieważ jedyne koncerty Frontu jakie widziałam to były nagrania, które chyba nigdy nie były obliczone na spektakularny 'show' – więc w tym względzie chyba było standardowo. Dla fanów Frontu na pewno była to gratka, ja wyszłam z koncertu w połowie.


NIEDZIELA

Niedzielę spędziłam w Parkbuhne i podobnie jak pogodowo tak i muzycznie było to 'raz słońce raz deszcz'.

Unter Art
http://www.myspace.com/unterart

Część koncertową rozpoczął niemiecki UnterArt i muszę przyznać, że był to bardzo dobry start, nie będzie przesadą przyznać, że zapoznawszy się nieco wcześniej z ich twórczością zawarta na "Noise and Grace" pobiegliśmy na ten koncert w podskokach:) Grigori Feil i Thomas Stein założyli projekt w 2004 roku swoje utwory umieszczając początkowo na składankach, np. ' Industrial for the Masses" czy "Machineries of Joy"; w 2005 dołączył do nich wokalista Chris Harms i tak ich kariera zaczęła nabierać tempa...
Projekt ten prezentuje dość dynamiczną linię melodyczną w połączeniu z niezwykle silnym i przejmującym wokalem Chrisa Harms'a oraz z ciężkimi wstawkami, które jednakże pozwalają całości swobodnie oscylować pomiędzy półkami "hity na parkiet" a "stylowy industrial/electro/gothic". W zależności od kaprysu artystów brzmienia są bądź ciężkie, rockowe czasem nawet trącące metalem, bądź bardziej energetyczne, raźno płynące i ożywcze ("Calvary campaign") albo też agresywne i chropowate ("Exit"). Ten projekt zdecydowanie zasługuje na uwagę: zarówno panowie Grigory Feil i Thomas Stein odpowiedzialni za muzyczną nić jak i wspomniany Chris Harms tworzą projekt, który nie tylko warto widzieć (Tak, wokaliście nie brakuje charyzmy) lecz i słyszeć...na WGT dali tego zdecydowany dowód.

Setlista: zion, calvary campaign, wasteland, hirntod, open end, exit, headshot

PreEmptive Strike 01
http://www.myspace.com/preemptivestrike01

Grecki projekt PreEmptive Strike 01 został założony w 2002 przez Jima 'The Blaster' i Cryona. Po wydaniu trzech płyt demo w roku 2005 wypuścili pierwszy album "Lethal Defense Systems" zawierający muzykę osadzoną w stylu electro/industrial z domieszką trance.
Na Wave Gotik Treffen muzycy wystąpili przyodziani w maski gazowe (bądź jak w przypadku wokalisty - w chirurgiczne:). Show był na tyle dynamiczny na ile pozwalał na to żar lejący się z nieba, natomiast muzyka stanowiła dla mnie kombinację chropowatych zestawień znanych z twórczości Hocico czy Suicide Commando. Sample, taneczne, dynamiczne melodie i harszujący wokal – oto jak w skrócie można by przedstawić muzykę PreEmptive Strike 01. Są na dobrej drodze.

Setlista: Lethal Defense Systems v2, Pain Apparatus, Mutant Battalions, Mimetic Hybrids (new track) Menacing Planet, error:Biomech

Angelspit
http://www.angelspit.net
http://www.myspace.com/krankhaus

Przyznam, ze czekałam na ten koncert z niecierpliwością – ostatecznie zobaczymy ich w Bolkowie na Castle Party, więc chciałam się przekonać na co należy się przygotować i czy należy się na ten przykład ubezpieczyć na okoliczność utraty słuchu... Cóż, może na tym ostatnim zaoszczędzimy, ale o oczy i szczęki wypada zadbać, bo pierwsze mogą się nadmiernie wybałuszyć a drugie opaść...
Angelspit powstał w 2004 roku, ich debiutancki album nosi tytuł "Krankhaus". Muzycznie jest to skandująca, dość regularna struktura świetna do wykrzykiwania tekstów wraz z muzykami, dość dynamiczna, czasem przypominająca jazdę zakosami w szybkim samochodzie o tendencjach niepodległościowych... wszystko trzyma się jednej stylistyki: uderzające bity, splecione wokale Karla Learmont aka ZooG i destroyX oraz post punkowe rytmy zawierające w sobie i syntetyczne dźwięki jak i ostre electro granie jaki i domieszki industrialu – niezmiernie żywo brzmiące i dające 'kopa'.
Równorzędną rolę gra tutaj image muzyków – bardzo wyrazisty: oboje w strojach lax plus pcv, białe włosy destroyX i wściekły irokez Karla – to na pewno rzuca się w oczy i uzupełnia ich o koncerty o jakże pożądany aspekt wizualny. Całość - interesująca i oryginalna. Co prawda w Parkbuhne artyści 'spływali potem' – ich stroje na pewno nie są odpowiednie na upały, ale dzielnie trzymali fason i energia bijąca ze sceny była powalająca.

Setlista: A La Mode, A La Mort, Desire, 100%, Fuck Fashion, Meat, Sin, Elixir, Maggot, Wolf, Vena Cava

Tyske Ludder
http://www.myspace.com/tyskeludder
http://www.tyske-ludder.de

Założony na początku lat dziewięćdziesiątych Tyske Ludder jest jednym z pionierów ciemnej odmiany electro industrial i jak mogliśmy zaobserwować na WGT ma się dobrze i wręcz poraża energią jaka bije ze sceny podczas ich koncertów. Panowie pojawili się na scenie w czarnych strojach stylizowanych na militarne - swoisty "S.W.A.T show' - ale cóż, stylistyka jak najbardziej odpowiadała prezentowanej muzyce., a ta z kolei zawierała w sobie całą moc i energię jaką może dać electro.
Ostry wokal, buzujące agresją i siłą melodie, niezwykle pobudzająca kombinacja przyspieszająca tętno o średnio dwa razy i Z67 oraz Albert zagrzewający słuchaczy do boju stanowiły o sile tego koncertu. Pomimo upału publiczność ruszyła w tany, tak więc całość należy sklasyfikować jako niezmiernie udany koncert.

Setlista: 01 intro 02 khaled aker 03 an vordester front 04 bionic imppression 05 extrem 06 betrayal 07 wie der stahl gehärtet wurde 08 manipulation 09 canossa 10 monotonie

Punto Omega
http://www.myspace.com/puntoomega
http://www.punto-omega.net

Punto Omega istnieją od 2002 roku, mają na koncie albumy: debiutancki "Punto Omega" oraz kolejny "Nostalgias del Origen", oba zawierające spora dawkę electro w dobrym stylu.
Pilgrim, Jorge i towarzyszący im muzycy zdecydowanie zmietli mnie z nóg. Koncert zaczął się niesamowicie - pogoda zaczęła się w tym czas psuć – zaczął wiać niezwykle silny wiatr, pojawiły się ogromne, ciemnoszare chmury zwiastujące burze, więc wszyscy zaczęli jakieś modły, obrzędy żeby całość odgonić... ale po kolei. Koncert rozpoczął Pilgrim, grając na kobzie, więc co poniektórzy lekko się zacukali... ale już po chwili usłyszeliśmy to, z czego Punto Omega są znani: ostry, chrapliwy, przesterowany wokal, dynamiczne melodie i show z dużą dozą emfazy (łagodził to Martin Parzer na klawiszach oczywiście, ale jego show to już inna historia, ujmująca ciężaru gatunkowego koncertowi:)
Najwspanialszy moment był kiedy zespół grał "Punto omega", który jest sam w sobie genialnym kawałkiem, a wokół trwała całkiem porządna przygrywka do burzy: niebo zasnute chmurami, ostry wiart wydymający materiał pokrywający scenę i niosący kurz, omiatający twarze publiczności i muzyków – niesamowity efekt... niezapomniany! Tak jak i cały koncert...

Setlista: Nostalgias del Origen, Guerra en los Cielos, Alma Gemela, El Regreso, La caida, Mundo de Robots Marcha hacia el Punto Omega, Punto Omega, La vida es solo teatro, Realidad Virtual

Po koncercie Punto Omega nastąpiła chwila przerwy jako że zbierający sie od dobrej chwili deszcz w końcu lunął, tak więc chcąc nie chcąc większość publiczności ukryła się pod dachami wyglądając poprawy... która po kilkunastu minutach nadeszła. Co prawda deszcz kropił, ale nie tyle silny aby powstrzymać kolejny projekt: Rabia Sorda.
Są to godni następcy Hocico i Dulce Liquido, prezentujący podobne rozwiązania: energetyczne melodie i wokal – tak więc podczas tego koncertu słuchacze mogli się rozgrzać i potańczyć, zwłaszcza że wokalista: Erk Aicrag zachęcał do okazywania swego entuzjazmu.

Zespołem kończącym koncertowy dzień w Parkbuhne był Suicide Commando. Tego projektu, jak mniemam, nie ma potrzeby przedstawiać, profilu muzycznego także chyba nie – wystarczy powiedzieć, że zagrali swoje największe hity: Hellraiser, Love Breeds Suicide, Blind Torture and Kill, Torment Me.., a także nowy utwór "Fuck you bitch", który 'chwycił' od razu zachwyconą, roztańczoną i rozkrzyczana publiczność.
Johan na scenie zachowuje się swobodnie, biega skacze, krzywi się do publiczność, pozuje na ukrzyżowanego, wywala ozór, kopie głośniki tudzież stojaki na mikrofon (to było pierwsze co zrobił na scenie:), i tego jak się wydaje oczekuje też jego publiczność – złego artysty grającego agresywną muzykę wyzwalającą mordercze instynkty. To podczas tego koncertu niewiasty mdlały, a ochrona miała ciężkie czasy... i o to chyba chodzi, namiastka 'popkultury' w świecie 'dark independent', noise terror dla chętnych... niezmiernie udany koncert, bardzo energetyczny.

Następnie ruszyliśmy do Werk II żeby jeszcze troszkę się porozpieszczać industrialem, ale to co zastaliśmy na miejscu nie dodawało otuchy. Klub zapchany był po brzegi, a nagrzany do tego stopnia, że diabelska kuchnia przy tym to pikuś. Mimo to udało nam się wepchnąć pod scenę, w sam czas aby zobaczyć koncert projektu KIEw.


KIEw
http://www.myspace.com/kiew
http://www.kiew.org

KIEw to jak wiadomo specjaliści od terapii dźwiękiem, zdolni poruszyć umysły, uszy i ciała w sposób zadziwiający, może nawet nie w tym kierunku mentalnym jakim życzyłby sobie Wasz psychiatra, ale cóż.. na koncerty wchodzi się na własne ryzyko...
KIEw, który obecnie tworzą Andreas "Thedi" Thedens, Matthias Kulcke i Stephan Thiemicke powstał w 1990 roku. Mając na koncie liczne składanki i albumy prowadzą terapię w stylu industrial z niezmiernym wdziękiem – akurat takim na jaki pozwalają rękawy kaftana...
W Werku koncert przebiegał tak jak tego oczekiwano: dużo wiercących uszy dźwięków, podkręcanych przed Thediego do granic wytrzymałości, twarde bity i elektroniczne melodie, ślizgające się wstawki, sample oraz pokaźna liczba tanecznych fragmentów. Sala zafalowała – i tak było do końca koncertu. Pomimo niemożebnego ścisku Thedi wskoczył w tłum i zabawił tam dłuższą chwilę podczas gdy panowie z Grendela dawali odpór wokalny fanom na scenie. Otoczka kapeli zbiegłej ze szpitala psychiatrycznego to już norma na koncertach KIEw i podobnie wspaniała atmosfera tworzona przez nienachalnie zgrzytające dźwięki. Super koncert!

Setlista: 01. Function02. Visite03. Exit04. Gabriel05. Käferfrühstück06. Therapiegespräch07. Nachtwache08. Tunnel09. dcdisk10. Graograman11. Delusion12. Zimmer 7213. Degenerationsprogramm14. Mister 29 15. Mister 29 (13th Monkey Version)


PONIEDZIAŁEK

Ostatni dzień festiwalu to tradycyjnie runda ogłuszania się w Kohlarbizirkus, gdzie nastąpiło skondensowanie niesamowitych projektów spod znaku electro. Na pierwszy koncert spóźniliśmy się nieco, a grał zespół Adam.

Adam
http://www.myspace.com/adamworld

Adam tworzą JEEZ, fOG, vDIVA, VULCAN, BUDAH a muzyka jaką prezentują to electro gothic z domieszką techno. Całość jest niezmiernie wyrazista: począwszy od image'u artystów po taneczne, ostre kawałki zawierające mocne bity, regularne dynamiczne struktury i sporo elektronicznych wstawek. Bardzo odpowiednie na parkiet jak i na rozruch. Plus za energetyczny show.

Setlista: Don't erase my name, The perfect day to die, Kaos Inside, Ugly Smile, Send me an angel, Voodoo Nation, Dead Syllables

Tamtrum
http://www.myspace.com/tamtrum
http://www.tamtrum.com

Tamtrum to projekt jak się wydaje polskiej publiczności dość dobrze znany, dwa lata temu zapanowała w naszym pięknym kraju istna 'tamtrum-mania' – przynajmniej na zachodnich rubieżach... po obejrzeniu koncertu można stwierdzić, że energia, która swego czasu powaliła słuchających "Some Atomik Songz" na koncercie nie słabnie. Od 2003 roku panowie Benoit Sixteen i Sylvicious pracują ostro nad tym aby mentalne zwapnienie nie ogarnęło nikogo kto ma kontakt z ich twórczością, a kanały słuchowe nie zdołały się należycie zaleczyć.... dowodem na to jest album wydany w 2006 roku " Electronic Blakc Mess". Muzycznie Tamtrum to soniczne zniszczenie, bardzo szybkie, bardzo mocne kopniaki w uwrażliwioną część jestestwa słuchacza i duża dawka energii serwowanej poprzez muzyczne chlaśnięcie w twarz... jak widać części zebranych sie podobało... nie wiem na ile w tym masochizmu, gdyż panowie raczej nie zwolnili tempa ani razu podczas koncertu, ale koncert uważam za dobry. Także pod względem scenicznym – Benoit ma wystarczającą ilość charyzmy aby poprowadzić koncert a Sylvicious, któremu niestety tym razem pozwolono się rozebrać i pokazać co ma w spodniach tylko na krótką chwilę – wspomaga go bardzo dobrze. Trochę w tym prowokacji, trochę więziennej stylistyki, trochę sadyzmu – całość brzmi i wygląda nieźle.

Setlista: le son de la pluie, pervert inc., paranoaic, hypokondriak & toxicomaniak, abort the pope, the world you live in, tantrum, datura dream



Proceed
http://www.myspace.com/proceedweb
http://www.proceedweb.de

W poszukiwaniu dobrego EBM na pewno wypadnie kiedyś skrzyżować ścieżki z Proceed, gdyż jak się wydaje, w dynamicznym, rytmicznym graniu André S., Daniel P. i René S. są specjalistami. Projekt powstał w 1999 roku, ich pierwszy album zatytułowany "Fehlgesteuert" ujrzał światło dzienne w 2004.
Na WGT panowie zapewnili fantastyczne ożywienie wśród publiczności oferując słuchaczom doskonale zestawioną kombinację "obrażonego", dość agresywnego wokalu i tanecznej muzyki, które razem stanowiły mieszankę iście wybuchową. Bardzo dynamicznie i co ważniejsze – dość oryginalne granie – prawdziwa gratka dla fanów.

Setlista: 1. Laut 2. Schuldig 3. Waving 4. Dein Gesicht 5. Spiegelschönheit 6. Autark 7. Koma 8. Diktatur 9. Super Boy Killer 10. Identität 11. Geächtet 12. Kontrolle



Heimataerde
http://www.myspace.com/heimataerde
http://www.heimataerde.de

Projekt Ashlara von Megalona był kolejnym ze swoistych "padnę-a-zobaczę" tegorocznej edycji WGT, nie tylko z racji zabójczej muzyki, ale także ze względu na fakt, że Heimataerde występują relatywnie rzadko. Ich koncert był wypadkową "rycerskiego" show wraz z pokaźną dawką świetnej muzyki.
Kiedy na scenie pojawili się artyści odziani w zbroje, kolczugi, dzierżący flagi wiadomo już było kto nadchodzi... sporo stylizowanego electro, dużo sampli, jeszcze więcej energii i tańca (oczywiście wśród publiczności, rycerze nie tańczyli, choć mogłoby to wyglądać interesująco...). Początkowo sądziliśmy, że wokalista nie zdejmie przyłbicy, ale uczynił zadość ciekawym...
Muzyka to oczywiście dużo electro, utwory w przeważającej ilości z płyty "Gotteskrieger" przemieszanego z techno, mocne bity, wszystko to razem zapewniło świetną zabawę zebranym. Podobnie jak widoki na scenie – ostatecznie tego typu image nie ma podobnego sobie nigdzie o ile się orientuję...

Setlista: Der Eid (Intro), Deus Lo Vult, Endlos, Moerder, Gib mir, Eins sein, Wiedergaenger, Lebloser Koerper, Morituri Salutant



Dismantled
W kwestii Dismantled byłam ciekawa – czy są w stanie sprostać swoim nagraniom na scenie? Mało który kawałek tak chwyta za serce jak "Exit" i na scenie stanowi prawdziwe wyzwanie... Czy Dismantled mu sprostali? Trudno orzec... ich fani tak donośnie jazgotali i przepychali się pod sceną, że ciężko było cokolwiek usłyszeć, nie mówiąc już o kontemplacji... Oczywiście Gary Zon jako doświadczony wokalista był w stanie "przekrzyczeć" swoją publiczność i nawiązać z nią kontakt, a jednak ja osobiście mało uszczknęłam z tego koncertu – poza może odświeżeniem umiejętności przetrwania w szalejącym tłumie:)
Muzycznie Dismantled to połączenie bardzo emocjonalnego, przejmującego wokalu i dość łagodnie tanecznych melodii łatwo wpadających w ucho, nie dziwota więc, że ich występ porwał tłumy. Grając od 2000 roku zdołali stworzyć coś unikalnego i własnego i słychać to było ze sceny – chłodna, zdystansowana muzyka plus rzeczony wokal to zestawienie tyleż zaskakujące co urzekające... mam nadzieję, ze uda mi się kiedyś usłyszeń ich koncert w nieco bardziej sprzyjających warunkach.
Jeśli chodzi o część sceniczną – muzycy grali spowici w delikatnych światłach i dymie – pojawił się też nieco spacyfikowany manekin – interpretacja oczywiście - dowolna...

Setlista: The March Intro, Anthem, Get It Through, Preset, Exit, Thanks For Everything, Purity, Breed To Death, The Swarm



Fixmer&McCarthy
http://www.myspace.com/fixmermccarthy
http://www.fixmermccarthy.com

Spółka Terence Fixmer&Douglas McCarthy ma się dobrze i jak zawsze zapewnia doskonalą rozrywkę na koncertach...ostatecznie nie ma to jak kamienna twarz frontmana, co?:)
Przytłumione światła, dym, Fixmer ukryty za sterami i na pierwszej linii McCarthy – to wystarczyło aby porwać salę... cóż, taka magia tej muzyki, charyzma i legenda obu dżentelmenów, a także zapewne efekt koła zamachowego - przynajmniej do pewnego stopnia.. . bo "skazani na sukces" to chyba jednak stwierdzenie odrobinę za daleko idące... Nie to żebym załamywała tu ręce – wystarczyło "Freefall', "Look to Me", "You Want it", czy "Destroy" żeby - pomimo narastającego zmęczenia - krew popłynęła żywiej. Panowie zagrali także jeden z utworów Nitzer Ebb ku wielkiej uciesze publiczności.
Te koncerty są zwykle przyjemne dla ucha, nie wspominając, że przyjemnością jest poobserwować McCarthy'ego w akcji i sposób w jaki oddziałuje na publikę... trochę jakby mówił 'ludzie, idźcie w cholerę" a i tak wszyscy szaleją... magia.

I tak oto festiwal się zakończył, część zespołów dane nam będzie jeszcze usłyszeć tego lata, między innymi na Castle Party. WGT to jedno z największych tego typu przedsięwzięć, wymagające od wszystkich dużej wytrwałości i siły – czasem wydaje mi się słuszne i absolutnie nieżartobliwe stwierdzenie "przeżyliśmy WGT"...

Strony:
Autor:
Tłumacz: khocico
Data dodania: 2007-06-12 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: