AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Diodati - Susurrus Lake


Czytano: 1714 razy

78%


Album "Susurrus Lake" neoklasycznego tria Diodati wymaga skupienia, przynajmniej w początkowej fazie zapoznawania się z materiałem. Pomimo pewnej plastyczności muzyki zawartej na płycie, pozostawia ona spore miejsce dla wyobraźni, jakby niektóre kształty ukrywając za zasłoną mgły wznoszącej się wieczorem nad wodną taflą. Te muzyczne niedopowiedzenia doskonale kształtują oniryczną atmosferę (niekiedy przerywaną rozwianiem oparów przez pewniejszy podmuch dźwięków), która przenika teatr wiodących prym fortepianu, wiolonczeli, wokalisty/recytatora i kontrabasu oraz innych, rozszerzających brzmienie aktorów. Teatralność tej muzyki realizowana jest głównie przez oszczędniejsze kompozycje, dźwiękowe imitacje rzeczywistości ("Das Karussell"), sceniczny charakter tekstu ("Die Hurenkönigin") i wreszcie poprzez manierę wokalisty, który liryki intonuje we właśnie ten typowo aktorski sposób, rzadko uciekając się do zwykłego śpiewu, posługując się głównie parlando czy Sprechgesang, wykorzystując niekiedy szept czy krótkie mormorando. Głos stosowany elastycznie przez Gwydiona Enbarra sprawia, że odbiorca ma wrażenie, jakby słuchał wyjątkowo rozbudowanego, jednocześnie wysublimowanego wieczoru poetyckiego. Jakby zajął samotną lożę i obserwował spektakl, odbywający się na scenie imitującej powierzchnie chłodnej wody, wśród której kręgów pojawiają się kolejne obrazy: balu maskowego, człowieka, którego powoli wypełnia rozpacz, tron królowej dziwek, ciemne cienie rzucane przez drzewa. Ten charakter towarzyszy przede wszystkim pierwszej części płyty, wypełnionej melancholią i smutkiem, i w tym ujęciu "Susurrus Lake" posiada romantyczny charakter, który członkom Diodati pozwoliłby zawiązać przyjaźń z Ludwikiem II Wittelsbachem.

Wyważona, spokojna na powierzchni muzyka ma ekspresyjne podłoże i uzupełnia się wzajemnie z lirykami, mówiącymi o rozpaczy, miłości czy samotności, jednak nie raniącymi uszu nieporadnymi konstrukcjami, ale ostrożnymi, wyszukanymi, poetyckimi i celnymi frazami trafiającymi w sedno sprawy. Obok wykorzystania w kilku kompozycjach tekstów z kanonu literatury niemieckojęzycznej XX wieku, trio przełamuje regułę prostoty, miejscami tworząc obrazowe, zaskakujące symbole, jak w "Pandora's biggest failure".
Na "Susurrus Lake" klasyczne, dojrzałe aranżacje spotykają się z elementami industrialu, gitara akustyczna towarzyszy wiolonczeli, a - tu czeka prawdziwa niespodzianka - melancholijne, klasyczne dźwięki strun korespondują nawet z jazzowymi fragmentami w drugiej części płyty. Wszystko to przy zachowaniu charakterystycznego stylu i poczucia spójności.
Płytę otwiera instrumentalny "Der Dom" intrygujący słuchacza zmianami tempa, ograniczaniem i zwiększaniem roli poszczególnych instrumentów, wśród których dominuje fortepian i wiolonczela, bawieniem się w zmiany nastroju, będącymi jak gasnąca i rodząca się na nowo (z nieodłącznym niepokojem) nadzieja. Tak wkraczamy do balowej sali w barokowym przebraniu "Maskenball" melorecytowanego po francusku. Maskowa zabawa pochłania bez reszty, odsłaniając swoje kolejne oblicza i nie do końca wiadomo, czy wampiryczna maska podmiotu lirycznego nie jest jego prawdziwą twarzą. Industrialne elementy w "Despair" przeplatają się z fortepianowymi pasażami i przepełnionymi smutkiem nutami wiolonczeli, które w końcu obejmują pełnię władzy, gdy wokalista milknie. Delikatnie rozpoczyna się "Near", w którym szczególną uwagę można zwrócić również na grę kontrabasu i którego melancholijne piękno w połączeniu z prostym pytaniem z refrenu tworzy wyjątkowo przygnębiającą atmosferę. Wiersz ekspresjonistycznego poety Georga Trakla posłużył za szeptany tekst do skromnego "Elis", stojącego w kontraście do "Die Hurenkönigin". I tu także słowa zostały zapożyczone z literatury, mianowicie z "Der Spiegel im Spiegel" Michaela Ende. Jest to chyba najlepsza kompozycja zawarta na albumie, jej wyjątkowa teatralność wynika z niezwykłego dialogu wzbogaconego o opis sceny, didaskalia i podział na role, gdzie tytułową gra po aktorsku głos Sonji Kraushofer z L'Âme Immortelle i Persephone, co wraz z muzycznym rozwojem kompozycji (rytm, melodramatyczne struny i fortepian, elementy noise'u) funduje niesamowite doznania.
Drugą część albumu oddziela od pierwszej instrumentalny utwór tytułowy, którego odrobinę jaśniejszy nastrój stanowi wstęp do bardziej ożywczych i energicznych brzmień. O ile w "You" mamy powtórkę motywów z "Despair" i "Near", to różni się ono nagłą zmianą nastroju pod koniec na mroczniejszy, industrialny, rozpaczliwie gniewny, co, moim zdaniem, choć dynamizuje kompozycję, nie służy jej dobrze. Podobne zmiany, choć przeprowadzone zdecydowanie lepiej, pojawiają się stopniowo przez cały przebieg "Pandora's biggest failure", aż w końcu przekształcają się w jazzowe frazy na tle gniewnego wyrzutu. Jak w klubie, gdzie króluje swing, poczujemy się jednak dopiero, gdy rozbrzmi taneczne, energiczne "Shades", wyjątkowo rozkoszne dla ucha, zwłaszcza, że band nie odcina się od klasycznego brzmienia. Krótki, ale smakowity kąsek. Przed jego zasmakowaniem Diodati prezentują jeszcze muzyczne i liryczne (w konstrukcji tekstu) naśladownictwo w metaforycznym "Das Karussell", w którym czuć ducha Anny-Varney Cantodei (również w wykrzykiwaniu wokalisty pod koniec). Po podobnym do "Susurrus Lake", instrumentalnym "Für den Tänzer" pozostaje jeszcze outro "Flicker" z tekstem wyśpiewywanym chórem a cappela przez Gwydiona Enbarra i klasycznie przez męskie głosy o różnej wysokości.

Aby w pełni docenić "Susurrus Lake" (przy czym druga część wydaje się mniej dopracowana muzycznie mimo kilku niespodzianek), należy pokonać jedną przeszkodę - album wymaga skupienia i przy pierwszym przesłuchaniu łatwo nuży. Spełni swoją rolę na kameralnych koncertach lub podczas wieczoru spędzanego samotnie, ale brak mu potencjału, by zagościć w większości odtwarzaczy na dłużej. Porównuję go do minimalistycznych wersji Bacio di Tosca lub płyty "Six pieds sous terre" RoBERT, albo też do Sopor Aeternus & The Ensemble of Shadows, lecz większości kompozycji brak indywidualnego charakteru, który przykuje uwagę od razu. Jeśli jednak potrzebujecie czegoś, co zawiesza między snem a jawą, daje odpocząć, niekoniecznie działając jak zolpidem - ten album jest dla was.

Tracklista:
01. Der Dom
02. Maskenball
03. Despair
04. Near
05. Elis
06. Die Hurenkönigin
07. Susurrus Lake
08. You
09. Pandora's biggest failure
10. Das Karussell
11. Shades
12. Für den Tänzer
13. Flicker
Autor:
Tłumacz: hellium
Data dodania: 2016-01-18 / Recenzje muzyki




Najnowsze komentarze: