AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Diary Of Dreams - If


Czytano: 5616 razy

85%


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Katalog płyt:
Ostatnie tematy na forum:

Trochę ponad półtora roku zajęło Adrianowi Hates'owi zapisanie kolejnych stron Pamiętnika Snów i oprawienie słów w muzykę. Powstało 12 kompozycji zamkniętych na krążku o tytule " If". Po pierwszym przesłuchaniu zadałem sobie pytanie - czy jest na sali lekarz? Pacjent- Diary Of Dreams- potrzebuje reanimacji. Ale z każdym kolejnym razem, kiedy z CD płynęły dźwięki, dotarło do mnie, że ów pacjent ma jeszcze całkiem spore szanse na przeżycie. Album otwiera " the Wedding". Kawałek łatwo zapadający w pamięć. Adrian śpiewa podobnie jak w "Rumours about angels". Prosty w kompozycji, nawet banalny. Według mnie najsłabszy punkt płyty. W następnym utworze jest spokojniej. To " Requiem 4.21". Nawiązuje on swobodnie do pierwszej piosenki z poprzedniej płyty (Nekrolog 43). Sam refren znakomicie zanurzony w elektronicznym brzmieniu oraz piękna gitarowa solówka w końcówce. Tylko Diary mogło stworzyć takie połączenie i sprawić że długo dźwięki te pozostaną w głowie. W dalszej części na pierwszy plan wychodzą gitary. Rozpoczyna się wszystko spokojnym wstępem w "Odyssey Asylum". Utworze z wyrazistym refrenem o rockowym zabarwieniu. Brzmienie gitary trwa w najlepsze, gdy płyną kolejne linie melodyczne "Poison breed". Wszystko nadaje się idealnie do potańczenia na parkiecie.W tej części albumu wyróżnia się utwór 5.- "Wahn!Sinn?". Wita nas tu zimne szarpanie strun, do tego mocne uderzenia w werbel i stłumiony śpiew Adriana, który recytuje całość w sposób, którego nie powstydził by się nawet Till Lindemann (Rammstein). Cały utwór bardzo stylistycznie zbliżony do twórczości ekipy Rammstein.
Należy wspomnieć też, że 5 nr na płycie to nie jedyny utwór, w którym możemy doszukać się analogii do innych wykonawców. Dobrym przykładem będzie "Choir hotel", który w mojej ocenie spokojnie mógłby znaleźć się na albumie chociaż by Blutengel czy L'ame Immortelle, ze względu na bardzo taneczne wykonanie i mocny bit. Moją szczególną uwagę przyciągnął "Mind over Matter". Prawdziwe katharsis. Jest to mroczny, przytłaczający zawartością emocjonalną utwór. Na tyle osobisty, że w końcówce pojawia się melorecytacja i całość przybiera formę rozmowy z własnym alter ego. Na zakończenie "Kingdom of Greed", czyli bardzo dobre, klimatyczne i poetyczne pożegnanie z " If". Dawno w muzyce Diary nie słyszałem czegoś równie magicznego. Złożonego z dźwięków pianina, pogłosów i szeptów oraz natchnionych, wypełniających przestrzeń dzwonków. Potwierdzający, że moja wstępna ocena była daleka od właściwej. Można powiedzieć, że w pewnym sensie album jest eksperymentalny. Z drugiej jednak strony Diary pamięta o przeszłości, wcześniejszych dokonaniach i zapożycza pewne rozwiązania wplatając je między nowe. "If" jest bogate w przyjemne elektroniczne smaczki i moc gitary. To dobre połączenie, które od dawna towarzyszy ich muzyce. Jednak tym razem wszystko jest bardziej przestrzenne niż na "Nekrolog 43".

Tracklista:
01. the Wedding
02. Requiem
03. Odyssey Asylum
04. Poison Breed
05. Wahn!Sinn?
06. the Colors of Grey
07. Choir Hotel
08. the Chain
09. King of Nowhere
10. 21 Grams of Nothing
11. Mind over Matter
12. Kingdom of Greed
Autor:
Tłumacz: _Morfeusz_
Data dodania: 2009-08-03 / Recenzje muzyki


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: