AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Einstürzende Neubauten - Lament


Czytano: 806 razy

78%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Ostatnie tematy na forum:

A więc stało się! Po 7 latach oczekiwania panowie z Einstürzende Neubauten postanowili uraczyć nas nowym albumem. Czy dorasta on do poziomu poprzedników? I tak, i nie... Dlaczego?
 
Dzieła awangardowe od zawsze cechowały się tym, iż trudno było je oceniać. Stanowiły one próbę przełamania pewnych przyjętych konwencji i z tego właśnie powodu ich recepcja często okazywała się być pokazem skrajności - jedni je tępili – inni wychwalali. Trudność oceny była, rzec można, wprost proporcjonalna do stopnia "dziwności" danego tworu. Ponadto artyści awangardowi mieli w zwyczaju igrać z poczuciem dobrego smaku (skrajnym przypadkiem Piero Manzoni), co nierzadko budziło w ludziach niepospolite pytania o kondycję współczesnej im sztuki. Jednym z najciekawszych tworów artystycznej awangardy XX wieku był dadaizm, którego echa do dzisiaj pobrzmiewają w muzyce – nawet i tej popularnej. Jak to się ma do Blixy i kolegów? Otóż dziełem przypadku (czytaj: braków funduszy) zwykły, niemiecki, post-punkowy zespół zaczął realizować dadaistyczną ideę tworzenia sztuki z odpadów, co, w perspektywie czasu, okazało się krokiem milowym w rozwoju muzyki współczesnej. Wszak nie bez kozery Neubauteni uważani są z klasykę industrialu.
Ok, starczy już tej historii – czas odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie. Dlaczego tak ciężko porównać "Lament" do pozostałych krążków zespołu? Powodem jest forma...
Chyba nie przesadzę pisząc, że elementem dominującym na albumie jest neofolk. Właśnie tak drodzy państwo – neofolk! Tak sobie myślę, że przez te siedem długich lat Blixa i Hacke mogli zgłębiać twórczość takich (nie)sławnych zespołów jak Blood Axis, Von Thronsthal lub Death in June. Świadczą o tym już same teksty utworów, w których zawarty jest poetycki opis Europy sprzed roku 1914. I w sumie w tej materii nie można krążkowi dużo zarzucić. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu – muzyka...
 
Od razu chciałbym zwrócić uwagę na dwa fakty:
1. Neubauten nigdy nie nagrali albumu stricte słabego;
2. "Lament" na pewno nie jest najsłabszym punktem ich dyskografii.
Muszę przyznać, że zwlekałem z odsłuchem tego krążka, a opinie moich znajomych wcale nie nastrajały mnie optymistycznie. Gdzieś w głębi duszy byłem pewien, że kolektyw ostatecznie się postarzał, a zawartość krążka okaże się zbitką kilkunastu rzemieślniczo wyprodukowanych utworów. Na szczęście w tej kwestii nie miałem racji. Jednak, o ile w utworach nadal słychać artysytcznego ducha, o tyle niektóre pomysły i rozwiązania kompozytorskie wypadły po prostu słabo...
Pierwszym grzechem "Lamentu" jest "Hymnen", który okazał się – uwaga – coverem hymnu Wielkiej Brytanii – w dodatku ze zmienionym tekstem! Zabieg uzasadniony biorąc pod uwagę wydźwięk płyty, choć mnie osobiście nie wpasował się w gusta.
Drugim grzechem jest użycie autotune'a w "The Willy – Nicky Telegram". Panie Bargeld, dlaczego? To po prostu brzmi źle, tak się nie robi! Rozumiem, że technologia kusi, ale żeby korzystać z niej w aż tak prymitywny sposób?
Trzecim i chyba największym błędem jest umieszczenie na krążku melorectyacji sygnowanej tytułem "Der Beginn Des Weltkrieges 1914". Ach! - skręca mnie na samą myśl o tych jękach i postękiwaniach. Idea tworzenia muzyki za pomocą ciszy jest ideą szczytną - tu chyba wszyscy się zgadzamy – ale żeby realizować ją w taki sposób? I to jeszcze pod szyldem Einstürzende Neubauten? Toż to jakieś nieporozumienie!

Wady, ciągle wady - dość już tego! Pora zastanowić się nad zaletami krążka (w końcu, jak już napisałem powyżej, nie jest on nasłabszym punktem dyskografii).
Hmm... Intro! Tak, dokładnie - intro! "Kriegsmaschinerie" to wielki powrót do czasów "Kollaps"; mamy tu do czynienia z chaotycznie zbudowaną i opartą na kakofonii kompozycją przywodzącą na myśl pierwsze (jeszcze akustyczne) dokonania Merzbowa.
W dalszej części zespół serwuje nam "On patrol in no man's land" – relatywnie spokojny i niezwykle ciepły utwór, który wybija się ponad przeciętność za sprawą dodatkowego wokalu basisty. Przyznam się, że z początku wziąłem wokal Hacke'a za wokal Cave'a, ale z czasem otrząsnąłem się z tego złudzenia.
Idźmy naprzód – trzecia zaleta? Podzielony na trzy części utwór tytułowy "Lament". Tutaj już można dopatrzyć się ewidentnych nawiązań do sceny martial industrial. Trzeci fragment opatrzony  podtytułem "Peter Pecavi" jest kawałkim, który spokojnie poradziłby sobie jako fragment np. "Novej Akropoli" Laibacha. A to wszystko za sprawą głosów przewijających się w tle.
 
W istocie, jak już zauważyłem powyżej, trudno oceniać "Lament" jako kolejne dzieło w dorobku niemieckiego kolektywu. Nie pomagają w tym również deklaracje zespołu jakoby materiał nadawał się wyłącznie do odsłuchu na żywo. Jak na mój gust, płyta plasuje się gdzieś pomiędzy "Perpetuum Mobile", a "Alles Wieder Offen". Czy dużo to tłumaczy? Nie sądzę. Wszak dobrze wiemy, że każdy album Neubautenów ma tyle samo wrogów co zwolenników.

P.S. Specjalnie nie pisałem dużo o warstwie lirycznej albumu. Jeżeli kogoś to ciekawi zapraszam na oficjalną stronę zespołu gdzie znajduje się pełna interpretacja "Lamentu".

Tracklista:

01. Kriegsmaschinerie
02. Hymnen
03. The Willy - Nicky Telegrams
04. In De Loopgraaf
05. Der 1. Weltkrieg (Percussions Version)
06. On Patrol In No Man's Land
07. Achterland
08. Lament: 1. Lament
09. Lament: 2. Abwarstsspirale
10. Lament: 3. Peter Peccavi
11. How Did I Die?
12. Sag Mir Wo Die Blumen Sind
13. Der Beginn Des Weltkrieges 1914 (Dargestellt Unter Zuhilfenahme eines Tierstimmenimitators)
14. All Of No Man's Land Is Ours
Autor:
Tłumacz: Toshiro
Data dodania: 2018-04-06 / Recenzje muzyki


Wydarzenie:

Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: