AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Closterkeller: Abracadabra Gothic Tour 2014


Czytano: 2808 razy


Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Tegoroczna Abracadabra Gothic Tour jest wyjątkowa pod kilkoma względami. Najoczywistszą tego przyczynę stanowi fakt, że to pierwsza, podczas której Closterkeller prezentuje się w przebudowanym na przełomie 2013 i 2014 roku składzie. Z dziesiątą, jubileuszową edycją przyszło zmierzyć się basiście Olkowi Gruszce i Zuzie Jaśkowiak na gitarze. To pierwsze tak duże przedsięwzięcie od czasu odejścia z zespołu Krzyśka Najmana i Mariusza Kumali. Jak radzą sobie abracadabrowi neobaptyści i czy grupa zgrała się już pod względem koncertowym koncertowo, 10 listopada 2014 roku fani mieli okazję przekonać się w poznańskim Blue Note.
Wydaje mi się, że publiczność, być może kierowana ciekawością, spisała się bardziej niż w kilku ostatnich latach. Nie dała jednak zarobić zbyt dużo barowi przed rozpoczęciem koncertu - obyło się bez opóźnień.

The Proof

Jako pierwszy zaprezentował się The Proof - nowofalowe trio z Rybnika. Spowita pajęczyną scena, roniący łzy ze stopionego plastiku kaleki manekin, ucharakteryzowane w budzący grozę sposób postaci - od początku widać było, że należy spodziewać się batcave'owego show. Koncert rozpoczęty od naprawdę dobrego utworu wypełnionego melancholią z każdą minutą zamieniał się w chory spektakl. Wyglądało to tak, jakby ekspresyjny człowiek przy mikrofonie z natapirowanymi włosami w stylu Roberta Smitha uciekł tego dnia z izolatki szpitala psychiatrycznego, zamordował wokalistę, a dopiero gdy papierową torbę na głowie zamienił przy brudnym "Ciele" na uszy Myszki Miki, klawiszowiec i gitarzysta domyślili się prawdy. Nie przerwali jednak występu - i nie można być tym faktem zaskoczonym, gdy słucha się szalonych sekwencji klawiszy i potoku gitarowych riffów. Jęki, krzyki, skrzeki, dziecięce rymowanki towarzyszyły sporej części występu. Schizofreniczne "Zęby" uzupełnione rozmową z lalką po trepanacji plastikowej czaszki zostały przez publiczność przyjęte z mieszanymi uczuciami, aczkolwiek niewiele można by zarzucić kolejnym kompozycjom: bujającemu "Chrystian", "Psychodream", wpadającej w ucho "Krainie", przy których uruchamiały się aktorskie ambicje szepczącego do przedmiotów wokalisty, showman drzemiący w gitarzyście i żywiołowość klawiszowca. Zapowiedziany jako powrót do czasów sprzed ćwierćwiecza ostatni utwór z dziecięco-naiwną frazą "nic się nie zmienia, czerń i biel umiera" nie pozostawiał wątpliwości co do tego, o jakim miejscu mówi. Ramy występu zostały wyznaczone przez dwie najbardziej satysfakcjonujące kompozycje, jednak The Proof trzymał poziom podczas całego swojego czasu na scenie. Imponowała przede wszystkim konsekwentnie realizowana koncepcja.
Zmiana scenografii i...



Closterkeller

Co roku na cyklicznej trasie Closterkeller pojawia się niespodzianka, która charakteryzuje w jakiś sposób każdą z edycji. Lecz w tym roku udzielił się Anji i spółce najwidoczniej duch wprowadzający na początku listopada do reklamy dwa gatunki zwierząt: elfy podbiegunowe i renifery. Zespół przygotował całą masę prezentów.
Zmiany były widoczne w wielu aspektach. Od image'u grupy, która pojawiła się wśród dźwięków "Nero", przez wygląd sceny, muzykę, aż do powrotu do przeszłości. Wrażenie robiło oświetlenie generowane w ultrafiolecie. Dzięki temu szeroko wykorzystano efekt fluorescencji. W fioletowo-niebieskiem świetle oczy atakowały nadruki koszulek (połączenie Pratchetta z Lovecraftem), biżuteria. Do tego doszły elementy rodem z widowisk Jeana Michela Jarre'a. W ubiorze dominowała rockowa drapieżność, ćwieki i skóra, choć o rezygnacji z gotyckiej elegancji nie było mowy. 
Pierwszy utwór dał pewne pojęcie, jak gra Zuzy różni się od gry Mariusza. On skłaniał się ku progresywnej technice, natomiast ona - intuicyjnie ku gitarowemu brudowi. Widoczne było to zwłaszcza w utworach z płyty "Nero", gdzie ciężar pojawia się naturalnie. Zuzie udało się go wzmocnić, co przy silniejszym nacisku na perkusję skierowało te kompozycje w stronę jeszcze bardziej metalowego grania.
Ostrzej zabrzmiała "Supernova", aż po "Między piekłem a niebem" nadeszła kolej na pierwszy z nowych utworów - "To albo to", zwodzące słuchacza niemal ambientowo-chilloutowym początkiem wygrywanym przez Rolla aż do nagłego wejścia ciężkich gitar à la... Rammstein. Całość, złagodzona potem klawiszami i dość jeszcze kumalowskimi nutami, zabrzmiała jednak na wskroś Closterkellerowo.
Zagrano "Agnieszkę" (Anja nie rezygnowała już potem z czerwonych fluorescencyjnych soczewek), a po niej "Królową" - i było to jej najlepsze wykonanie, jakie dane mi było słyszeć. Granatowe światło rysowało upiorne postaci na scenie, talerze potęgowały wrażenie wywierane przez wokal charyzmatycznej Anji "Evil Dead" Orthodox, przede wszystkim jednak brawa tu dla Ola, który wykonał kawał dobrej roboty.
Melodyjna kompozycja o roboczym tytule "Paprot" z przewrotnym tekstem i wpadającym w ucho beatem mogłaby stać się kolejnym hitem zespołu. Potęguje wrażenie odniesione już przy "To albo to": nowe utwory brzmią jak połączenie "Cyan" z "Aurum". Wśród nich: melancholijny instrumentalny, jeszcze niezatytułowany. Od tej trójki odstaje w pewnym stopniu "Pokój tylko mój" - najpełniejszy, przejmujący i przeszywający, z którym nie może równać się nawet "Klepsydra" - lecz mylicie się, jeśli sądzicie, że sugeruję, że to "ostry kawałek". Oto kolejna atrakcja tej trasy i chyba największa niespodzianka: "Klepsydra" i "Władza" zostały zaprezentowane tak, jak miały pierwotnie brzmieć - czyli z zamienionymi tekstami. Nie przepadam za żadną z ich wersji albumowych, lecz punkową "Władzę" (do muzyki albumowej "Klepsydry") i - w tym wydaniu - depresyjną, gotycką "Klepsydrę" (do muzyki albumowej "Władzy") można by było uznać za Closterkellerowe osiągnięcia z tamtego okresu.
W secie znalazły się ponadto: majestatyczna "Tyziphone", "Serce" wyśpiewywane w bieli, "Zmierzch bogów", "Na krawędzi" i przywitany entuzjastycznie "Graphite" z trzymającym w napięciu zawieszeniem podczas gry.
Na bis kolejny podarek z worka: reminiscencja trasy z 2005 roku. Na scenie pojawia się Medea z Artrosis, odśpiewując wspólnie z Anją "Czas komety". Jeszcze tylko "Scarlet" i "Violette" (na drugi bis, z basowymi wprawkami liderki) - i nie można pozbyć się wrażenia, że zmiana składu wyszła zespołowi na dobre.



Powiew świeżości, śpiew Anji mocny jak nigdy przedtem, przebijający się nawet przez nie do końca spełniające oczekiwania nagłośnienie, jak zawsze przyjazna atmosfera bijąca ze sceny, idealna, nienapięta współpraca Rolla (który częściej skupiał uwagę swoją grą, co należało mu się od dawna) i wokalistki ze sobą oraz z muzykami z mniejszym doświadczeniem w Closterkeller - to tylko kilka czynników sprawiających, że postrzegam ten koncert jako jeden z najlepszych, jakie udało mi się zobaczyć.
Nawet pechowy, trzynasty termin trasy nie mógł nic tu wskórać.

Setlista:
01. Nero
02. Supernova
03. Między piekłem a niebem
04. To albo to
05. Agnieszka
06. Królowa
07. Paprot
08. Tyziphone
09. Zmierzch bogów
10. -
11. Serce
12. Władza (Klepsydra)
13. Klepsydra (Władza)
14. Pokój tylko mój
15. Na krawędzi
16. Graphite

17. Czas komety
18. Scarlet

19. Violette
Autor:
Tłumacz: hellium
Data dodania: 2014-11-24 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: