AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Devil-M - Revenge Of the Antichrist


Czytano: 1453 razy

20%


Traf chciał, że znów przyszło mi zmierzyć się z projektem, o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Devil-M to czworo osobników pochodzących z Niemiec, parających się rockiem industrialnym, tak przynajmniej podają oficjalne internetowe źródła, zaś "Revenge..." to ich pierwsze, duże i pełne dzieło.
 
Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do muzyki. "Revenge..." jest bowiem koncepcyjną opowieścią o człowieczku imieniem Astharat (serio, mogliby się wysilić na coś bardziej oryginalnego), który cierpi na schizofrenię i zabija Eden, swą piękną żonę. Pomysł oklepany jak tyłek Sashy Grey, ale cóż, myślę, może jest jakieś świeże podejście do tematu, zarówno od strony lirycznej jak i muzycznej. Chociaż te imiona bohaterów, będące niejako odniesieniem do zła i dobra, do raju i piekła nie wróżyły nic dobrego...
Odpalam album i oczekuję muzycznej podróży przez mroczny świat. I niby taką dostaję, bo jest rzeczywiście bardzo mrocznie. Średnie bity, fajny gitarowy distortion w tle, klawiszowe plamy, raz bardziej a raz mniej melodyjne. Do tego typowy, zdarty wokal, raz szepty, raz krzyki, znacie to prawda? Jak już jest melodyjnie (a z reguły jest) to do bólu wręcz mrocznie. Niby fajnie, ale podczas słuchania omal nie zasnąłem. Nie dzieje się nic, wieje jedną wielką nudą. Muzyka nie przynosi kompletnie nic świeżego, nic czego fan takiego grania nie słyszałby wcześniej. Po pierwszych 2 numerach myślałem – ot nieudolna podróbka wczesnego Front Line Assembly i nowszego oblicza Skinny Puppy. Ale leci sobie dalej i zespół jakby przypomina sobie, że jest z Europy, zwłaszcza jak na pierwszy plan wchodzą klawiszowe melodie. Niektóre motywy żywcem wręcz skradzione od Clan Of Xymox i KMFDM (brzmienia gitar pomylić się nie da). Tak to przynajmniej słychać w pierwszych kilku utworach. Druga połowa płyty, to kawałki już nieco bardziej "wyciszone", mniej dynamiki, mniej klawiszowej melodii na korzyść jakichś bliżej nieokreślonych beatów i zabaw gitarową wajhą. Ale kompletnie nie ma w tym pomysłu i zgrania, jak tego słucham to mam wrażenie, że zespół poganiał w studiu sam siebie, żeby nie zabulić paru euro więcej za sesję. Nijakie, wymęczone, miałkie, bez polotu. Świeżości w tym tyle co w śledziu na pustyni, zwłaszcza tak gdzieś od ósmego kawałka.
 
Nudny, słabo zagrany i nieudany kompozycyjnie album. Szkoda.

Tracklista.

01.Rising (a) Unholy b) Siddhartha Gautama)
02.Apokrypha
03.Astharat
04.Scabbed Angel
05.Rebirth
06.from Birth to Death
07.Good way of Dying
08.Revenge of the Antichrist (Part 1)
09.Revenge of the Antichrist (Part 2)
10.Love is not available
11.Garden of Eden
12.I am God
13.harmful scab
14.Apokrypha (Centhron Remix)
15.Siddhartha Gautama (Blackest Light Remix)
16.Rebirth (Grausame Töchter Remix)
Autor:
Tłumacz: hellium
Data dodania: 2015-01-28 / Recenzje muzyki




Najnowsze komentarze: