AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Wywiad z Leszkiem Rakowskim


Czytano: 6981 razy


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Ostatnie tematy na forum:

Leszek Rakowski, założyciel zespołów Bruno Wątpliwy i Fading Colours, obecnie producent muzyczny, wspomina swoje pierwsze spotkanie z Ronnym Mooringsem, a także przewiduje dalszą drogę zespołu Clan Of Xymox

Tak wyglądały początki
Robert Mertuszka: Powspominajmy. Jak to było z Tobą i muzyką Clan Of Xymox? Mija dokładnie 25 lat od wydania ich debiutanckiej płyty.

Leszek Rakowski:
Tak wiem. Przypuszczam, że w późnych latach osiemdziesiątych wielu ludzi, którym bliska była muzyka spod znaku zimnej fali, czy też wytwórni 4AD słuchało Clan Of Xymox. Jeżeli chodzi o mnie, to wszystko stało się za sprawą Tomka Beksińskiego, który chyba jako pierwszy, zagrał w swojej audycji radiowej muzykę tego zespołu. Jak wspominam tamten okres, to COX grał muzykę bardzo mi bliską, owo połączenie elektroniki z rockiem – idealnie trafiło w moją wrażliwość i gust muzyczny. Dodatkowo jeszcze piękne melodie, niebanalne teksty dopełniały całości. Ronny Moorings z zespołem, jak pamiętasz, zagrali w Polsce jeszcze w tamtym systemie, chyba w maju 1988 roku na festiwalu Marchewka w Warszawie. Byli w naszym kraju owiani legendą od samego niemal początku i tak zostało do dzisiaj. Kiedy przyjechali drugi raz do Polski, znałem już Roonego osobiście, tłumaczyłem mu wtedy, jakie zmiany nastąpiły w naszym kraju. Zabawne było to, że on kompletnie nie mógł pojąć co się u nas dzieje. Przywołam taką zabawną historię - kiedy Ronny wylądował w Warszawie na Okęciu był bardzo zdziwiony, że nie czekają na niego tłumy wiwatujących fanów. Musiałem mu wyjaśniać, że czasy, kiedy w Polsce nie było możliwości słuchania muzyki na żywo, dawno minęły. Obecnie przyjeżdża do nas coraz więcej zespołów, rynek muzyczny bardzo się rozrósł, gra i funkcjonuje mnóstwo kapel – jak patrzę na tę sytuację z perspektywy czasu, to nie wiem, czy do końca mnie wtedy zrozumiał (śmiech). Nigdy już potem o tym nie rozmawialiśmy.

R.M.: Pamiętasz kiedy nastąpiło wasze pierwsze, osobiste już, spotkanie?

L.R.:
Dokładnej daty sobie nie przypomnę. Na pewno bardzo dawno temu (śmiech). Pamiętam natomiast, że od pierwszego spotkania wiedziałem, że to normalny facet, bez gwiazdorskich manier. Poszliśmy do pubu na Placu Zamkowym w Warszawie, spędziliśmy świetny wieczór. Jeżeli oczekujesz, że opowiem o jakiś szczególnych napięciach, które towarzyszyły spotkaniu z muzykiem na którego nagraniach niemal się wychowałem, to jeżeli były, to tylko na początku, potem po prostu miło się rozmawiało. Wydaje mi się, jak teraz na to patrzę, że Ronny ma taki sposób zachowania, który powoduje, że bardzo szybko zaciera się granica między gwiazdą muzyki, a jego słuchaczem. On bardzo partnersko, ze świetnym poczuciem humoru traktuje swoich rozmówców. Tak wyglądały początki. Obecnie, kiedy znamy się już przeszło dziesięć lat jeszcze inaczej wyglądają nasze relacje.

R.M.: Czyli jak?

L.R.:
Od lat nasze kontakty przyjacielskie mają też kontekst zawodowy. Obaj jesteśmy muzykami, zajmujemy się produkcją muzyczną, tak więc siłą rzeczy to spektrum się poszerzyło. Ronny jest człowiekiem bardzo konkretnym - profesjonalistą w pełnym tego słowa znaczeniu. Kiedy przygotowywałem dla nich remix piosenki There's No Tomorrow, promującej na singlu album Farewell, wysłał mi podstawowe tracki z których składa się utwór, ja zaproponowałem swoje rozwiązania i było właściwie po wszystkim. Jako ciekawostkę przypomnę jeszcze, że praca nad tym remixem miała miejsce w czasie, kiedy Clan Of Xymox występował na dziewiątej edycji Festiwalu Castle Party w Bolkowie. Konsultowaliśmy wtedy jeszcze pewne kwestie dotyczące nagrania, przedstawiłem Roonemu wersję podstawową, zapomniałem jednak powiedzieć, że jest minimalne przesunięcie perkusji względem całości, natychmiast to wyłapał - on znakomicie czuje muzykę,. Bardzo lubię z nim współpracować, bo po pierwsze daje wolna rękę, po drugie potrafi dyskutować, szukać optymalnych rozwiązań.

R.M.: Na moje pytanie o ewentualny koniec działalności zespołu, Ronny odpowiedział, że koniec będzie, jak umrze. Jak Ty widzisz przyszłość Clan Of Xymox?

L.R.:
To bardzo ważne pytanie. Faktycznie ten zespół, to jego całe życie i na nic innego nie ma już miejsca. Według mnie Ronny jest obecnie w szczególnej sytuacji. Nie ma co ukrywać, bardzo trudnej. Musi bowiem odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką droga powinien dalej podążać zespół, który istnieje na scenie ponad 25 lat. Trzeba w tej sytuacji wykazać się nie lada refleksem. Czasy się zmieniają i publiczność wymaga od muzyki nie tyle coraz więcej, co coraz różnorodniej, zgodnie z duchem epoki. Ronny, czego dowodem ostatnia płyta, jest tradycjonalistą, bardzo ostrożnie dawkuje nowe elementy. Pomimo, że pełnymi garściami czerpie ze zdobyczy techniki, to muzycznie cały czas jest gdzieś w latach 80-tych. Zdaję sobie sprawę, że dla starych, wiernych fanów, to nic złego, wręcz przeciwnie, ale nowych na pewno nie pozyskuje. Ronny choć ma ogromny potencjał, to z pewnością lepiej by go wykorzystał, gdyby, paradoksalnie, nie wszystko robił sam. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że powinien podzielić się z kimś na przykład komponowaniem. On ciągle ma rewelacyjne pomysły, tyle tylko, że sam jest dla siebie weryfikatorem, a wydaje mi się, że gdyby dopuścił do pracy nad muzyką innych, byłoby to z olbrzymią korzyścią dla całego Clan Of Xymox.

R.M.: Dziękuję za rozmowę.
Autor:
Tłumacz: jivka
Data dodania: 2011-03-20 / Wywiady


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: