AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Castle Party 2016


Czytano: 5498 razy


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Co roku, mniej więcej w połowie lata, do małego, niepozornego miasteczka jakim jest Bolków, ściągają z całego świata mroczne korowody fascynatów mroku. Część z nich przybywa po prostu dla muzyki, inni po to, aby spotkać się ze starymi znajomymi lub poznać nowych, są też tacy, którzy przyjeżdżają żeby zaprezentować swój mroczny strój i dać się uwiecznić na fotografiach. Różni ludzie, różne potrzeby. Wszystko to jednak splata się w spójną całość pod szyldem Castle Party – festiwalu, który dla każdego jest czymś innym, a dla wszystkich tym samym – bo bez względu na to co nas tutaj sprowadza, jest to wydarzenie, na które z niecierpliwością czekamy cały rok.
W tym roku Bolków zmienił się w mekkę wyznawców gotyku, we wszelakim jego rozumieniu, w dniach 28.07 – 31.07.Tradycyjnie już festiwal został otwarty czwartkowymi koncertami na tzw. małej scenie w byłym kościele ewangelickim, choć część publiczności zjechała do Bolkowa znacznie wcześniej wczuwać się w klimat. Mimo że czwartkowe dylematy oscylowały wokół pytania "czy wszyscy zmieścimy się na wieńczącym dzień koncercie XIII. Stoleti?" to to co działo się zanim Czesi znaleźli się na scenie również zasługuje na uwagę. Pierwszym koncertem tegorocznej edycji Castle Party był występ polskiego zespołu Nonamen wykonującego muzykę z pogranicza podgatunków metalu. Skrzypce dodają uroku ciężkiemu brzmieniu a mocny wokal przykuwa uwagę aczkolwiek całość nie wyróżnia się niczym szczególnym. No to festiwal rozpoczęty na dobre, a kolejny projekt na scenie to Cemetery Of Scream. Mrok, smutek, depresja i kawał ciężkiego grania z nutą grozy. Nieco zmienia klimat Monolight, bo i wokal łagodnieje, a gitarowemu graniu towarzyszy elektronika. Robi się bardziej przestrzennie i melodyjnie. I tutaj kończy się polski akcent czwartkowych koncertów. Scenę przejmują wiedźmy z Finlandii i rozpoczyna się prawdziwe czarowanie i tańce z diabłami, których wodzirejem oczywiście Two Witches. Zespół z niemalże 30-letnią tradycją w Polsce do tej pory nie bywał, a przecież charakterem wykonywanej muzyki doskonale wpisuje się w klimat Castle Party. To jeszcze nie koniec diabelskich akcentów. Kolejny projekt The Devil & The Universe wywołał niemałe poruszenie wśród publiczności i cały szereg reakcji. Część widowni uległa całkowitemu zauroczeniu, niektórzy wydawali się zniesmaczeni, na twarzach innych malowała się fascynacja przeplatana lękiem a reszta obserwowała show zwyczajnie zaciekawiona. Było na co patrzeć bo muzycy pojawili się na scenie w maskach kóz i w mnisich, można by rzec, kapturach. Z tyłu wyświetlane były obrazoburcze wizualizacje. Było też czego słuchać, bo muzyka bardzo rytmiczna, rytualna, wprowadzająca w pewnego rodzaju trans. Brak wokalu dodatkowo potęgował napięcie. Bardzo intrygująca propozycja. Near Earth Orbit, projekt Artauda Setha, to z kolei mroczne międzygalaktyczne wędrówki, spotkania z nieziemskimi istotami i dźwięki zwiastujące jakąś kosmiczną apokalipsę. No i wreszcie XIII. Stoleti. Kościół dosłownie wypełnił się po brzegi. Tłok był, choć zależy kto jaką miał miejscówkę (ja nie narzekam:P). Klasyka gatunku. Nie zabrakło żadnego z utworów, które najgorliwszy fan życzyłby sobie usłyszeć, z nieśmiertelną Elisabeth na czele. Publiczność zadowolona, Petr Štěpán jakby mniej, widocznie udzieliła mu się kościelna duchota. Dał się jednak namówić na bis. Tym sposobem dobiegł końca koncertowy czwartek.
Piątkowa scena w większości należała do polskich projektów, a rozpoczął chłodno i elektronicznie Dogs In Trees. Zmienia klimat na folkowo metalowy Radogost i trzeba przyznać, że taki akcent ludowości świetnie wpisuje się w zamkowe klimaty. Hipnotyzująco i elektryzująco wypada Das Moon. Może nie aż tak olśniewająco jak ich outfit, ale głęboki wokal potrafi skutecznie uwodzić. Deathcamp Project powraca po przerwie i przeżywa na bolkowskiej scenie swoje pierwsze razy. Pierwszy raz z żywymi bębnami i perkusistką Pauliną. Do tego rocznica pierwszego razu, bo zespół po raz pierwszy wystąpił na Castle Party dokładnie 10 lat temu. Nie zawiedli, zaprezentowali świetną formę i jak zwykle zagrali bardzo dobry koncert. Na kolejny występ wielu czekało z wytęsknieniem, sentymentem lub po prostu z ciekawością. Po wieloletniej przerwie, kiedy już wszyscy pogodzili się z faktem, że więcej ich nie zobaczymy, na scenę powraca Moonlight. Świetny dobór repertuaru w nowych, odświeżonych aranżacjach plus zupełnie nowy utwór o totalnie odmiennej stylistyce, jak zauważyła sama Maja, budzący sprzeciwy. No ale dobra zmiana nie jest zła. Tak czy inaczej, choć mogło się wydawać, że Moonlight już "pogrzebany wśród szmat" to jednak przyjaciel odratował całkiem sporo ;). Idźmy dalej. Chociaż typ muzyki, jaką zaprezentował kolejny zespół wciąż budzi głosy sprzeciwu wśród bolkowskiej publiczności (co ich nie budzi?) to niepodważalnym faktem pozostaje to, że Xandria zgromadziła pod sceną spory tłum entuzjastycznie nastawionej widowni. Trudno się dziwić, bo koncertu słuchało się i oglądało bardzo przyjemnie. Uroczej wokalistce nie sposób odmówić charyzmy i świetnego kontaktu z publicznością. W prezencie Dianne otrzymała nawet polską flagę. Na zakończenie dnia bardzo klimatycznie Clan Of Xymox przeniósł zgromadzonych do innego wymiaru i niczym ta "Emily" uczynił ich "life complete." Niestety wciąż jeszcze nie jest możliwym przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie. W związku z tym, jeżeli chodzi o koncerty kościołowe to mogę tylko posłużyć się głosem tłumu, który wyraził uznanie dla koncertu Furii.
Sobota upłynęła pod hasłem odliczania czasu do wydarzenia, na które najwytrwalsi goci oczekiwali od 23lat, czyli koncertu Fields Of The Nephilim na zamku w Bolkowie. Ekscytacja udzielła się wszystkim już od rana, no ale przecież po drodze jeszcze kilka innych koncertów. I tak sobotnie show rozpoczął Tranquilizer. Bardzo nastrojowo i do pobujania w obłokach. Dalej The Cuts zdecydowanie na rockową nutę. I wreszcie włoski The Spiritual Bat. Wygrzały się nietoperki na słońcu, ale koncert bardzo udany. Blindead z nowym wokalistą, ale jak zwykle mrocznie i pociągająco. Zespół doskonale wypracował sobie wciąganie publiczności w niepokojące sfery i wiraże nieświadomości. Klimat ten zdecydowanie lepiej daje się odczuć na koncertach klubowych, ale i tutaj koncert udany. Z tego sennego marazmu skutecznie wyrywa publikę Leæther Strip. Tanecznie, skocznie i energetycznie. Udziela się to fanom, którzy sobie wdzięcznie hopsają i chyba tylko pan klawiszowiec pozostaje niewzruszony. Artaud Seth stosunkowo często odwiedza Bolków. Tym razem przybył tutaj z Garden of Delight aby zagrać jeden z trzech koncertów celebrujących 25-lecie zespołu. Mroczne i groźne były te dźwięki wydobywające się z tegoż utraconego raju. Idąc tym tropem nie oddalamy się za bardzo od tematyki biblijnej, no bo oto właśnie oni, Fields OF The Nephilim, niekwestionowani giganci i spełnienie marzeń wielu bywalców Castle Party. Przez cały dzień można było tu i ówdzie napotkać tajemniczych osobników w kapeluszach w piórkami, którzy teraz szczelnie zapełnili cały zamkowy dziedziniec. Mimo że koncert nie taki długi jakby się chciało, to każda jego sekunda była w pełni satysfakcjonująca. Dwa bisy no i magia pryska, no ale tak to chyba już jest, że jak się na coś bardzo czeka, to potem mija trzy razy szybciej.
W niedzielę okazało się, że festiwalowa scena dla niektórych jest za mała. No ale od początku, a na początek This Cold, którzy w sobotę spontanicznie wystąpili na bolkowskim rynku. W niedzięlę już według planu na zamkowej scenie. Tuż po nich prawdziwy wulkan energii, czyli Larva. Wokalista był tak naelektryzowany, że aż zbiegł ze sceny i dołączył do publiczności na dziedzińcu aby to napięcie rozładować i jeszcze mocniej zarazić swoją muzyczną energią. Ze sceny zbiega też wokalistka Skeletal Family przybić piątkę okupującym barierki. Zespół mimo swojej długoletniej historii zaprezentował świetną formę i okazał się równie eksplodującą bombą energetyczną co poprzednicy, chociaż w zupełnie innym stylu. Absolute Body Control podtrzymał taneczny rytm, chociaż w bardziej minimalistycznym wydaniu. Publiczność świetnie się bawiła a charakterystyczne ruchy Dirka Ivensa nie pozwalały oderwać od niego oczu. De/Vison natomiast rozbujał gotów dość łagodnie i pogodnie. Ewidentnie zsynchronizował się z oczekiwaniami fanów. Po tym koncercie nastąpiła specjalna przerwa z uwagi na to, ze była to wyjątkowa, jubileuszowa edycja festiwalu. Castle Party odbyło się po raz dwudziesty trzeci w ogóle i po raz dwudziesty na zamku w Bolkowie. Z tej okazji wszyscy, którzy od początku przyczyniają się do tworzenia festiwalu otrzymali pamiątkowe podkoszulki. Ostatnim koncertem tegorocznej edycji był koncert Cloterkeller, również jubileuszowy ponieważ zespół wystąpił w Bolkowie po raz dziesiąty. Z tej okazji Anja także otrzymała pamiątkową koszulkę. Koncert sam w sobie klimatyczny, oparty głównie na materiale z płyty "Nero", dla fanów satysfakcjonujący. Z koncertów w kościele bez wątpienia na uwagę zasługuje Sexy Suicide z ogromnym potencjałem i powiewem świeżości na scenie.
Jak wszyscy wiemy Castle Party to nie tylko koncerty. W trakcie trwania festiwalu odbyło się również tradycyjne już Pool Party, aftery po koncertach czy zlot fanów stylu steampunkowego. Rycerze z Bractwa przygotowali też kącik średniowiecznych tortur, a dla zmęczonych gotów trumnę, w której można było sobie poleżeć.
Czas płynie nieubłaganie. Castle Party 2016 zakończone. Oby czas oczekiwania na kolejna edycję minął równie szybko. Do zobaczenia za rok. Stay Dark!

 
Autor:
Tłumacz: morrigan
Data dodania: 2016-08-04 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: