AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Zeromancer - Death of romance


Czytano: 3618 razy

70%


Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Ostatnie tematy na forum:

Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze osłuchać się z poprzednim albumem "Sinners international", a Zeromancer wpuścił na rynek kolejny,przygotowany w rok czasu - "Death of romance". Trzeba przyznać, że to dobry ruch ze strony zespołu, bo każdy fan uzależniony od industrialno-rockowych brzmień po prostu musi przyjąc tę dawkę muzyki.

Na recenzowanej płycie znalazło się 11 utworów jakże typowych dla Zeromancer. Jeśli podobały wam się hity pokroju "Need you like a drug" czy "It sounds like love (but it looks like sex)", również "Death of romance" przekona was od pierwszych minut. Tym bardziej, że Norwegowie rozpoczynają mocnym uderzeniem za sprawą dwóch utworów- "Industrypeople" oraz "The hate alphabet ". Są one połączeniem siły gitary,dynamicznej perkusji, otoczonych znakomitymi partiami elektronicznymi. Dodajmy także do tego śpiewającego z dużym zaangażowaniem wokalistę. Po nich zaczyna się tytułowy "Death of romance". Bardzo flegmatyczny i melancholijny. Część fanów, która zaczynała słuchać norweskiego zespółu 10 lat temu, prawdopodobnie już z niego wyrosła lub dojrzała na tyle, aby uznać go za zbyt naiwny. Podobnie następujący po nim - "The pygmalion effect". W obu przypadkach mamy do czynienia z podobną konwencją, w której Zeromancer podaje piękne melodie w dość mdlącej formie.

Zdecydowanie wolę bardziej bezkompromisowe nagrania, jak te z początku albumu, czy też pokroju "Revengefuck". Krótki, trzy i półminutowy industrialny kawałek, z łatwym do podśpiewywania refrenem. Podobnie jak "Virgin ring" oraz "The plinth" stanowią o sile tego albumu. Nie mam tu żadnych zastrzeżeń odnośnie wokalu czy doboru riffów na gitarze. Całość dobrze uzupełnia się, przenika między sobą. Ta korzystna dla płyty synteza różnorodności poszczególnych piosenek trwa do samego jej końca. Przyjemnie słucha się "Mint", w rytmie powolnych uderzeń perkusji. Natomiast na zakończenie Zeromancer jeszcze raz przypomina w jakim repertuarze czuje się najlepiej. "V" to czysta esencja potęgi industrialu, znakomita buntownicza kompozycja.Tylko szkoda, że tak dobry utwór kończy album i zapada cisza.

"Death of romance" oceniam dobrze, jako spójny album utrzymany w industialno-rockowej konwencji. Patrząc na wcześniejsze wydawnictwa Zeromancer ponownie żałuję, że Norwegowie nie zaryzykowali z kompozycjami. Wszystko jest aż nadto poukładane, oczywiste. Potrafią grać nowocześnie i energicznie. Udowadniają to, ale chciałbym aby tworząc kolejny album zapomnieli o schematach i byli jeszcze bardziej spontaniczni w aranżowaniu alternatywnych brzmień.

Tracklista:

01. 2.6.25
02. Industrypeople
03. The Hate Alphabet
04. The Death Of Romance
05. The Pygmalion Effect
06. Murder Sound
07. Revengefuck
08. Virgin Ring
09. The Plinth
10. Mint
11. V
Autor:
Tłumacz: murd
Data dodania: 2010-11-05 / Recenzje muzyki


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: