AlterNation - magazyn o muzyce Electro, Industrial, EBM, Gothic, Darkwave i nie tylko
Ulica Kultury: Soundwave!


Czytano: 4432 razy


Galerie:

Ostatnie tematy na forum:

15 kwietnia, dość słoneczny i miły dzień. Po sympatycznej podróży PKP, wysiadłam na typowo komunistycznym dworcu w Opolu, gdzie odbyć się miał Soundwave. Trzy koncerty: Irfan, Sieben (Matt Howden), i Of The Wand And The Moon.
Po dotarciu do miejsca przeznaczenia, byłam mile zaskoczona wielkością sali koncertowej – małej i klimatycznej. Nie jestem zwolenniczką ogromnych koncertów, gdzie fani zgniatają się nawzajem, i z reguły wychodzi się po takim koncercie z siniakami, a powietrze łapie się niczym umierający astmatyk.

Pierwszy na scenę wyszedł Irfan, piosenki zapowiadane były łamaną angielszczyzną, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało, a wręcz dodawało uroku całości.
Cudowna wokalistka, z przepięknym uśmiechem i jeszcze piękniejszym głosem starała się zaczarować publiczność. Niestety, udało jej się to chyba tylko do pewnego stopnia, bo część ludzi głośno rozmawiała, a część wydawała bliżej nieokreślone dźwięki. Ci, którzy stali najbliżej sceny, byli zachwyceni, poddali się hipnotycznemu wokalowi. Niezmiernie podobała mi się gra na starych instrumentach, co w dobie muzyki puszczanej z komputerów było miłym zaskoczeniem, a w połączeniu z grą świateł, była to też uczta dla oczu.
Grupa nie wydawała się stremowana, ale kontakt z publicznością był raczej słaby... Możliwe, że przez barierę językową.
Zespół skończył grać, i zauważyłam, że pozuje do zdjęć z fanami, co uważam za duży plus.



Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że ludzie opuścili salę, zostali tylko ludzie z obsługi technicznej, oraz ja i Dobermann i... na scenę wszedł na próbę Matt Howden. Dzięki temu, że udało nam się zostać na tej próbie, mieliśmy szczęście posłuchać i popatrzeć jak ten geniusz przygotowuje się do swojego występu, co było – przynajmniej dla mnie, niezwykle ciekawym doświadczeniem. Matt jest perfekcjonistą w każdym calu, i każdy szczegół musi być idealnie dopracowany.
Ludzie zaczęli wchodzić na salę, niektórzy jeszcze rozmawiali między sobą. I wtedy wszedł Matt, miło się witając z publicznością, czym wzbudził jeszcze większą sympatię u mnie.
Zaczął grać. I stało się coś niezwykłego. To właśnie on rzucił czar na uczestników koncertu. Ludzie stali cicho, spokojnie, niektórzy lekko się kołysząc w rytm muzyki jaką "wyczarowywał" ze swoich skrzypiec, jednocześnie ją nagrywając i miksując.
Po każdym utworze rzucał jakąś zabawną anegdotkę, jak na przykład o swoim doświadczeniu z pewnymi liniami lotniczymi, czy też opowiadając, co się stało z jego wąsami, co niesamowicie rozbawiło publikę.
Zagrał ukochane przeze mnie "Love's promise", "Sacrifice content", "Love must wax cold", czy "Ogham the sun". Jedyne co mogłam zrobić, to chłonąć całą sobą muzykę, z uśmiechem na twarzy.
Sieben bisował kilkakrotnie, ludzie prosili, krzyczeli, domagali się więcej.
Ja osobiście nie lubię bić braw, krzyczeć podczas koncertów, mam swój własny sposób przeżywania takich doświadczeń, i nie lubię się dzielić nimi z innymi ludźmi. Jest to dla mnie zbyt prywatne, intymne przeżycie, i rozkoszuję się czymś tak wspaniałym na swój własny sposób.



Po Siebenie zagrał zespól Of The Wand And The Moon. Szczerze mówiąc, mój mózg nawet nie odnotował momentu, kiedy weszli na scenę, gdyż nadal byłam pod wpływem tego, co zrobił Matt.
Moim zdaniem, Matt powinien zagrać jako ostatni, gdyż po jego występie każdy inny zespół wypadłby blado. Aczkolwiek Of The Wand... zagrali bardzo dobrze, przynajmniej podczas tej części, na której jeszcze byłam. Widać było, że ludzie kochają tą grupę, że czekali na ten koncert i byli bardzo, bardzo zadowoleni.
Tutaj niestety, nie będę miała zbyt wiele do opisania, gdyż nadszedł czas, by się zbierać na pociąg powrotny, więc jak wspomniałam, nie widziałam całego koncertu.
Do domu wracałam cały czas "smakując" to, czego doświadczyłam, i czułam się ogromnie zadowolona, mimo zmęczenia.
Oby jak najwięcej takich koncertów w Polsce!
Jednego jestem pewna – nie przepuszczę okazji, by znowu zobaczyć Siebena na żywo, bo jest to wspaniały balsam dla duszy!




Strony:
Autor:
Tłumacz: murd
Data dodania: 2011-05-10 / Relacje


Inne artykuły:




Najnowsze komentarze: