AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Castle Party 2014


Czytano: 9109 razy


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Zamek w Bolkowie od kilkunastu już lat co roku gości w swych podwojach fanów mrocznych brzmień. Niezmiennie zjeżdżają tu tłumy gotów by w upalne letnie dni celebrować swoje święto. Festiwal Castle Party, bo o nim mowa, w tym roku odbywał się w dniach 17-20 lipca i jak zwykle zgromadził szeroką publiczność sceny dark independent oferując dźwięki zarówno symfoniczne, elektroniczne jak i folkowe i mocno gitarowe. O tym co jest bardziej gotyckie powstały już epopeje i rozwodzić się nad tym nie ma chyba większego sensu. Nie sposób zaprzeczyć, że mrok ma wiele odcieni, a na Castle Party nawet najbardziej wybredni znajdą coś dla siebie. Nieodłącznym elementem festiwalu na przestrzeni lat stała się rewia mody gotyckiej, która w tym roku ze względu na pogodę została wystawiona na próbę. Żar lał się z nieba całe cztery dni nie oszczędzając nikogo i stawiając zarówno przed uczestnikami jak i wykonawcami nie lada wyzwanie. Zwłaszcza dla tych drugich nie było ono łatwe zważywszy, że scena ponoć kumulowała ciepło podnosząc panującą tam temperaturę niemal dwukrotnie. Mimo to artyści, w pocie czoła, dawali z siebie wszystko, a publiczność, również w pocie, dopisała już od wczesnych godzin popołudniowych. W końcu Castle Party mamy tylko raz w roku.

Czwartek

Festiwal rozpoczął się w czwartkowy wieczór koncertami w byłym kościele ewangelickim, który w tym roku pełnił funkcję drugiej oficjalnej sceny. Tego dnia przeważały tutaj polskie zespoły. I tak pierwszym koncertem tegorocznej edycji Castle Party był koncert Lily of the Valley z dobrym, mocnym wokalem. ‘Otwierać tak duża imprezę nie jest łatwo - nerwy, obawy związane z reakcją słuchaczy, kwestie techniczne itp. Obawy jednak okazały sie kompletnie bezpodstawne. A pierwsze wrażenie publiczności? Mam nadzieje, ze pozostało jak najlepsze!’ – Emmanuella ‘arachna’ Robak. Gościem Lily of the Valley był wokalista białoruskiego Kaltherzig, Alexander Krupp, dla którego była to pierwsza wizyta w Bolkowie i jak mówi było to coś niesamowitego, a sam festiwal jest czymś więcej niż muzycznym wydarzeniem. ‘Bolków zmienia się w miasto gotów, jest tam wielu wspaniałych ludzi i jestem dumny, że mogłem tu być.’ – Alexander Krupp. Tego dnia na kościelnej scenie wystąpił także znany już bolkowskiej publiczności Splendor. Projekt koncertował tutaj w ubiegłym roku i trzeba przyznać, że w tym roku wypadł znacznie lepiej, dojrzalej. Mniej piór, a więcej dobrego grania plus ciekawe wizualizacje w tle. Całość wypadła naprawdę nieźle. W nieco innym klimacie krakowska doom metalowa Lacrima, a wcześniej Gorthaur. Oba koncerty bez zarzutu, chociaż szkoda, że bosy wokalista Lacrimy nadmiernie ukwiecał swe wypowiedzi ‘nieładnymi’ słowami. Sztuczne to i psuje klimat. Oprócz polskich wykonawców tego dnia posłuchać można było również gości z Czech – Phosgene Girls oraz niemieckiego Golden Apes. Jeżeli chodzi o kwestie techniczne to dźwięk nieco ogłuszający, ale światło perfekcyjne, zwłaszcza białe wiązki przecinające duszne powietrze robiły wrażenie.

Piątek

Piątek to dzień, w którym festiwal rusza pełną parą, zostaje uruchomiona duża scena na zamku i od 15.00 można już dać się porwać różnorakim dźwiękom. Słońce nie zna litości kierując swe promienie wprost na scenę, na której jako pierwsi pojawili się muzycy z polskiego projektu Alles. I podczas gdy oni ‘walczyli z maszynami’ publiczność walczyła z upałem. Mimo że gothowanie prędzej czy później dopadło każdego, to nikt się jednak nie poddał. Pochodzący z Petersburga Theodor Bastard nieco zwolnił tempo serwując ambientowo-folkowe dźwięki za pomocą całej masy niezwykłych instrumentów. Pomimo wczesnej pory wyczarował mroczny i tajemniczy klimat. Te dwa pierwsze koncerty zostały wydłużone z racji tego, że kolejny wykonawca – Ulterior, z przyczyn niezależnych od siebie, nie zdołał dotrzeć na festiwal. Kolejne koncerty to całkowita zmiana gatunków i przegrupowanie w publiczności. Fanów elektro-industrialnych brzmień zgromadził całkiem sporo pod sceną holenderski Grendel a tuż po nim w charakterystycznych białych maskach The Klinik porażając zebranych niezwykłą energią. Punktem kulminacyjnym wieczoru był koncert Portugalczyków z Moonspell uznany przez publiczność za jeden z lepszych koncertów tej edycji Castle Party. "Axis Mundi" i Fernando w masce gladiatora urzekły fanów, potem było już tylko lepiej. Nie zabrakło takich hitów jak "Luna", "Alma Mater" z polską flagą, "Scorpion Flower" czy "Opium". Prawdziwa różnorodność gatunkowa od gothic i doom metalu na folku kończąc, a wszystko w trakcie jednego koncertu przypadła do gustu bolkowskiej publiczności.
Tymczasem w kościele tego dnia ciężkie, gitarowe granie i ‘metal day’. O utratę słuchu fanów zadbali Scylla, Vedonist, cytując wokalistę ‘bez sukienek i klawiszy’, Tenebris, Pandemonium, Hazael i cieszący się największą popularnością Christ Agony.

Sobota

Mimo iż sobotnie koncerty rozpoczął projekt o nazwie This Cold, wcale nie wpłynęło to na spadek temperatury powietrza chociaż koncert zimnofalowy i klimatyczny. Z gatunku chłodniejszych jeszcze dark ambientowa Sui Generis Umbra i złowrogie bębny, które słychać było hen w dal. Kolejny koncert to również polski projekt z kobietą na wokalu Desdemona, która po dwuletniej przerwie znów zawitała na zamku, tym razem gromadząc znacznie szerszą publiczność. Koncert z tzw ‘powerem’. Trudno się było oprzeć, nawet mimo upału. Kolejny projekt to francuski Alcest, który zagrał bardzo gitarowo i melodyjnie. Jest to muzyka z gatunku bardziej emocjonalnej i introspektywnej. Po tym koncercie nastąpiło prawdziwe show w wykonaniu The 69 Eyes. Dobre, mocne granie, niespożytkowana energia, słowotok wokalisty i rzucanie w publiczność różnymi przedmiotami – tak w skrócie można opisać ten występ, który rozbujał zgromadzonych i spotkał się z dużym applausem. Trochę w kontraście do Jyrkiego, Seanowi z London After Midnight jakby brakowało entuzjazmu. Pomimo marudzenia udało im się zbudować klimat nastrojowy i magiczny. Fanom Placebo wokal powinien się spodobać gdyż momentami do złudzenia przypomina Briana Molko. Na zakończenie dnia jeszcze bardziej klimatycznie i melodyjnie Deine Lakaien. Duet zaprezentował się w elektronicznej wersji odgrywając zarówno starsze utwory jak i zupełnie nowe. Pełne, majestatyczne brzmienie ukołysało zgromadzoną publiczność. Warto dodać, że tego dnia dodatkowymi atrakcjami było pool party na basenie i Gliniada maszerująca spod zamku na rynek i z powrotem.

Niedziela

Niedzielne koncerty na wciąż skąpanej w słońcu zamkowej scenie rozpoczął Bart Cathedral. Tuż po nim niezwykle energetyczny Controlled Collapse okrzyknięty nadzieją polskiej elektroniki. Bardzo energetycznie zagrał też Obscure Sphinx z potężnym wokalem Wielebnej. Dalej już tylko bardziej agresywnie i bardziej dynamicznie, specjalnie dla fanów elektro meksykański C-Lekktor wzbudzający wiele entuzjazmu wśród żeńskiej części publiczności. W tym zestawieniu Super Girls & Romantic Boys wypadają dość zwyczajnie aczkolwiek i oni znaleźli całą rzeszę zwolenników z lekka cofając czas i przygotowując grunt pod kolejną gwiazdę, mianowicie Kapitana Nemo, który zabrał nas jeszcze dalej w przeszłość budując niesamowity klimat. Zdecydowanie był to koncert z gatunku sympatycznych i określenie ‘bardzo fajny’ naprawdę tu pasuje. Publiczność bardzo ciepło przyjęła Kapitana, a on sam nie krył wzruszenia. Urzekający występ, a jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do tego ‘gdzie jest Nemo?’ to można śmiało stwierdzić, że na fali. To jeszcze nie koniec, jednakże niewiele już do końca zostało bo niedzielny headliner pozostawia co nieco do życzenia. Określenia typu ‘gotho-polo’ czy ‘deutsche disco’ oddają sedno sprawy. Skoczna choreografia czy pszczółka Maja mogłyby być nawet zabawne, no ale…. Takim właśnie optymistycznym akcentem w wykonaniu And One zakończyły się koncerty ostatniego festiwalowego dnia na zamkowej scenie. Jeżeli chodzi o niedzielne, kościelne ciekawostki to warto wspomnieć o Patenbrigade Wolf. Może nie jest to muzyka wysokich lotów, ale performance interesujący. Publiczności spodobał się zwłaszcza motyw polewania piwa przez rurę.

Przez cały czas trwania festiwalu koncertom towarzyszyły imprezy w okolicznych klubach. Zastępy DJów dbały o to, aby uczestnicy festiwalu przed, po lub też w trakcie koncertów mogli bawić się przy wszelakich dźwiękach muzyki alternatywnej. Jak wygląda praca DJa od podszewki na tak dużym wydarzeniu jakim jest Castle Party? Jest to ‘niekończąca się impreza, na której trudno wszystko zobaczyć.’ Prowadzenie takiej imprezy wygląda ‘tak samo jak to, co robimy zawsze, ale jest więcej gościnnych występów. Utrudnieniem była organizacja dodatkowego sprzętu do nagłośnienia imprezy i jego transport. Stąd wielkie podziękowania dla wszystkich którzy pomagali w jego dostarczeniu, podłączeniu i obsłudze.’ – Kchild.
 
Castle Party 2014 dobiegło końca. Pozostały fotki, wspomnienia i oczekiwanie na kolejną edycję. Zatem rezerwujcie terminy, szykujcie stylówy i do zobaczenia już 16 lipca 2015. Stay Dark!
Autor:
Tłumacz: morrigan
Data dodania: 2014-07-24 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: