AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Percival Schuttenbach - Svantevit


Czytano: 2113 razy

95%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Zawsze gdy nasz ulubiony zespół wydaje nową płytę pojawiają się obawy. Czy dorównają poziomem poprzedniemu albumowi, czy nie odejdą za daleko od swoich korzeni...? Ta obawa towarzyszyła mi przez całe oczekiwanie na Svantevita. Percivale tworzą kilka odrębnych stylistycznie i instrumentalnie projektów, co sprawia, że ich horyzonty poszerzają się kilka razy szybciej. Na pewno nie są stricte dark indipendient, ale mają w sobie cały ładunek emocjonalny, z dużą dawką mroku, charakterystyczną dla tej grupy.

Ep'ka Postrzyżyny poprzedzająca premierę longplaya, zapowiadała duży skok w stronę muzyki metalowej lat 80'. Na całe szczęście istota i ideologia kultury słowiańskiej wcale na tym nie ucierpiała. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że mamy tutaj dokładnie przemyślany koncept album. 8 odrębnych utworów/historii, mistrzowsko powiązanych przerywnikami, które są tak skonstruowane, że nawet osoba bez wiedzy historycznej, może poczuć się częścią tych legend. Jedno jest pewne wszystko ku chwale Światowida, pana wojny, płodności i urodzaju.

Ciężko rozdzielać te historie, ale pokuszę się o nieco własnego zdania. Pierwsze trzy kawałki to nowe oblicza utworów, znanych ze wspomnianego EP. Bez wątpienia jest to pokaz siły i energii scenicznej grupy. Sporo tu o nienawiści i zemście, ale bez obaw to w słusznej sprawie. Na szczególną uwagę zasługuje wzmocniony i lekko satanistyczny Satanael. Perkusja, gitary, wiolonczela i wokale, prawdziwa czarna msza. Jeszcze nie otrząśniemy się po poprzednim kawałku, a już kolejny miażdży. Tytułowy Svantevit to prawdziwy hymn słowiańskiej wiary i manifestacja wolności. Jednak zdecydowanie moim ulubionym kawałkiem, pewnie przez słabość do pięknych i screamujacych Rosjanek jest Wodnik. Tekst pełen opisów przyrody, charakterystycznych dla folk metalu, gościnnie Masha (Arkona). Mimo, że mamy tu kolejny dramat płyta nie przygnębia, ale zagrzewa do walki z przeciwnościami losu. W każdym z następnych utworów znakomite teksty, przeplatają się z mocnymi riffami i jeszcze lepszymi wokalami. Wiking na przykład kołysze spokojnymi przerywnikami aby zaraz przebudzić nas z letargu. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Tryzna przypomina w pewnych fragmentach Jelonka. Jedyne do czego można mieć pretensje to nadmiar "obcych" głosów, ale nawet do tego po kilkunastu przesłuchaniach się przyzwyczaja.

Poprzeczka po raz kolejny podniosła się o jakiś metr, instrumenty współpracują idealnie, nie przyćmiewając się nawzajem. Jest więcej smaczków typu dźwięki przyrody, życie codzienne, szepty i krzyki. Sporo mroku, tajemnicy i piękne kobiece wokale to najlepsza wizytówka tej płyty.

Z całą pewnością mogę polecić Svantevita osobom nieznającym folk metalu, a chcącym poznać troszeczkę naszej historii i przenieść się w świat magii i dawnych wojów. Atmosfera jaką stworzyli Percivale sprawia, że chcę się wyrwać z szarego miasta i odkryć na nowo piękno lasów i pól. Kto wie, może słowiańscy bogowie już tam na nas czekają?

Tracklista:

01. Okrutna Pomsta
02. Satanael
03. Svantevit
04. Wodnik
05. Bitwa
06. Upiory
07. Wiking
08. Tryzna
Autor:
Tłumacz: bstr_litzmannstadt
Data dodania: 2014-01-16 / Recenzje muzyki


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: