AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Amphi Festival 2010


Czytano: 10851 razy


Katalog plików:

Wykonawca:

Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

Kolonia słynie z tego, iż jest jednym z największych niemieckich miast, którego wizytówką jest monumentalna gotycka katedra, czy też most zakochanych. Śmiało można by rzec, że miasto to zyskało nowy powód do dumy. Coroczne Amphi Festival jest znane nie tylko w Niemczech, ale i w całej Europie. Kiedy 16 tysięcy ludzi zbiera się w tym samym miejscu, to musi być to nie lada wydarzenie, a kiedy liczbę tę stanowią istoty spowite całe w czerń, wiadomo, że wydarzeniem tym musi być festiwal muzyki Dark Independent.

Sobota:

Faderhead:
Koncert miał miejsce na małej scenie, choć ogrom popularności, jaki projekt zyskał, sugerowałby raczej ulokowanie ich na scenie dużej. Fanów przybywało z każdą minutą. Nie sposób było zliczyć wszystkich poprzebieranych, najbardziej "odpicowanych", gotowych do typowo niemieckiego tańca tego, który Federhead prezentuje w teledysku do "TZDV". Zaczęli spokojnie od "Girly Show", ale już chwile później przy "Acquire The Fire" wydać się mogło, że ściany hali lada moment pękną od pulsującej energii zarówno ze strony wykonawców, jak i fanów. Dziki taniec publiki plus żywiołowy Live Act chłopaków z S.A.M., czyli typowo niemieckie show. Oczywistym jest, że większej wartości muzycznej nie sposób wynieść z tego występu, trzeba jednak oddać, że wokal Feaderhead brzmi na koncertach dobrze. Całość prezentuje się tak, jak na płytach. W niczym nie ujmując projektowi wypadli całkiem dobrze, zachwycając rzeszę fanów, którzy otrzymali chyba maksymalną dawkę niemieckiej elektroniki.

Girly Show
Acquire The Fire
Electrosluts
ZigZag Machinery
Destroy Improve Rebuild
Horizon Born
Houston
O/H Scavenger
Dirtygrrrls/Dirtybois
TZDV



Welle:Erdball:

Chyba każdy koncert tego ujmującego projektu jest dobry. Spełniają niemal wszystkie oczekiwania. Na żywo ich muzyka brzmi jeszcze lepiej niż na płytach, jest melodyjnie, wesoło. Wokale zarówno męski, jak i damskie są dobre. Jest przyjemnie i dla ucha i dla oka. Występowi towarzyszy zawsze jakaś atrakcja. Tym razem były to wielkie białe balony rzucane w stronę publiki, czy też czerwone serduszka konfetti. Publika wpatrzona była w Welle:Erdball, jak w obrazek wyśpiewując z nimi teksty piosenek. Zagrali m.in. "Pouppe de cire", "Das souvenir", czy też "Ich bin aus Plastik". Wszyscy zebrani mięli uśmiech przyklejony do twarzy, co dla projektu powinno być największym wynagrodzeniem.



Blutengel:
O ile Blutengel ma na swoim koncie wiele ciekawych, przebojowych utworów, o tyle brzmią one dobrze tylko na płycie. Ten znany projekt powszechnie lubiany i ceniony, szczególnie w Niemczech, broni się jedynie wizualnie. Koncerty nie odzwierciedlają tego, co projekt przedstawia na krążkach. Głos Chris’a brzmi fatalnie, do tego śpiewając za wolno, bądź za szybko. Trzeba przyznać, że na scenie wyglądają zawsze ładnie. Jest dużo rekwizytów, tancerki z piękną choreografią, piękne makijaże, itp. Szkoda tylko, że między prezencją, a muzyką jest taka duża przepaść. W przypadku Blutengela jest jeszcze jedna zależność. Jakkolwiek tragicznie nie wypadliby na żywo, publika i tak będzie zachwycona, brawa będą niosły się echem po całym koncertowym terenie. Szczególnie, jeśli tak, jak tym razem zagrają "Oxidising Angel", czy też "Bloody Pleasures".

Behind the mirror
Oxidising angel
Soul of ice
Winter of my life
Schneekönigin
Dreh dich nicht um
Vampire romance
Soultaker
Bloody pleasures
Lovekiller
Engelsblut



Anne Clark:
Ta pani wie, jak wstrzyknąć dużą dawkę poetyki, połączoną z mrocznym klimatem i pasją. Nie trzeba tu pięknych strojów, dekoracji. Sztuka recytacji broni się sama, a jeżeli dołożymy do tego charyzmatyczny głos Anne, to sukces jest murowany. Pomimo tego, można było zauważyć jeden poważny mankament występu, ale zaistniał on tylko ze strony organizacyjnej. Klimatyczny koncert miał miejsce w ciągu dnia, co całkowicie niszczyło efekt. Sama festiwalowa atmosfera nie pasuje już do elementu skupienia, jaki powinien towarzyszyć w odbiorze. Mimo wszystko tego typu gwiazdy koncertów udzielać powinny tylko kameralnie, w mniejszych salach, nie na masowej imprezie, gdzie aż huczy od żywej i zdecydowanie mniej ambitnej muzyki. Mimo wszystko nawet to nie było w stanie odebrać Anne Clark miana jednego z najlepszych koncertów dla dojrzałych fanów.



And One:
Headliner, na którego czekali chyba wszyscy. Teatralnie wyszli z oparów dymu zza ogromnej, ciężkiej kurtyny zawieszonej na scenie. Opinie, co do tego projektu mogą być różne. Od absolutnie pozytywnych po krytyczne. Tandetne pioseneczki wpadają w ucho, ale niestety chwilami kicz staje się zbyt wyraźny. Do tego mamy naprawdę dobry głos Steve’a, który urzeka i sprawia, że każdy mimowolnie chce wysłuchać koncertu. Przebój "Military Fashion Show" tylko potwierdza, że jest jakaś pozytywna iskierka w And One. Jednoznacznie ocenić projekt jest zatem trudno. Sugerując się oceną publiki, która niemal wiwatowała na koncercie, można uznać, że ma w sobie jakiś urok, który przyciąga tysiące fanów.



Niedziela:

Ex!te:
Opisać koncert można bardzo krótko. Cyber boysband – chyba tak najlepiej da się zdefiniować ten projekt. Poprzebierani, nie reprezentują sobą nic, poza strojem. Na scenie wyglądają komicznie. Dwie tancerki towarzyszące w występie tylko podkreślały, że Ex!te nie ma nic ciekawego muzycznie do zaoferowania poza tandetną otoczką. Zagrali swój znany utwór "Poser", czy "Gothic Pussy". Najgorszy koncert tegorocznej edycji Amphi Festival.

Poser
Hellektrostar
Dead Bang
Electronic Revolt
Gothic Pussy (Horrorporn Edit)
Boyz Love Girlz
Keep on doing your great work
Cyb3rell4



Rabia Sorda:
Energia Erka jak zawsze wypełniła całą scenę. Cokolwiek nie powiedzieć o jego side project’cie, występ czy to Hocico, czy Rabia Sorda, zawsze jest udany. Może to właśnie przez tę niesamowitą energię i zaangażowanie w koncert? Samej muzyce także nie można nic zarzucić. Co najważniejsze jest identycznie, jak na płytach, nie ma tu elementu oszustwa. Wszystko wydaje się prawdziwe, a dynamizm rytmu powoduje, że na koncercie nie można stać sztywno, ciało samo wymusza wczucie się w takt elektronicznej muzyki. Do tego świetny kontakt z publiką i takie przeboje, jak "Out of Control", czy też "Radio Paranoia". Nic dodać nic ująć – jeden z bardziej dynamicznych koncertów, od początku do końca udany.

Today in Mexico (intro)
Monkeyland
Out of Control
Get your overdose
Radio Paranoia
What U get is what U see
Misery
Dibujando el veneno (instrumental)
Save Me from my Curse
Heart Eating Crows



Combichrist:
Zebrane tłumy przypominać mogły mrowisko. Fani niczym mrówki oblegli całą przestrzeń przed sceną. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali oklepanego już Combichrista. Jak wiadomo, Niemcy uwielbiają twórczość tego projektu. Taneczne rytmy jak najbardziej wpasowują się w ich styl. Najciekawszym elementem była chyba zapowiedź Ronana z VNV Nation, który tuż przed występem wyszedł na scenę. Niestety wydawać się mogło, po braku reakcji, że Niemcy nie zrozumieli ani słowa z tego, co mówił Brytyjczyk. W końcu jednak tłum zareagował brawami i okrzykami. Combichrist wchodzi na scenę. Zagrali całkiem dobrze. Jak zawsze "dali czadu". Było szybko, agresywnie i bardzo combichristowo. Usłyszeć można było największe hity, zobaczyć szał od strony publiki. Kolejny raz ten sam projekt, w taki sam sposób, osiągnął sukces. Ciekawe, czy za 3 lata nadal będziemy skakać przy "This Shit will Fuck You up", czy moda przyjdzie na coś innego.



VNV Nation:
Tego sympatycznego projektu nikomu nie trzeba przedstawiać. Koncerty VNV Nation zawsze przesiąknięte są pozytywną energią, która wnika we wszystkich znajdujących się pod sceną. I tym razem było tak samo. Fani twórczości projektu jedyne, na co mogli narzekać, to na fakt, iż koncert musiał się skończyć. Zagrali to, co najważniejsze, czyli "Illusion", "Standing", czy "Genesis". Publiki oczywiście nie brakowało. VNV Nation jest przykładem tego, jak powinien wyglądać udany koncert.

Pro Victoria
Tomorrow never comes
Testament
Genesis
Darkangel
Further
Sentinel
Chrome
The Great Divide
Illusion
Standing
Honour 2003
Nemesis
Beloved
Perpetual



Letzte Instanz:
Połączenie ostrego brzmienia z folkiem zazwyczaj wypada dobrze. Tak jest i w przypadku tego zespołu. Wreszcie można było uświadczyć prawdziwych instrumentów zamiast samej elektroniki. Letzte Instanz w porównaniu z innymi koncertami brzmieli znacznie prawdziwiej, przez co wybijali się spośród syntetycznych projektów. Żywiołowy skrzypek skaczący po scenie i wiolonczelista siedzący na przedziwnym krześle są na tyle nietypowi, że przyciągną uwagę chyba każdego. Widać było, że członkowie grupy dużo z siebie dają, że bawią się razem z publiką, która wypełniała cały hangar aż po brzegi. Wpadająca w ucho muzyka i serdeczna atmosfera – tak można podsumować występ.

Mea Culpa & Mein Engel
Flucht ins Glück
Dein Licht
Ohne Dich
Der Garten
Mein Gott
Schau in mein Gesicht
Finsternis
Komm!
Stimmlein
Mein Todestag
Wir sind allein
Rapunzel (Song 2)



Będąc po raz pierwszy na Amphi Festival mogę na świeżo ocenić to wydarzenie. Przyznać zatem muszę, że poza pięknem miasta – Kolonii, kryje się tu coś niesamowitego, magiczna atmosfera, która sprawia, że chce się aby Amphi trwało bez końca a wyjazd do Polski wydaje się smutną koniecznością. Publika i miejscowi są sympatyczni, uśmiechnięci, a festiwalowa organizacja i porządek godne pochwały. Te dwa muzyczne dni warte są przemierzenia setek kilometrów i wszystkich zachęcam do tej magicznej przygody, którą jest Amphi Festival.

Strony:
Autor:
Tłumacz: Ankara
Data dodania: 2010-11-03 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: