AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Golden Apes - The Langsyne Litanies


Czytano: 431 razy

78%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Langsyne Litanies formacji Golden Apes to pozycja, która już nie jest EPką, a jeszcze nie pełnowymiarową płytą. W większości składa się z przeróbek utworów z poprzednich płyt na wersje akustyczne, inne to całkiem nowe kompozycje. Osiem pozycji utrzymanych w dosyć monotonnym klimacie może nie zaskakują innowacyjnością w nurcie akustycznym, jednak brzmią całkiem przyjemnie w ogólnym odbiorze. Przyjrzyjmy się poszczególnym utworom.

Pierwsza pozycja, Devil, w oryginale na płycie Riot, wprowadza w klimat prawdziwie akustycznej płyty - klasyczna gitara, wiolonczela, fortepian... Sam wokal brzmi mocniej i dopiero teraz można doświadczyć i dokładnie usłyszeć przekaz, jaki kryje się w tekście. Klasyczne środki wykonawcze i okazjonalne zabawy rytmem ładnie wyciągają to, co dotychczas ukryte było pod ciężką warstwą elektroniki i mocnych gitar.

Druga z kolei, Rosary, rozpoczęta od surowych bitów perkusji i niskich dźwięków gitary akustycznej praktycznie powtarza to, co słychać w pierwszym utworze. Ładne brzmienia, podkreślające tekst i urok tekstu śpiewanego przez Peera Lebrechta. Nic więcej, nic mniej - no, może wokalizy w tle pod koniec utworu stanowią pewien unikat w skali płyty.

Trzecia, Blind-Eyed Boy, zaczynajacy się prostą gitarą i z wokalem podpartym głębokim brzmieniem wiolonczeli, ma ciekawe rozwiązania w perkusji - niestety nie pod względem szczególnie rozkręcającego się tempa, a raczej wykorzystania większej rozmaitości w ramach klasycznego 4 i kilku instrumetów wiecej niż bębny.

Czwarta zaś, Ferryman, rozpoczyna się plamami dźwiękowymi przetykanymi pojedyńczymi dźwiękami fortepianu, jednak nie na długo - zaraz wchodzi klasyczny bit, wstawki wiolonczelowe, szarpana gitara i melodyjny głos Lebrechta. Melodia, mimo że o szerokiej amplitudzie, jest dosyć monotonna i nie zapada w pamięć. Pewną nowość wprowadzają dopiero pod koniec, przerywajac monotonię gwałtownie i zostawiając wspomniane plamy z samym wokalem, później wprowadzając poszczególne instrumenty. Ta i poprzednia pozycja w oryginale znajdują się na płycie The Geometry Of Tempest.

The Archers zaś kojarzy się z przaśnymi piosenkami śpiewanymi przy harcerskim ognisku. Sucha gitara, prosty, marszowy bit i niezróżnicowana melodia przetykana cichutkim puzonem może nie jest wyszukana pod względem wykorzystanych środków wykonawczych, jednak ma swój specyficzny, surowy urok.

Digging Towers, rozpoczęty od solo wiolonczeli z delikatnym, choć wyrazistym akompaniamentem fortepianu i pojedyńczymi dźwiękami gitary to łagodna, melodyjna ballada. Śpiew Lebrechta jest głęboki, emocjonalny - o wartości wokalisty decyduje często zaangażowanie i odczuwanie tego, co się śpiewa. W tym utworze spisuje się na medal. Właściwie ta pozycja stanowiłaby przepiękne zakończenie płyty, jednak twórcy zdecydowali się umieścić ją jako trzecią od końca. Cóż, zobaczmy zatem, co jeszcze mają do powiedzenia. Oryginał odnajdziecie na płycie Denying The Towers Our Words Are Falling From...

Drugim od końca jest White Days (z Riot, 2012), równie spokojny i melodyjny co jego udany poprzednik. Słyszymy pasaże fortepianu i akordy gitary, długie dźwięki wiolonczeli, jednak z powodu rozkręcajacego się bitu nie zaliczymy utworu do typowych ballad. Właściwie można byłoby powiedzieć, że White Days jest dosyć monumentalne. Takie propozycje muzyczne brzmią świetnie na żywo. I jak w przypadku poprzedniczki, dobrze sprawdziłby się jako finał płyty.

Ostatnia pozycja na płycie, The Infinity Called Man, rozpoczyna się niepokojącą harmonią tworzoną z przypadkowych nut, plam dźwiękowych, wynurzającym się znikąd tremolo skrzypiec (to takie szybkie powtarzanie jednego dźwięku, w tym wypadku - przy podstrunniku, dając efekt metalicznego brzmienia)... Ewoluują w poskładaną harmonię, dialog fortepianu z gitarą, w tle zaś słychać dzwony rurowe wiolonczela. Co piękne w utworze, muzyka mówi za siebie - nie występuje w nim partia wokalna.

Golden Apes jest formacją, która najlepiej sprawdza się na scenie podczas koncertów na żywo. Dwa lata temu we Wrocławiu, grając jako support XIII Stoleti, cieszyli publiczność pełnym brzmieniem, maksymalnie wykorzystując możliwości akustyczne sławnego z dobrego nagłośnienia Firleja. A Langsyne Litanies? Nie jest pozycją, która zapada w pamięć. Nie nadaje się dla tych, którzy szukają nowych brzmień. Za to powinna ucieszyć fanów Golden Apes - nagromadzenie klasycznych środków wykonawczych, dobre melodie, teksty i głęboki głos Peera Lebrechta brzmią pięknie, a Langsyne Litanies to godna pozycja w dorobku twórczości samego zespołu- pokazuje cały kunszt kompozytorski, niezakłócony głośnością elektroniki i mocnych gitar. To po prostu dobra, akustyczna płyta.

Tracklista:

1. Devil
2. Rosary
3. Blind-Eyed Boy
4. Ferryman
5. The Archers
6. Digging Towers
7. White Days
8. That Infinity Called Man
Autor: Jenna_Malique
Tłumacz: Toshiro
Data dodania: 2017-07-07 / Recenzje muzyki


Inne artykuły:

Strony:
1



Najnowsze komentarze: