AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Dalila Kayros – KHTHONIE


Czytano: 265 razy

80%


Projekt Dalili Kayros widziałam tylko raz – podczas 25 Jahre Club Debil w Dreźnie – a jednak zapadł we mnie jak mit, który się raczej przypomina, niż odkrywa. To nie był zwykły występ – to było całkowite pochłonięcie. Rytuał – skierowany ku ziemi, ku ogniowi, ku czemuś pierwotnemu i wrodzonemu. Kayros przywołała coś pradawnego i ekstatycznego – coś, co wciąż drzemie w naszych kościach, choć rzadko się budzi. KHTHONIE kontynuuje to wezwanie – nie jako wspomnienie, ale jako żyjący, pulsujący obrzęd.
Ten album nie gra, on drży, wije się, pulsuje. Dalila nie śpiewa – ona przyzywa. Jej głos przenika słuchacza jak dym sunący przez gałęzie. Czasem jest szeptem w zapomnianym języku, czasem skowytem odbijającym się echem od świętych jaskiń. Jest w niej coś dzikiego i świętego zarazem – coś z rozświetlonej wróżki i gniewnej kapłanki. Raz jest cieniem w świetle księżyca, raz samym księżycem. Głos nie pełni tu roli ozdobnej – on jest osią, wokół której wszystko się kręci. Wznosi się i opada, drży i rani. W "NEA" minimalizm staje się sztuką powściągliwości – cisza nabiera tu siły burzy. Każdy dźwięk jest precyzyjny, każdy oddech – naładowany. W tej muzyce tkwi synestezja. Nie słucha się jej – odbiera wszystkimi zmysłami. Jakby wiatr przechodził po nagich ramionach. Jak zapach mokrego mchu po rytualnym ogniu. Jak cisza tuż przed wypowiedzeniem zaklęcia. To sztuka, która nie podąża za gatunkami – ona się w słuchaczu rozplata.
"SAKRAMONADE" jest sercem albumu. Śpiewana częściowo po włosku, częściowo w sardyńskim dialekcie, brzmi jak inkantacja wykopana spod warstwy wulkanicznego pyłu. "Sakra sangre d’ira scura" – święta krew mrocznego gniewu. Wezwanie do morza, do księżyca, do tego, co pod nimi. Dalila nie wykonuje piosenki – ona z nią rozmawia. Z nami również.
Kayros i Danilo Casti, odpowiedzialny za elektronikę, nie tworzą utworów – tworzą dźwiękowe byty. Hybrydy rytualnych pulsacji, industrialnego pomruku i snu na granicy jawy. Każdy zwrot, każda zmiana przypomina taniec ognia – nieprzewidywalny, niebezpieczny, piękny. Tu jest szaleństwo, ale i jasność. Mapowanie emocji – kobiecości, natury, ducha i dźwięku. W "LEVIATAN" i "LAMIA" głos staje się zmiennokształtny – raz jest chaosem, raz okiem prorokini. Jest gniew – ale to gniew święty. Jest ból – ale przetworzony. Jest siła – dzika, kobieca, kosmiczna. Album wieńczy "CORPUS SONORUM", niemal chóralne zamknięcie, które nie ucisza, ale koi. Ostatnie zaklęcie, które zamyka krąg.
Dopiero po napisaniu recenzji dowiedziałam się, co znaczy tytuł. "KHTHONIE" to wariacja słowa chthonic – z greki khthonios (χθόνιος), czyli "z ziemi" lub "z podziemia". To określenie bóstw i sił związanych z mrokiem, naturą, podświadomością i tym, co pierwotne. Nazwa idealnie oddaje duszę tej płyty.
Dalila Kayros to nie tylko artystka. To medium. Naczynie. Burza owinięta w jedwab i grzmot. A KHTHONIE to nie zwykły album. To wezwanie. Kto do niego wejdzie, ten przypomni sobie coś świętego, o czym już zapomniał.



Tracklista:
NEA
SAKRAMONADE
MITZA
LEVIATAN
LAMIA
TERRANERA
SUSNEULA
LUGOI
CORPUS SONORUM

Data wydania: 4.04.2025
Label: Subsound Records
http://dalilakayros.bandcamp.com
Autor:
Tłumacz: khocico
Data dodania: 2025-04-04 / Recenzje muzyki




Najnowsze komentarze: