AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
XIII Stoleti + Hyoscyamus Niger


Czytano: 3253 razy


Wykonawca:

Galerie:

W pierwszą sobotę października salę koncertową O.D.A. Firlej we Wrocławiu wypełnił czarny tłum wampirów, wilkołaków, średniowiecznych dam i dżentelmenów, oraz całkiem współczesnych miłośników gotyckiego rocka. Wszystko to za sprawą czworga sympatycznych Czechów, którzy w nocy przeistaczają się w mroczne bestie sceniczne. XIII Stoleti, znane dość dobrze w Polsce choćby z występów na Castle Party, odwiedziło nasz kraj ponownie, aby udowodnić, że jak to prawdziwych wampirów czas się ich nie ima.

Na początek kilka słów o supporcie. Szczerze mówiąc, obawiałam się trochę czy wybór Hyoscyamus Niger do tej roli jest pomysłem trafionym. Muzyka zespołu utrzymana w psychodelicznym mrocznym nastroju pasuje wprawdzie do klimatu. Zastanawiałam się jednak czy nie jest zbyt mało energetyczna w porównaniu z bombą zegarową jaką miała poprzedzać. Okazało się że Lulek Czarny pozytywnie mnie zaskoczył. Muzycy wybrali na występ utwory zróżnicowane. Wykonali je z ogromnym zaangażowaniem i energią. Ciekawy, przyjemny dla ucha efekt, dało połączenie w kilku piosenkach charakterystycznego niskiego wokalu Tomasza Sokołowskiego z zupełnie inną barwą głosu Pawła Szajkowskiego. Dodatkowym urozmaiceniem był- stały już element występów Hyoscyamusa – sugestywna gra aktorska jaką zaprezentował wokalista, wchodząc w trakcie wykonywanych utworów w charakterystyczne role. Muzycznie – nieźle, ciekawie i dość dynamicznie.



Kiedy na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, zaczęło się prawdziwe czarne święto.
Bracia Stepan konsekwentnie trzymają się swojego wampirycznego image’u. W Firleju, mimo że dawno już po zachodzie słońca, wystąpili w nieodłącznych ciemnych okularach. Od samego początku było bardzo gotycko i dynamicznie. Rewelacyjne, żywiołowe wykonanie "Fatherland" rozbujało publiczność. Pod sceną zawrzało. Na szczególne podkreślenie zasługuje, moim zdaniem, wyróżniająca się podczas całego koncertu, drapieżna i agresywna linia gitary, dzięki której kawałki nabierały mocno przebojowego i mrocznego klimatu.. Publika szalała, niektórym zdarzyło się nawet nurkować w tłumie.
Wbrew moim przewidywaniom, krwawa "Elizabeth" nie kazała na siebie czekać aż do bisu. Pojawiła się już w połowie setlisty. W pierwszej części utworu zdarzył się mały zgrzyt. Najbardziej chyba charakterystyczna dla tego, sztandarowego bądź co bądź, utworu, partia klawiszowa rozminęła się delikatnie z tempem. Trudno powiedzieć dlaczego, Być może jakieś problemy w odsłuchach. Taki drobiazg nie mógł jednak przeszkodzić w pozytywnym odbiorze całości. Publika entuzjastycznie odśpiewała refren jednej z najlepiej znanych piosenek "13-tego wieku".

Mam wrażenie, że muzycy skupili się nieco bardziej na nowszych kompozycjach,. Nie zabrakło też jednak starszych, dobrze znanych i lubianych numerów jak np. "Nosferatu is Dead". Usłyszeliśmy między innymi "Kabaret Voltaire", zaśpiewany głębokim, dźwięcznym wokalem z efektem przegłosu, oraz "Katakomby", w którym to utworze kapitalnie pracowała gitara. Podczas "Jolene" okazało się że Jana Havlova nie tylko nieźle radzi sobie z klawiszami, ale ma także kawałek ciekawego głosu. Ponownie tego wieczoru mogliśmy ją usłyszeć dopiero podczas bisów. Podstawową część koncertu zamknął "Karneval"- wisienka na torcie, skomponowanym z energetycznych i nastrojowych kawałków w mocnych rockowych wydaniach.
Na bis publicznośc konsekwentnie domagała się "Candyman’a". Tej prośby zespół nie spełnił. Myślę jednak że zostało nam to zrekompensowane przez "Tajemniczą Annę" ("Mystery Ana"). Drugi bisowy utwór złamał gotycki, czarny nastrój. W ciekawej aranżacji, z kobiecym wokalem usłyszeliśmy "Knocking’on Heavens Door"- interesujące doświadczenie akustyczne.



Duże brawa należą się za organizację. Nie obyło się bowiem bez kłopotów technicznych. Najpierw padła stopa, później zdaje się kable od klawiszy, ale zauważyć to mogli tylko ci którzy stali w pierwszych rzędach. Usterki usunięto błyskawicznie i niesłyszalnie dla publiczności. Gdyby ktoś bardzo chciał się do czegoś przyczepić, mógłby nadmienić że momentami nisko strojona gitara zlewała się z wokalem. Podejrzewam, że to kwestia akustyki samego pomieszczenia, być może drewnianej podłogi. Komu by się jednak chciało czepiać po tak fantastycznej uczcie muzycznej?

Świetny koncert! Czekamy na kolejny.

1. Intro: Gotika
2. Fatherland
3. Kabarette Voltaire
4. Mesic Lovce
5. Shelley
6. Elizabeth
7. Hypnotizer
8. Cerne Slzy
9. Katakomby
10. Jolene
11. Justina
12. Nosferatu is Dead
13. Karneval
14. Mystery Ana
15. Knockin' on Heaven's Door
16. Bela Lugosi's dead
17. Roze a Kriz

Strony:
Autor:
Tłumacz: Poison_Ivy
Data dodania: 2011-01-05 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: